Śluby mnisze

  • 8 sierpnia 2019

Śluby mnisze

Głównym przejawem życia społeczności – Kościoła,  klasztoru – jest jego wzrost i rozwój. Obrazy krzewu winnego, ciała mistycznego dopełnia wypowiedź Ewangelii o budowie Kościoła na opoce. – Św. Paweł uświadomi, że fundamentem tej budowy jest „sam Chrystus Jezus”. Literatura – sztuka starochrześcijańska przedstawia Chrystusa jako budowniczego. Również architektem – architektem i klasztorów i zakonu – nazwano św. Benedykta. W istocie zasługuje on na takie nazwanie: Reguła przedstawia jego troskę tak o budynki, jak o ludzi, którzy je zamieszkują. Rozdział pięćdziesiąty ósmy nosi tytuł „O zasadach przyjmowania braci”. W prawnych postanowieniach odnaleźć można myśl Zakonodawcy, jego geniusz organizacyjny, głębiej jeszcze trzeba szukać idei religijnej, która całość owiewa.

W przenośnym znaczeniu Święty Benedykt budował także Regułę, jej kolejne rozdziały, nawet ich zdania, dobierając elementy stosowne do przyświecającej idei. Nawet i słowa zasługują tu na rozwagę, język użyty w Regule ma także swój urok, odznacza się wyrazistością i prostotą. W ciągu stuleci wyrosła potrzeba komentarzy, bo stawiano tekstowi coraz to nowe pytania, zarówno historycy tworzyli wizję przeszłości, jak inni w Regule szukali rozwiązań praktycznych albo – jak powiadają – „ducha świętego Benedykta”. Zwykle wiązano jedno i drugie, nawiązując do tradycji dawano odpowiedź. Obecnie ta sama myśl przyświecać będzie w komentarzu do „zasad przyjmowania braci”. Wychodząc od tekstu, zmierza się do najbardziej aktualnych uwag o sprawie wciąż istniejącej.

Architektura klasztoru, zgromadzenia, Reguły… Podziw budzi kolejność rozdziałów, obserwować można ich umiar i łączenie różnych elementów. Powstaje budowa, niekiedy przybudówki. Współbrzmią słowa biblijne, doświadczenia pedagogiczne, zwyczaj i wymagania prawa. Wszystko tworzy całość. O ile w komentarzu wypadnie wskazać elementy – discernere rozmaite warstwy znaczeniowe, przecież podział pozostanie sztuczny, dopóki nie doprowadzi znowu do syntezy.

Przy wnikaniu w dawne teksty zaleca się równie dawna metoda, która polega na kolejnym rozpatrywaniu spraw ze strony osób, miejsca, czasu i rzeczy. Doświadczenie to potwierdza. Wprawdzie me wydobędzie to ze słów ich całej treści – kto by to potrafił, skoro to bogactwo jest bezmierne – niemniej ukaże się niewątpliwie wiele spraw interesujących, a nawet istotnych. Jak w ewangelicznej przypowieści, ten skarb odnalazł, kto pług przycisnął.

Zawsze i we wszystkim pierwszeństwo ma Bóg, a wśród mnichów uświadamiano to sobie najdoskonalej. Oni to byli skłonni do radykalnych ujęć, a mianowicie, że tylko „Pan mój i Bóg mój”. Odpowiada temu zwyczaj, który każe mnichom w czasie składania ślubów śpiewać słowa psalmu: „Przyjmij mnie, Panie, według Twej obietnicy, a żyć będę. I nie zawiedź nadziei mojej”.

Architektura tego wersetu łączy mniszą konstytucję w skrócie z modlitwą. Zwraca się do Boga – jako Pana czy też Ojca – który we wszystkim ma pierwszeństwo. Prolog Reguły przedstawia Boże zabiegi – szukanie człowieka, powołanie, na koniec obietnicę. Stara sztuka – niechby przykładem służyła „patena tyniecka” – przedstawia Rękę Bożą błogosławiącą, wystawioną z niebios, aby przyjąć ofiarę. Wspaniałość oddania się mnicha wzrasta dzięki temu, że został przyjęty. Jeśli magią jest „ogół wierzeń i praktyk opartych na przekonaniu o istnieniu sił nadprzyrodzonych, których opanowanie jest rzekomo możliwe za pomocą zaklęć i obrzędów” – antytezą takich ujęć, antytezą magii jest obrzęd ślubów mnicha. Bóg osobliwy stworzył człowieka dla siebie, wybrał go i powołał, a teraz przyjmuje. Mnich oddający się Bogu uprzednio Go poznał i pokochał, ufnie dając życie w ojcowskie ręce.

W Dialogach o świętym Benedykcie mówi się zwykle ze to był „Mąż Boży – miałożby być inaczej „bez Boga na świecie”? Czy nieboskie stworzenie? Dokonał się pewien układ: oddał się człowiek a Bóg przyjął. Objawia tu mnich swoje szanse, mógł poznać Boga, pokochać i tak a tak zadecydować o swoim losie. Pierwszeństwo ma Bóg, oto wybrał, a teraz przyjął ofiarę świadomą, dobrowolną, niepodzielną, nieodwołalną. Wszystko jest łaską: człowiek oddał się Bogu do dyspozycji, stał się Bożą własnością.

