Motyw wiary a motyw wyboru życia zakonnego

  • 6 sierpnia 2019

Motyw wiary a motyw wyboru życia zakonnego

Wyboru życia zakonnego nie można oddzielić od wiary. Od dojrzałości wiary będzie zależeć dojrzałość wyboru życia zakonnego i całego jego biegu. Chcąc się zastanawiać nad motywami wyboru życia zakonnego trzeba zatem zacząć od omówienia zagadnienia motywu wiary.

Motyw wiary, to właściwie odpowiedź na pytanie „dlaczego wierzę?” W podręcznikach teologii dogmatycznej czy moralnej nie jest ta sprawa na ogół szerzej omawiana, chociaż zajmował się nią Sobór Watykański I. Ojcowie Soboru określili, że motywem wiary jest autorytet objawiającego się Boga. Przyjmując to określenie dogmatyk czy moralista może zakładać, że każdy człowiek wierzący wierzy właśnie dlatego, że uznaje autorytet objawiającego się Boga.

Rzecz jest jednak znacznie bardziej złożona. Daje temu wyraz św. Paweł m.in. w swoim 1 Liście do Koryntian. Widzi on jasno, że wiara, która jest głoszona przez ludzi może być przyjmowana nie tyle ze względu na objawiającego się Boga, a ze względu na autorytet uczącego człowieka. Wyrzuca św. Paweł Koryntianom, że są jak niemowlęta (1 Kor 3,1), że są miedzy nimi podziały wynikające z zawierzenia autorytetom ludzkim, skoro jeden mówi. że jest Apollosa, drugi, że jest Pawła, inny, że Kefasa czy Chrystusa (1 Kor 1,12; 3,4). Św. Paweł stawia sprawę jasno: dla niego nie istnieje nic innego, jak tylko Chrystus i to Ten Ukrzyżowany. Jego to głosi (1 Kor 1,13). Paweł siał, Apollo podlewał, ale sam Bóg daje wzrost i On jest Tym, na którego Paweł skierowuje uwagę Koryntian podzielonych ze względu na autorytety ludzkie (1 Kor 3,7n).

Jak się sprawa przedstawia w życiu nas, którzyśmy zostali wychowani we wierze chrześcijańskiej?

Wyraźmy to pytanie inaczej: Dlaczego dziecko wierzy? Dlaczego wykonuje akty religijne czyli dlaczego się modli, dlaczego uczęszcza do kościoła, dlaczego korzysta z sakramentów św.?

Jest chyba rzeczą zrozumiałą, że odpowiedź będzie brzmiała: ,,Bo tak zostało nauczone”. Tego wymagali rodzice czy wychowawcy. Inaczej mówiąc, dziecko wierzy ze względu na powagę ludzi nauczających i wychowujących. Jest to naturalny, konieczny etap rozwoju naszej wiary. Jeśliby zestawić ten etap ze stanem wiary Koryntian, to należałoby do niego odnieść określenie św. Pawła mówiącego o „niemowlęctwie”, „cielesności”, „słabości” wiary. (1 Kor 3,1–3). Jest to postępowanie „tylko po ludzku” (1 Kor 4,14; 3,3). Od tej wiary dziecinnej, opartej na autorytecie ludzkim, powinniśmy się nawrócić do wiary opartej o autorytet Chrystusa. Tego terminu „nawrócenie” używają mistrzowie życia wewnętrznego. Pan Jezus, uczący przecież ludzi wierzących, też mówi o nawróceniu. W rozmowie z Nikodemem mówi o „ponownym narodzeniu się” (J 3,3.7). Czego zatem dotyczy to „nawrócenie” człowieka wierzącego, skoro prawdy wiary są niezmienne?

Chodzi tu o przemianę motywu wiary, o jakieś przekształcenie swego „dlaczego wierzę”, aby snadź autorytet ludzki wychowawców nie wszedł w miejsce autorytetu objawiającego się Boga (por. Mt 15,1–9; Mk 7,1–13). Pan Jezus przemawiając do wyznawców religii objawionej przekazywanej w rodzinie z pokolenia na pokolenie, domaga się od nich wiary w siebie. Ewangelie ukazują nam, że to „nawrócenie” nie tylko nie jest łatwe, ale bywa przeżywane jako dramat: iluż to Izraelitów odeszło od Pana Jezusa mówiąc, że Jego mowa jest trudna (por. J 6,60). Do dziś dnia uwierzenie w Chrystusa, co jest przecież konsekwencją religii Mojżeszowej, jest przeżywane przez Żydów jako odejście od wiary.

Oparcie wiary dziecinnej o autorytet ludzki jest źródłem niejednej trudności również dzisiejszego człowieka. Gdy młody człowiek mówi nam o swych wątpliwościach we wierze, albo wręcz o „niewierze”, to częstokroć wyraża w ten sposób przeżywany przez siebie kryzys autorytetu ludzkiego swych rodziców czy wychowawców. Rodzice są autorytetem nie tylko w tym, co mówią, ale w tym, kim są. Z psychologii rozwojowej wiemy, że dziecko tworzy sobie obraz Boga podług wzorca, jakim są dla niego rodzice. Rodzicom przypisuje pewne przymioty boskie, jak nieomylność, wszechmoc, doskonałość. Rodzice są dla dziecka wszystkim: zapewniają mu środki do życia, dają radość, miłość.

