Tam gdzie jest za dużo hałasu i gadaniny człowiek zaczyna się źle czuć…

  • 23 lipca 2019

Tam gdzie jest za dużo hałasu i gadaniny człowiek zaczyna się źle czuć…

Temat milczenia, ze swej natury bardzo benedyktyński, otwiera szerszą przestrzeń niż sama praktyka milczenia, która w klasztorach jest obecna. Jest wiele form i wskazówek odnoszących się do praktyki milczenia, które w regule benedyktyńskiej święty Benedykt przy różnych okazjach zapisywał. Patrząc w sposób praktyczny, jeżeli człowiek nie ma skupienia wewnętrznego i nad nim nie pracuje, to życie duchowe kuleje. Obie rzeczy organicznie się ze sobą wiążą. Nie chodzi przy tym o jakąś nadzwyczajną praktykę, ale o coś w swoich fundamentach podstawowego, koniecznego. Tam gdzie jest za dużo hałasu i gadaniny człowiek zaczyna się źle czuć, chociaż może nawet nie wiedzieć co mu jest. To znaczy że nie chodzi o coś nadzwyczajnego, o „nie wiadomo jakie” praktyki monastyczne, ale o przestrzeń ciszy, która jest nie tylko brakiem dźwięków, ale przede wszystkim pewnym skupieniem wewnętrznym. Jest ono człowiekowi organicznie i naturalnie potrzebne. Wskazówki świętego Benedykta nie są odległe od naszej rzeczywistości i stosunkowo łatwo można się w nich odnaleźć. Pozostaje więc pytanie jak wypracować i utrzymać w sobie to skupienie wewnętrzne i jak je praktykować w codzienności. Goście przychodzący do klasztoru szukają ciszy, ale innej niż ta, po którą mogliby pojechać na łono natury. Tam też jest cisza, w której człowiek może odpocząć i nabrać dystansu. Chodzi tu raczej o klimat, który wprowadza człowieka w skupienie wewnętrzne. Chodzi o ciszę, która jest wypełniona pewnym poszukiwaniem, rozważaniem i adoracją. Refleksję o milczeniu, skupieniu wewnętrznym można podzielić na trzy wymiary ciszy i skupienia: poziom rozważania i medytacji, poziom walki wewnętrznej i poziom miłości, która jest jedocześnie więzią miedzy osobami.

Pierwszy wymiar to taki, w którym chodzi o pewną praktykę medytacji, poszukiwania. Szukam dobrego rozeznania, zadaję pytania. Pytania, które w sobie noszę wprowadzają mnie w sposób podstawowy w moje wewnętrzne, osobiste skupienie. Jeżeli szukam odpowiedzi i jeżeli nie znajduję jej za pstryknięciem palca, to muszę przyjąć postawę skupienia wewnętrznego. Ona mnie dokładnie w to wprowadza. Wszystkie praktyki dotyczące lectio divina, medytacji nad Słowem Bożym czy rozważania są tą formą, tym etapem, w którym człowiek poszukuje, zdaje sobie sprawę, że jego poznanie jest niepełne, i w którym pragnie je wzbogacić o dobre wewnętrze rozeznanie. Wówczas zostajemy wprowadzeni w przestrzeń medytacji, ciszy i skupienia wewnętrznego. To jest pierwszy krok.

