Święty Benedykt jako człowiek

  • 16 sierpnia 2019

Święty Benedykt jako człowiek

Charakteryzując świętego Benedykta nie z punktu widzenia oceny jego cnót nadprzyrodzonych, lecz naturalnych cech i przymiotów, przede wszystkim stwierdzić musimy, że był to przedstawiciel typu psychicznego przywódcy ludzi i kierownika wielkich dzieł. Gdyby łaska Boża nie pociągnęła go do zrealizowania ideału świętości w życiu kontemplacyjnym mnicha, to wolno przypuścić, że byłby może odegrał wielką rolę w wypadkach dziejowych, jako urodzony mąż stanu.

Dla uzasadnienia tego poglądu zwróćmy uwagę naprzód na to, co nazywa się potocznie nastawieniem społecznym, a co moglibyśmy ściślej określić, jako szacunek dla dusz wszystkich ludzi, dla tych ludzkich wartości, które zwrócone są ku prawdziwemu celowi człowieka, które zatem łączą ludzi w harmonijny zespół i tak między narzędziami dobrych uczynków – w rozdziale IV Reguły, zaledwie skończył św. Benedykt cytować Boskie przykazania, każe „Szanować wszystkich ludzi” i zaleca „Nie czynić drugiemu, co tobie nie miłe”. A gdyby ktoś sądził, że narzędzia dobrych uczynków są zestawione bez przemyślanego porządku i raczej chaotycznie, to uderzy nas, że streszczając Regułę w rozdziale LXXII „O dobrej gorliwości, która mnichom przystoi”, znowu na pierwszym miejscu powiada „Niech się nawzajem w szacunku uprzedzają”.

Po wtóre — nadzwyczaj głęboko jest przekonany św. Benedykt o potrzebie organizacji. Potępiając w rozdziale I Reguły sarabaitów, z nie dającym się ukryć oburzeniem mówi, że żyją bez reguły, bez pasterza, zamknięci nie w Pańskich, lecz swoich owczarniach. A jak groźny wyrok brzmią słowa zwrócone do gyrowagów: „włóczędzy, nigdy się nie ustatkują, służą własnym zachciankom”. I można mniemać, że Duch Święty nie tylko przez bezpośrednie natchnienie nauczył św. Benedykta, aby dążenie do doskonałości oprzeć na fundamencie posłuszeństwa, ale że powołał do takiego zadania tego właśnie męża, którego od urodzenia cechowało zrozumienie potrzeby organizacji i zmysł porządku. Dlatego zapowiada św. Patriarcha swemu uczniowi w Prologu, że dojdzie do Boga przez trud posłuszeństwa i tłumaczy, że jeśli się od Boga oddalił, to przez opieszałość nieposłuszeństwa. Niepodobna cytować wszystkich, ani nawet najważniejszych miejsc Reguły, w których z największą dobitnością mówi się o posłuszeństwie; trzeba by przepisać prawie cały rozdział V. Przypomnijmy jednak, że w swym zmyśle porządku uznał nasz Prawodawca za potrzebne, aby osobny rozdział LXII poświęcić sprawie pierwszeństwa członków kongregacji.

Następną cechą właściwą urodzonym przywódcom jest wysokie poczucie odpowiedzialności. W rozdziale II Reguły każe św. Benedykt opatowi pamiętać, że na straszliwym sądzie Boskim będzie rozstrząsana nauka, której udzielał i umiejętność utrzymania uczniów w karbach posłuszeństwa; a w rozdziale LXIV „O wyborze opata”, ponownie poleca, aby opat nieustannie myślał o tym, jaki ciężar na się przyjął i komu będzie zdawał sprawę.

Przywódca musi posiadać silną i zdecydowaną wolę. Tę okazuje św. Benedykt w całej Regule, choćby przez bezkompromisowość, z jaką każe wszystko kierować ku jednemu, wytkniętemu celowi, dla osiągnięcia którego żadna ofiara nie jest zbyt wielka. A nie ma wątpliwości, jak zauważył św. Grzegorz, że tak kazał robić, jak sam postępował.

