Zawsze pełen umiarkowania, św. Benedykt zalecał ostrożne, delikatne i pełne równowagi postępowanie

  • 11 lipca 2019

Zawsze pełen umiarkowania, św. Benedykt zalecał ostrożne, delikatne i pełne równowagi postępowanie

Reguła benedyktyńska powstała w latach 529–530, gdy osiadły już wówczas na Monte Cassino św. Benedykt dosięgał szczytu swego geniuszu organizatorskiego, i z całą prawie pewnością twierdzić można, że była pisana z przerwami w miarę coraz głębszego poznawania potrzeb dusz, którymi kierował.

Po wspaniałym prologu, którego główną nutą jest gorąca zachęta skierowana do tych, co szukają Boga, następuje w rozdziale pierwszym określenie rozmaitych kategorii mnichów. W jednym z następnych poucza św. Benedykt jaki powinien być opat, ojciec owej mniszej rodziny, w dalszych czytamy o cnotach obowiązujących w życiu zakonnym. Po czym następuje szczegółowy rozbiór trzech kardynalnych cnót zakonnych: posłuszeństwa, skupienia i pokory. Po tych rozdziałach mówi o organizacji modlitwy liturgicznej i chóralnej, będącej najważniejszą czynnością życia mniszego. Tu przechodzi św. Benedykt od spraw duchowych do dziedziny, którą nazwiemy kodeksem karnym oraz do organizacji administracji klasztoru i szczegółów codziennych życia zakonnego, a wreszcie kończy nawołując w kilku rozdziałach wspólnotę zakonną do wzajemnej miłości.

Powyżej wymienione tematy rozwija św. Benedykt w siedemdziesięciu trzech rozdziałach o stylu twardym i lapidarnym. Tchną one tym samym bogactwem ducha, które tak wybitnie cechuje teksty liturgiczne Kościoła rzymskokatolickiego.

W przeciwieństwie do istniejących wówczas licznych reguł zakonnych, Reguła św. Benedykta podkreśla jedynie główne, zasadnicze zagadnienia, a jeśli potrąca o szczegóły, to czyni to bez małostkowej drobiazgowości i jedynie w celu zaprowadzenia ładu i jasności.

W niemożności szerszego opracowania tak bogatego tematu zmuszeni jesteśmy do ograniczenia się i naszkicowania jedynie głównych jego wytycznych.

Stworzona przez św. Benedykta szkoła teorii i praktyki służby Bożej odzwierciedla całą jego myśl przewodnią o życiu zakonnym.

Mnich jest sługą Chrystusowym. Słowo „servus Dei” to hasło służby gorliwej i wytrwałej, podjętej na całe życie.

Stąd wypływa, że pierwszym, zasadniczym pytaniem, stawianym każdemu aspirantowi do życia zakonnego, jest: czy rzeczywiście szuka Boga, „si revera Deum quaerit”. Służba Boża nie może bowiem być rzeczywista ani trwała, jeśli dusza, pragnąca się jej podjąć, nie odda się całkowicie swojemu Mistrzowi.

Lecz z chwilą, w której Boga swego posiądzie, w której ten Bóg stanie się dla niego wszystkim, czegóż mu może brakować? Bóg bierze go w swoją opiekę i o wszelkich potrzebach jego w osobie opata pamięta. Wszelka troska o sprawy życia codziennego tym samym staje się dla niego zbyteczna. Jako jednostka żyje więc w ubóstwie. Żyje też w czystości, jak każda istota będąca blisko Boga. Będzie przede wszystkim posłusznym sługą na głos swego Mistrza.

Prawo zakonne, na wskroś przesiąknięte duchem nadprzyrodzonym, jest mu dźwignią i zachętą, a w wiernym jego przestrzeganiu znajduje siłę potrzebną do zdobycia korony świętości. Bezwzględne posłuszeństwo nie będzie mu ciężarem, gdyż zwierzchnik jego, opat, jest mu ojcem, a zależność od niego, zależnością synowską.