Śpiewa mnich: „a żyć będę”, w przekonaniu że teraz odradza się do pełnego życia. Z dawna porównuje się śluby mnisze do sakramentu chrztu z wszystkimi następstwami. To pewne, że wówczas otwierają się niebiosa i daje się słyszeć głos: „Ten jest Syn mój miły, w Nim mam upodobanie”. Zostawiając omówienie tej sprawy teologom, obecnie wystarczy, że śluby mnicha są najpełniej ratyfikacją zobowiązań chrzestnych. Jeśli wrócić do pojęcia „Mąż Boży” wyjaśnia się tu jego męstwo, jego dorosłość.

„I nie zawiedli nadziei mojej” – eschatologiczny sens uwydatnia postawa mnicha, wznoszącego ręce. Tak sztuka przedstawia świętego Benedykta w chwili śmierci: mnich umiera dla świata, żyje wyłącznie dla Boga – jak ongi pustelnicy, którzy z właściwym sobie radykalizmem usuwali się ze świata.

Z upływem czasu zaszła zmiana. Jeszcze święty Benedykt uprawiał pustelnictwo, zachowując o nim najwyższe wyobrażenie. Wszakże warunki sprawiły – to znaczy Bóg tak chciał – aby, nabywszy doświadczeń, uregulował życie wspólne, to znaczy „życie cenobitów, tego najdzielniejszego rodzaju mnichów”. Rozdział pięćdziesiąty ósmy Reguły zawiera mnóstwo wiadomości czy wzmianek o zgromadzeniu. W tekście łacińskim figuruje słowo congregatio, spolszczone jako wspólnota, brzmi tu jednak aluzja do łączenia się w stado (grex) – pośrednio do przypowieści o dobrym Pasterzu. Bliższe temu jest polskie słowo zgromadzenie – w sensie potocznym – tworzące gromadę – gromadzące wiele jednostek. Wspomina je Zakonodawca, przewidując że „nowy brat rzuci się do nóg każdemu z osobna prosząc, by się za niego modlili. I od dnia tego należy już do wspólnoty (w tekście in congregatione). Zatem istniejąca społeczność istnieniu swych członków nie przeczy, skoro to oni ją tworzą. Liturgia w tym momencie dodała jakże wymowny znak pocałunku pokoju.

Społeczność jest zbudowana hierarchicznie. Tekst omawianego rozdziału wspomniał opata, którego nowicjusz prosi o przyjęcie jego ślubów. Opat u świętego Benedykta spełnia rolę pierwszorzędną, toteż omawiano ją w monografiach i tam odesłać trzeba zainteresowanych. Obecnie wystarczy przypomnieć architektoniczną funkcję jego w opactwie: jest namiestnikiem Bożym, a więc on także buduje społeczność. Obok – wyraźnie – pojawia się „mnich starszy”. Z upływem czasu przyjmie on nazwę mistrza nowicjatu. Jemu zlecił opat „uważne obserwowanie” nowicjuszów i troskę czyli trud około wychowania.

Tak oczywiste rozwiązanie podkreśla myśl Zakonodawcy. Życie mnicha nie kończy się na wiedzy, nabytej z książki – przeciwnie, zgromadzenie przekaże je przez pośrednictwo swego reprezentanta. Tradycja w opactwach gra rolę podstawową. Nawet święty Benedykt na pustelni dostał swój habit od mnicha Romana, drogą tradycji. Tak akuratnie buduje się zgromadzenie.

Kandydat ubiega się o przyjęcie do klasztoru, trafia na razie do „celi nowicjuszów” i zwykłą jest rzeczą, że w odosobnionej, mniejszej grupie przygotowuje się do życia wspólnego. Zwyczaj i prawo wprowadzają rozróżnienie, nowicjusze już w ograniczonym sensie należą do zgromadzenia – już uczynili pierwszy, ważny krok do wewnątrz. Opat, ów starszy mnich i zgromadzenie – jak mówi Apostoł – badają duchy, czy z Boga są. Decydującym faktem będzie złożenie ślubów „i od dnia tego należą już do wspólnoty”. Spełnia się zarazem ideał wysoko ceniony przez cenobitów i pielęgnowany przez nich w życiowym trudzie.

Sprawa tak ważna znajduje wyjaśnienie własne Zakonodawcy w tzw. jego kodeksie karnym. Sztuka średniowieczna pokazywała świętego Benedykta z rózgą, było to jednak nieporozumienie. Karze cielesnej poddawał on tylko wyjątkowo, gdy natrafiło na niezrozumienie, czym jest kara ekskomuniki. Bywały przecież ekskomuniki mniejsze i większe, na koniec wykluczenie zupełne. Kara taka nigdy nie była odwetem ani pomstą, lecz miała leczyć i przyprowadzać do jedności, przy całkowitym uznaniu winy i potrzeby wynagrodzenia. W wyobrażeniu Zakonodawcy jedność wyrastała do rangi wzniosłego ideału. Jeśli w opozycji do komunii stoją różne przejawy w życiu praktycznym, od chodzenia swoimi drogami do zupełnej apostazji – ideał oznacza dążenie – wieloetapowe, długotrwałe – do wnętrza wspólnoty. Rozdział o którym mowa, normuje kroki wstępne od kołatania do furty klaszt