Drugi wymiar skupienia wewnętrznego i ciszy wiąże się z walką duchową, którą człowiek toczy przy dobrym rozeznaniu i przy pewnej świadomości kierunku obranej drogi, a jednocześnie wobec przeciwności, które spadają na człowieka z różnych stron. Człowiek wewnętrznie wie, gdzie jest ten zasadniczy kierunek, ale z drugiej strony doświadcza jakiegoś ucisku, może jakiegoś sprzeciwu czy niezrozumienia. Jest jakiś odcinek, który trzeba przejść cierpliwie z pokorą, ale i z pewną odwagą, i wytrwałością, nie schodząc z wybranego kierunku. Zachowując jednocześnie całą dyspozycję do dalszej wewnętrznej przemiany czy rozszerzenia się horyzontów poznawczych. Towarzyszy temu pewność, że ten kierunek jest dobry, i że tocząc wewnętrzną walkę, spotkam się na tej drodze z dalszym darem łaski. Pragnę jakiegoś zwycięstwa tej łaski w moim życiu, otoczeniu czy nawet jeszcze szerzej na forum społecznym. Ten wymiar ciszy, skupienia spotykamy w Ewangelii, kiedy patrzymy na Pana Jezusa, który od czasu do czasu oddala się od swoich uczniów na modlitwę. Nie głosi słowa, nie czyni cudów, ale oddala się na skupienie i na modlitwę. Modli się przed wyborem apostołów i przed innymi wydarzeniami. Widzimy też Pana Jezusa rozważającego decyzje, rozważającego drogę, w skupieniu modlitwy, w Jego bezpośredniej relacji do Ojca.

Przed Jego męką następuje kolejny wymiar milczenia. Pan Jezus w rozmowie z Piłatem jest już dużo oszczędniejszy w słowach. Kiedy Piłat zadaje pytania Pan Jezus milczy i Piłat widząc Jego milczenie pyta: Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzą Ciebie ukrzyżować? Jezus odpowiedział: Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry (J, 19,10–11). Ten dialog z Piłatem toczy się w o wiele większej przestrzeni milczenia Jezusa. On pójdzie na Krzyż milcząc. Będzie mniej słów, znaków i cudów, w zasadzie w ogóle, jedynie nawrócenie łotra. Będzie cisza, Jego skupienie.

Spektakularnie uwidacznia się to w dialogu z Herodem. Herod widząc Jezusa chce usłyszeć Jego słowa, zobaczyć jakiś znak, zasypuje go mnóstwem pytań i… na żadne nie dostanie odpowiedzi. Wówczas Herod gardzi Nim, odsyła. Milczenie Jezusa w dialogu z Herodem jest wypełnione Jego walką wewnętrzną. Jezus nie godzi się na dyskusje na tym poziomie, wytrzymuję tę sytuację. Nie przyjmuje dialogu na płaszczyźnie zbyt powierzchownej, banalnej, nie pozwala zbanalizować swojego posłania, sponiewierać w ten sposób swojej osoby. Jego milczenie idzie pod prąd banalizacji, sprowadzania wszystkiego do zewnętrznych spraw. Herdo powinien się zastanowić, czemu Jezus milczy i zadać mądrzejsze pytania. Nie jest w stanie, nie chce wejść na tę płaszczyznę i Chrystus cały czas się nie zgadza.

Kiedy Jezus idzie na Krzyż, to więcej jest Jego milczenia, ale to jest droga królewska, zwycięska. Na Krzyżu zostanie pokonane wszystko – absolutne zwycięstwo dobra nad złem. Jeżeli człowiek jest wprowadzany w pewną przestrzeń walki duchowej, gdzie widać drogę, którą idzie pod prąd tendencjom spadkowym, to jest na drodze zmagania wewnętrznego, któremu towarzyszy jednocześnie pewność celu, zwycięstwa. To jest droga królewska. Takie milczenie jest wypełnione adoracją Chrystusa, Chrystus idzie w posłuszeństwie Ojcu, to jest Jego zgoda na wolę Ojca, to jest Jego milczenie wobec banalizacji jego posłania. To jest pójście pod prąd rozmaitym prześladowcom. To jest Jego walka o człowiek do końca.