Ten ojcowski charakter opata stanowi właśnie jedną z najwybitniejszych cech ducha benedyktyńskiego. Dzięki niemu życie zakonne przestaje być samotne. Mnich żyje życiem rodzinnym. Ma ojca, braci i ognisko domowe, gdyż klasztor, do którego się schronił to nie miejsce przypadkowego pobytu, lecz dom, w którym się urodził do życia zakonnego i z którym go nierozerwalne więzy łączyć będą. Płyną więc dni jego w spokoju i szczęściu; daleki od prozaizmu i małostkowości potocznego życia ludzkiego, oddycha atmosferą wysokiego ideału, w cierpieniu nawet znajdując zadowolenie.

Święty Benedykt, podkreślając rolę ojcowską opata, porównuje ją do roli Chrystusa; jak więc Chrystus kierował swą owczarnią, tak i opat otaczać ją będzie opieką ojcowską, karcąc i zachęcając na przemian, o wszystkim wiedzący, zapobiegliwy i czujny.

Dla mocniejszego utrwalenia owej rodzinnej cechy zakonu wprowadza św. Benedykt obok zwykłych ślubów, ślub stałości. Ma on służyć do zadzierzgnięcia nierozerwalnych, świętych węzłów pomiędzy zakonnikiem, a jego klasztorem. Ślub ten skutecznie zapobiega włóczęgostwu, uprawianemu w pierwszych wiekach chrześcijaństwa przez niektórych mnichów zwanych „gyrovagos” choć nie przykuwa zakonnika do progów klasztoru. Gdy tedy pod nakazem zwierzchnictwa przyjdzie mu służyć Kościołowi i duszom poza obrębem domu rodzinnego, zachowuje on dzięki ślubowi stałości ścisły z nim kontakt i nierozerwalną łączność i tak, jak syn wysłany przez ojca w dalekie krainy, nie przestaje być nadal członkiem chwilowo porzuconej rodziny.

Na ten więc dom rodzinny, w którym się rozpoczyna i kończy życie zakonne, zwrócone są oczy wszystkich braci. Otaczają go oni pieczołowitością, zabiegają o jego piękno, czuwają nad artystycznym wykonaniem każdego szczegółu. Wszystko bowiem w tym gnieździe rodzinnym ma mówić o pięknie nieskończonym, którym jest Bóg, i do Niego pociągać.

Życie mnicha, według Reguły św. Benedykta dzieli się na dwa zasadnicze zadania: modlitwę i pracę – „ora et labora”. Program całego dnia w tych dwóch słowach się mieści.

Modlitwa mnicha ma być przede wszystkim modlitwą wspólną, rodzinną, tj. modlitwą chóralną, liturgiczną; przerastać ma ona ramy modlitwy prywatnej, w niej bowiem w największej mierze dusza nabiera hartu i mocy, znajdując w niej zasilający pokarm pozostawiony nam w spuściźnie przez Ojców Kościoła.

To też kilka razy na dzień wszyscy bracia wspólnie udają się do oratorium, aby w bezpośrednim kontakcie z Bogiem umocnić swe dusze. Dusza mnicha, oddana kontemplacji na wzór swego Mistrza, wynosić ma ponad wszystko „Opus Dei”, modlitwę liturgiczną. Ona ma się stać główną jego czynnością, promieniującą poprzez wszystkie zajęcia dnia i nadawać im moc owocodajną. Wszelkie jego dzieła i czyny, chociażby nawet najdonioślejsze, powinny być promieniowaniem życia kontemplacyjnego.

Sporą ilość czasu przeznacza św. Benedykt pracy w polu, gospodarstwie i kuchni oraz pracy artystycznej; opatowi jednak pozostawia ścisłe określenie tych zajęć w stosunku do braci zakonnych.

Bracia zakonni w tej dziedzinie obowiązani są do posłuszeństwa. Wybór przypadających im prac pozostawiają opatowi – ojcu, który zna ich zdolności i potrzeby. A z tego silna rodzina benedyktyńska bogate odnosi korzyści.