Kryzys wiary może się wiązać nie tylko z – naturalnym do pewnego stopnia – poddawaniem krytyce rodziców w wieku dojrzewania, ale również ze zburzeniem w uczuciach dziecka obrazu Boga przez „zawalenie się” tego modelu, którym są rodzice. Gdy więc dziecko nie spotka się z wzajemną miłością rodziców, albo z miłością rodziców do niego, jeśli rodzice przeżywają konflikty, albo ich małżeństwo ulega rozbiciu, dziecko pozostaje – w swych przeżyciach – „bez Boga”. Wiele czasu może upłynąć do chwili, w której człowiek przeżywszy takie załamanie się wiary dziecinnej, dojdzie w jakiś sposób do osobistego spotkania się z Bogiem, z Jego słowem, z Jego miłością – i odpowie na to spotkanie swoim, naprawdę swoim, „wierzę”.

Tak więc to, co przeżywane jest jako kryzys wiary, może być jakimś etapem rozwoju wiary. Nie należy zatem brać oświadczenia ludzi, że „nie wierzą” zawsze w dosłownym znaczeniu, zwłaszcza gdy chodzi o ludzi młodych. Jeśli młody człowiek mówi nam, że ma wątpliwości we wierze, albo że „nie wierzy”, to najczęściej wyraża w ten sposób jakiś przeżywany dramat w swoich odniesieniach do rodziców. Język religijny służy jako środek pozwalający wyrazić wielkość tego dramatu.

Z drugiej strony, taki kryzys wiary, czy nawet stan przeżywany jako niewiara i „ateizm” może być po prostu odrzucaniem fałszywego wyobrażenia Boga, wytworzonego pod wpływem określonych warunków wychowania, a nie odrzucaniem samego Boga. Mówi o tym Paweł VI w encyklice „Ecclesiam suam”, mówią o tym dokumenty Soboru Watykańskiego II.

Istnieje jednak przecież chyba prawdziwy ateizm. Czy można go odróżnić od owego kryzysu wiary, który jest jakimś etapem rozwojowym motywu wiary? Otóż człowiek, który przeżywa opisaną wyżej ciemność, któremu wydaje się że nie wierzy, że stracił wiarę, słowem ktoś, kto utracił dziecinny motyw wiary, kto przestał wierzyć autorytetowi ludzkiemu w tych najważniejszych sprawach, może pielęgnować w sobie wielkie pragnienie prawdy, rzetelne umiłowanie dobra. Do takiego człowieka można odnieść słowa Pana Jezusa: „Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu” (J 3,21). Natomiast człowiek, który rzeczywiście nie wierzy jest obojętny na prawdę i na wartości moralne. Pan Jezus mówi, że są ludzie, którzy „bardziej miłowali ciemność aniżeli światło; bo złe były uczynki” (J 3,19). Św. Paweł niejednokrotnie zestawia lekceważenie wartości moralnych i niewiary.

Przykład z życia św. Teresy z Lisieux pozwoli nam prześledzić przekształcenie motywu wiary. Za podstawę bierzemy jej duchowy pamiętnik. Pokusą, która wiele cierpień jej sprawiała w ostatnich latach życia była myśl, że nie ma nieba. Jest to dla niej bardzo wielka trudność duchowa, bowiem przeżywa tę myśl jako utratę wiary! Spójrzmy jednak jak się rozwijała jej wiara.

Wyrosła w domu, który dzięki głębokiej miłości i religijności rodziców, zwłaszcza zaś ojca (bo matkę wcześnie straciła) przeżywała jako przedsionek nieba. Tęskni za jeszcze większym zbliżeniem się nieba. W jej wyobrażeniach tym miejscem bliższym nieba był Karmel, do którego wstąpiła jej ukochana siostra Paulina, zastępująca jej przez wiele lat matkę. Pamiętamy jakim dramatycznym wstrząsem było dla Teresy odejście Pauliny z domu i jej wstąpienie do Karmelu. Wstępuje więc Teresa do Karmelu mając 16 lat. Rzeczywistość życia w Karmelu w Lisieux boleśnie odarła ją ze złudzeń opartych na dziecięcych uczuciach i dziecinnej wyobraźni. Frustracja, czyli zawód w tych uczuciach przejawia się w natrętnej myśli: „nie ma nieba”. Właściwie ta myśl odzwierciedla prawdę: takiego nieba, jakie sobie Teresa wyobrażała na podstawie uczuciowych przeżyć życia rodzinnego istotnie nie ma! Przecież niebo nie jest na miarę naszych wyobrażeń, na miarę na