Trzeci wymiar milczenia to, gdy dwie osoby które się miłują, nie potrzebują zewnętrznych, nadmiernych wyrazów i dowodów miłości wzajemnej, ponieważ łączy ich komunia, wewnętrzna więź. Ona się mniej wyraża w gadaninie, a bardziej w geście, w sposobie bycia. Nie trzeba tylu słów żeby sobie tę więź potwierdzić. Ona jest organicznie w tych osobach obecna. Jeżeli dwie osoby się miłują to nie potrzebują paplaniny, gadania. W tym milczeniu widać więź, która ich łączy, więź komunii, która nie potrzebuje spektakularnych zewnętrznych dowodów. Ona po prostu jest. Wtedy też jest więcej milczenia, które jest jednocześnie znakiem komunii dwóch osób. Ono się staje mową ducha dla innych. Inni ludzie wyczuwają relacje międzyludzkie i jeśli są relacje dobre, to one się w jakiś sposób wyrażają. Mają swoją ukryta mowę, która dla innych staje się czytelna.

Nawet najwięksi muszą cały czas dbać o to, by być ludźmi poszukującymi, ludźmi skupienia. Z życiem duchowym nie jest tak, jak nabywa się umiejętności technicznych, zawodowych czy jakichkolwiek innych umiejętności. Ktoś może chcieć zostać mechanikiem samochodowym, inżynierem, nauczycielem itd. W związku z tym zdobywa pewną potrzebną do tego wiedzę, chodzi do szkoły, w której uczy się rzemiosła i doskonali umiejętności, talenty. W pewnym momencie staje się dobrym mechanikiem, inżynierem czy muzykiem. Oczywiście musi ciągle coś uzupełniać, ale w istotny sposób potrafi to czym się zajmuje, zdobył umiejętności. W życiu duchowym też tak jest, że pewne dary wzrastają razem z rozwojem wewnętrznym. Pewne umiejętności i dyspozycje rozwijają się, ale z drugiej strony, w szczególny sposób będzie chodzić w nim o bycie wciąż uczniem. Czy się będzie miało za sobą pierwsze kroki wtajemniczenia czy całe życie, wciąż pozostanie przed człowiekiem coś, co skłoni go do postawy uczniowskiej.

W spektakularny sposób widać to na przykładzie św. Piotra, który będąc już pierwszym papieżem, głową kościoła, który się rodzi, wciąż musi się uczyć co Bóg mówi, jak prowadzić i jak rozstrzygać. Jeden z takich momentów pojawia się w historii powołania setnika Korneliusza i w towarzyszących temu zdarzeniach opowiedzianych przez św. Łukasza, autora Dziejów Apostolskich. Bohaterem jest rzymski żołnierz, setnik, człowiek wierzący w jedynego Boga i sympatyzujący z synagogą. Możliwe jest, że chodził do synagogi i uczestniczył w modlitwach. Społeczność Izraela wydawała o nim dobre świadectwo, jakby był jednym z nich. A mimo tego, że uznawany był za „swojego”, to istniały pewne bariery. Wchodzenie do domu takiej osoby, która nie wywodziła się ze społeczności, nie była członkiem gminy, było obwarowane zakazem. Przywołana historia opowiada o tym, jak Korneliusz słyszy, że całą tradycję zaczyna ktoś głosić w zupełnie nowy sposób i dowiaduje się o Szymonie Piotrze. Posyła ludzi, żeby Szymona sprowadzili, żeby dowiedzieć się co się dzieje.

Następnego dnia, gdy oni byli w drodze i zbliżali się do miasta, wszedł Piotr na dach, aby się pomodlić. Była mniej więcej szósta godzina. Poczuł głód i chciał [coś] zjeść. Kiedy przygotowywano mu posiłek, wpadł w zachwycenie: Widzi niebo otwarte i jakiś spuszczający się przedmiot, podobny do wielkiego płótna czterema końcami opadającego ku ziemi. Były w nim wszelkie zwierzęta czworonożne, płazy naziemne i ptaki podniebne. «Zabijaj, Piotrze, i jedz!» – odezwał się do niego głos. «O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego» – odpowiedział Piotr. A głos znowu po raz drugi do niego: «Nie nazywaj nieczystym tego, co Bóg oczyścił». Powtórzyło się to trzy razy i natychmiast wzięty został ten przedmiot do nieba. (Dz 10.9, 1-6).