Dorzućmy jeszcze parę szczegółów, wyjętych z przepisów benedyktyńskich, uplastyczniających zarówno duchową fizjonomię ich autora, jak i każdego z jego wiernych synów.

Święty Benedykt żądał, aby w życiu zakonnym stosowana była ścisła dyscyplina. Modlitwa, nabożeństwa, praca, spoczynek, ranne wstawanie, przyjmowanie gości, wszystkie te lub inne obowiązki mają swój oznaczony czas i kolejność; w domu Bożym panuje wzorowy porządek. Kierowany on będzie rozważnie przez ludzi rozważnych – „Domus Dei a sapientibus sapienter administretur”.

Z prawdziwie rzymską trzeźwością i genialnością myśli obejmując całokształt życia zakonnego, pragnie św. Benedykt, aby bez przesadnej drobiazgowości, jednak bezwzględnie i całkowicie przestrzegano systematyczności i ładu w każdej dziedzinie. Żąda, aby każdy jasno sobie zdawał sprawę z tego co daje, jak i z tego co bierze. Żąda usystematyzowania wszystkiego, aż do czytania włącznie. Umysł jego jest wybitnie organizatorski.

Inną jeszcze cechą ducha św. Benedykta uwydatniającą się wybitnie w jego Regule jest powaga. Nie lubi on ani głośnych śmiechów, ani zbyt szybkich decyzji, ani obfitości słów, ani lekceważenia odpowiedzialności, ani też lekkości umysłu. Przeciwnie, zaleca zachowywać we wszystkich okolicznościach powagę pełną spokoju i powściągliwości. Nawet w cierpieniu i przeciwności wszelakiej nie powinna ona mnicha opuszczać. Słowa, w które ubiera tę zasadę, są jakby schrystianizowanym echem dawnego stoicyzmu rzymskiego: – Tacite conscientia patientiam amplectatur – zachowujemy w posłuszeństwie milczącą i świadomą cierpliwość. W powadze tej jednak nie ma być nic ponurego ani zimnego. Zawsze pełen umiarkowania, św. Benedykt zalecał ostrożne, delikatne i pełne równowagi postępowanie, co tak często później w Regule benedyktyńskiej św. Grzegorz podkreśla.

W stosunkach z bliźnim, w kierownictwie dusz, w modlitwie i pracy, w czuwaniu i odpoczynku jak i wymierzaniu kary, nigdy w przesadę wpadać nie należy.

Mnich więc, jak wyżej powiedziano, ma być skupiony i poważny, lecz nie oziębły ani sztywny. Przeciwnie, cechować go ma uprzejmość w obcowaniu. Na nią też św. Benedykt kładzie wielki nacisk i zaleca ją stosować zarówno w stosunku do obcych jak i pomiędzy swymi w klasztorze. Będzie się ona objawiać w najdrobniejszych nawet szczegółach życia codziennego. A wiec w ukłonach przy spotkaniu, w powstaniu przed starszymi, w umiarkowaniu, w ruchach itd. O, jakże głęboko psychologiczne podłoże ma owa troska o poprawność form! W wyborze garnącej się do życia zakonnego młodzieży, św. Benedykt nie kierował się nigdy różnicami stanu i przyjmował wszystkich, wiedząc dobrze, że wspólne, codzienne życie ludzi, pochodzących z rozmaitych warstw społecznych, może być harmonijne jedynie pod warunkiem ścisłego przestrzegania nakazów dobrego wychowania.

I jeszcze jeden rys! Święty Benedykt miał umysł władczy. Panowanie władzy absolutnej w klasztorze uważał za konieczne. Władza ta spoczywać będzie w rękach opata, który wyznacza zastępców powołanych do kierownictwa braci zakonnej i administracji dobrem klasztornym. Takie postawienie sprawy bynajmniej nie jest dowodem arbitralności Świętego; kieruje nim w tym wypadku jedynie przeświadczenie, że dzięki rozbieżności w działaniu mógłby się zakraść do życia klasztornego duch niezgody, a co za tym idzie, niepożądany bezład.