Jednocześnie Piotr otrzymuje powyższe natchnienie, ale nie wie jak ma je rozumieć. W pewnym sensie broni się przed tym co słyszy «O nie, Panie! Bo nigdy nie jadłem nic skażonego i nieczystego». Zaczyna się proces rozważania, co owo natchnienie może oznaczać. W sytuacji, gdy Bóg chce coś ważnego powiedzieć, człowiek ma poczucie jakby coś się działo, zaczyna rozważać, ale nie od razu ma pewność zrozumienia wszystkiego. Stoi wobec tajemnicy. Jakby pokręcając soczewką aparatu, zaczyna sobie przybliżać początkowo niewyraźny obraz. Bóg nie karci Piotra za niezrozumienie, nie mówi: „Ja do Ciebie ci mówię, a ty tępy jesteś”. Bóg pozwala na to, żeby człowiek się zdystansował, żeby potwierdził sobie najpierw to, czego jest pewny, ale jednocześnie konsekwentnie powtarza trzykrotnie swoje słowa, jakby je potwierdzając. Po tych trzech razach Piotr nadal nie jest przekonany o co chodzi, wciąż się zastanawia co oznaczało widzenie. Jest człowiekiem skupienia. To jest ta cisza – skupienie, rozważanie, które nie od razu przechodzi w pewność rozumienia. Wprowadza człowieka w klimat typu „no słuchaj, masz zagadkę, to myśl”. W tym momencie do drzwi Piotra pukają wysłannicy Korneliusza i Piotr orientuje się, że trzeba ich przyjąć. Działa zgodnie z tym, czego jest pewny, nadal rozważając.

Kiedy Piotr zastanawiał się, co może oznaczać widzenie, które miał, przed bramą stanęli wysłańcy Korneliusza, dopytawszy się o dom Szymona. «Czy przebywa tu w gościnie Szymon, zwany Piotrem?» – pytali głośno. Kiedy Piotr rozmyślał jeszcze nad widzeniem, powiedział do niego Duch: «Poszukuje cię trzech ludzi. Zejdź więc i idź z nimi bez wahania, bo Ja ich posłałem». Piotr zszedł do owych ludzi i powiedział: «Ja jestem tym, którego szukacie. z jaką sprawą przybyliście?» A oni odpowiedzieli: «Setnik Korneliusz, człowiek sprawiedliwy i bogobojny, o czym zaświadczyć może cała ludność żydowska, otrzymał polecenie od anioła świętego, aby cię wezwał do swego domu i wysłuchał tego, co mu powiesz». [Piotr] więc zaprosił ich do wnętrza i ugościł. A następnego dnia wyruszył razem z nimi w towarzystwie niektórych braci z Jafy.

Nazajutrz przyszedł do Cezarei. Korneliusz oczekiwał ich, zwoławszy swych krewnych i najbliższych przyjaciół. A kiedy Piotr wchodził, Korneliusz wyszedł mu na spotkanie, padł mu do stóp i oddał pokłon. Piotr podniósł go ze słowami: «Wstań, ja też jestem człowiekiem». A rozmawiając z nim, wszedł i zastał licznie zgromadzonych (Dz. 17-27).

Piotr jest pewny, że ci ludzie przyszli po niego ponieważ ktoś chce usłyszeć dobrą nowinę, że przysłał ich Bóg. Idzie z nimi do domu Korneliusza. Korneliusz wychodzi mu naprzeciw i oddaje pokłon. Czyni piękny gest, żeby zniwelować podziały. Korneliusz zapewne zdawał sobie sprawę, że Piotrowi nie wolno wejść do jego domu, że może mieć z tym trudności, zastanawiać się czy powinien. Wychodzi więc ku niemu i oddaje pokłon. Piotr wchodzi do jego domu i mówi:

«Wiecie, że zabronione jest Żydowi przestawać z cudzoziemcem lub przychodzić do niego. Lecz Bóg mi pokazał, że nie wolno żadnego człowieka uważać za skażonego lub nieczystego. Dlatego też wezwany przybyłem bez sprzeciwu. Zapytuję więc: po co mnie sprowadziliście?» (Dz. 10.28-29)

Jego słowa są odczytaniem znaku, który otrzymał. Nie chodziło o zwierzęta, chodziło o rozszerzenie się perspektywy postrzegania, rozszerzenia działania Ducha. Następuje moment gdy coś się wyjaśnia. To wydarzenie poprowadziło go dalej. Piotr opowiada o Jezusie, Jego nauczaniu, Krzyżu i kończy słowami: „Wszyscy prorocy świadczą o tym, że każdy, kto w Niego wierzy, przez Jego imię otrzymuje odpuszczenie grzechów».

Kiedy Piotr jeszcze mówił o tym, Duch Święty zstąpił na wszystkich, którzy słuchali nauki i zdumieli się wierni pochodzenia żydowskiego, którzy przybyli z Piotrem, że dar Ducha Świętego wylany został także na pogan. Słyszeli bowiem, że mówią językami i wielbią Boga. Wtedy odezwał się Piotr: «Któż może odmówić chrztu tym, którzy otrzymali Ducha Świętego tak samo jak my?» I rozkazał ochrzcić ich w Imię Jezusa Chrystusa. (Dz. 10, 44-48). Niesamowity opis. To byli ludzie jeszcze nie ochrzczeni a pojawił się wyraźny znak działania Ducha Świętego, który przygotowuje człowiek na to, żeby mógł otrzymać jeszcze więcej. Duch Święty działa już wcześniej, już w momencie, gdy Korneliusz zastanawia się nad tym, że chciałby zrozumieć i poznać nową naukę. Duch Święty przygotowuje człowieka, inspiruje, dalej do czegoś prowadzi. Dar Ducha Świętego zostaje wylany na pogan jeszcze przed chrztem. Jeżeli wydarzenia skłaniają nas do tego, żeby uczyć się wewnętrznego skupienia, to wtedy nasza historia zaczyna być ciekawa. Historia ludzi poszukujących, zadających sobie trud stawiania niełatwych pytań i poszukiwania odpowiedzi zaczyna być fascynująca. Z tego zalążka stopniowo wyrasta coś więcej. W tym teatrze, w którym uczestniczymy, każdy musi odczytać swoja rolę. Cały czas trzeba szukać odpowiedzi.


Konrad Małys OSB – studiował filologię polską na Uniwersytecie Wrocławskim, pierwsze śluby złożył w roku 1990, święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r.; z zamiłowania liturgista. Pracował w wydawnictwie Tyniec, w latach 2000–2006 pełnił funkcję mistrza nowicjatu. Był także wizytatorem Kongregacji Niepokalanego Poczęcia SS. Benedyktynek Mniszek w Polsce. W latach 2013-2015 Przeor Administrator opactwa.

Rekolekcje „Oddychać Imieniem”

Modlitwa Jezusowa jest starożytną praktyką modlitewną, która pomaga każdemu i w każdej chwili żyć w łączności z Panem Bogiem. Jej prostota i głębia sprawiają, że nie ma miejsca, sytuacji, stanu, zawodu, który uniemożliwiałby otrzymanie daru modlitwy nieustannej. Drogą do niej jest wierne i wytrwałe przyzywanie Imienia Jezus. „Niech pamięć o Jezusie złączy się z twym oddechem, a wówczas poznasz pożytek wyciszenia” — powiada św. Jan Klimak. Do praktyki tej modlitwy chcemy zaprosić zarówno tych, którzy ją znają, jak i tych, którzy jej nie doświadczyli / Brunon Koniecko OSB /

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position