Absolutyzm ten zresztą nie jest przesadny, przeciwnie, władzę, w zasadzie absolutną, dzielić będzie opat do pewnego stopnia z przyboczną swą radą i gdy chodzi o rzeczy doniosłej wagi, nie tylko nie poweźmie bez niej żadnego postanowienia, ale nawet zwoła wszystkich braci zakonnych, którzy jako prawdziwi członkowie rodziny, mają prawo wyrażenia swego zdania nie wychodząc wszakże nigdy poza granice nakreślone przez prostotę ducha i pokorę.

Jak każdy, który dosięgnie szczytów, tak i św. Benedykt nosił w sobie głęboki spokój duchowy. Duch jego, żyjący w Bogu, nie znał trosk i niepokojów ziemskich. Jego powaga, skupienie oraz ład i harmonia, którymi życie i pojęcia jego przesiąkły, jak i jego zdolności władcze, zapewniały pokój wokoło niego. I oto słowo „Pokój” – „Pax” stało się hasłem zakonu benedyktyńskiego. Wyryte jako pieczęć na murach klasztornych i w celach zakonnych, panuje zarówno i w duszach mnichów, czyniąc je przybytkiem wiary i miłości. Pokój ten napełnia klasztor cały, do każdego jego kątka dociera i unosi się w świątyni w czasie wspaniałych obchodów liturgicznych, niosąc w sobie obietnicę Chrystusową: „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,9).

Potrzeby i pragnienia ludzkości są rozmaite i różnorodne, zależnie od charakteru poszczególnych ras i danej epoki; pragnienie natomiast pokoju jest ogólne i trwałe. Po wiek wieków pokój będzie przedmiotem dążeń całej ludzkości. Pokój, to ten wymarzony ideał porywający wszystkie serca, to najistotniejsza i najgłębsza potrzeba zarówno mas, jak i każdej poszczególnej istoty, to siła, pod puklerzem której jedynie narody, społeczeństwa i jednostki w bezpieczeństwie nad swoim rozwojem i postępem pracować są zdolne.

Bezcenny ten klejnot w boskich spoczywa rękach, a posiąść go można tylko pod warunkiem posiadania Boga samego. Toteż św. Benedykt w Bogu żyjący, nosił w sobie pokój, a drugim go udzielając, uczył siać szczęście wokoło siebie. I oto okazało się, że siła napięcia pokoju w duszach ludzkich staje się miarą ich gorliwości i zasług wszelakich. „Pokój mój daję wam” (J 14,27b) – rzekł Chrystus, gdy miał opuścić swych uczniów. Święty Benedykt, gdy odchodził od synów swoich, pozostawił im swój pokój, a odtąd ich zadaniem jest nieść ten pokój duszom ludzkim.


Fragment książki O duchu benedyktyńskimO autorze: Karol Filip van Oost OSB (ur. 1899, zm. 1986), belgijski benedyktyn, mnich opactwa św. Andrzeja na przedmieściach Brugii (Zevenkerken), jako przeor wznowionego opactwa tynieckiego (1939–1951) odnowiciel życia benedyktyńskiego w Polsce. Pierwsze śluby zakonne złożył wobec bł. Kolumby Marmiona w 1918 r. Posłuszny woli przełożonych pełnił gorliwie rozmaite funkcje zarówno w rodzimym klasztorze, jak i poza jego murami (m.in. posługiwał jako: nauczyciel w szkole przyklasztornej, misjonarz, wizytator klasztorów żeńskich, dyrektor internatu, refektariusz). Był cenionym rekolekcjonistą i kaznodzieją. Dzieło jego życia stanowi tyniecka fundacja, której rozwój, po zakończeniu przełożeństwa, śledził z wielką troską. Odznaczał się głębokim wyczuciem życia wspólnego i charyzmatem duchowego ojcostwa. Autor książki Komentarz do Reguły Świętego Ojca naszego Benedykta.

Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position