Lecz doprawdy nie wiadomo, czy bardziej podziwiać siłę jego woli, czy niezwykły i nadzwyczaj praktyczny rozsądek. Na wzór i podobieństwo Boskiej Opatrzności wprowadza wiele ważnych postanowień i urządza mnóstwo drobnych, lecz poważne następstwa pociągających szczegółów, gdy wydaje przepisy czy to o dziekanach klasztornych, czy o tym jak mają mnisi spać, czy kiedy dwukrotnie – bo w rozdziale XXXII i XXXV – nakazuje, aby opat ew. szafarz wiedzieli, co komu dali, a co otrzymali z powrotem i każe – 1500 lat temu – prowadzić dokładne inwentarze. Ten sam praktyczny i przewidujący rozsądek widać w postanowieniach o szafarzu, o kuchni, o jedzeniu i napoju, o sprzętach i o szatni, o przyjmowaniu oblatów, krótko mówiąc w całej Regule, dbającej o to, aby dom Boży był przez roztropnych roztropnie urządzony (por. RB 53, 22),

Charakteryzuje świętego Benedykta wielka znajomość ludzi. Przebija ona wszędzie, ale podkreślmy, że wie on, iż nie wystarczy ogólnikowo nakazać uczniom wzajemny szacunek, że trzeba im podać jeszcze drogę praktycznej realizacji i w rozdziale LXXI Reguły poleca, aby nawzajem byli sobie posłuszni. Tę samą trafność obserwacji psychologicznej okazuje w rozdziale XX Reguły, kiedy wspomina uniżoność, z jaką ludzie zwykli zwracać się do możnych tego świata.

Roztropność każe św. Benedyktowi powoływać do rady całe zgromadzenie, albo przynajmniej starszych. W rozdziale III przypomina: „Rób wszystko z radą, a nie będziesz żałował po uczynku” (RB 3, 13). Z tym zaleceniem dobrze się zgadza przestroga z rozdziału LXIII: „Niech opat nie wprowadza zamieszania do powierzonej mu trzody i niech nie wydaje niesprawiedliwych zarządzeń jak gdyby przysługiwało mu prawo do samowoli” (RB 63, 2). Takie postanowienia są nader charakterystyczne w Regule, przyznającej opatowi władzę nieograniczoną. Nasuwa się przypuszczenie, że św. Benedykt, urodzony wódz, niewątpliwie znacznie górujący nad swym otoczeniem, miał pewną, naturalną u człowieka tego typu, skłonność do arbitralności. W udzielanych przestrogach moglibyśmy dopatrywać się echa skrupulatnej kontroli nad swym własnym postępowaniem, w codziennym rachunku sumienia.

Niezliczone są objawy właściwego św. Benedyktowi umiarkowania, widoczne choćby w unormowaniu sprawy pożywienia, odzieży, czy pracy. W rozdziale LXIV sąd swój o umiarze najpiękniej wypowiada, bo powtórzywszy za patriarchą Jakubem: „Jeżeli zbytnio zmęczę moje trzody w pochodzie, wszystkie zginą jednego dnia” dodaje od siebie: „Naśladując ten przykład i inne przykłady roztropności, matki wszystkich cnót, niech tak wszystko urządza, aby mocni chcieli zrobić więcej, a słabsi się nie uchylali” (RB 64, 18n).

Rysem bardzo istotnym duchowej sylwetki św. Benedykta jest jego powaga. Św. Grzegorz mówi o nim, że od czasów swego dzieciństwa miał serce starca. I IV rozdział Reguły przestrzega, aby nie mówić nic na śmiech i nie lubować się w śmiechu częstym, lub zbyt głośnym; a i w innych miejscach – jak w rozdziale VI i XLIX przypomina, aby unikać płochości.

Z tym rysem powagi łączy się u naszego Ojca zamiłowanie do milczenia. Nie tylko wyliczając narzędzia dobrych uczynków nie pominął przestrogi przed wielomówstwem, lub czczą gadaniną, lecz poświęcił sprawie milczenia rozdziały VI i XLII. Niewątpliwie kierował się tu, jak zresztą i w innych wypadkach, względami nadprzyrodzonymi. Ale wydaje się, że z natury swej nie lubił gadułów, i że nawet w modlitwie, jak świadczy o tym rozdział XX, wyżej stawiał bogatą w treść zwięzłość, nad bardziej powierzchowną retorykę. Zanotujmy dalej właściwą św. Benedyktowi uprzejmość. Nie tylko zaleca ją braciom wielokrotnie w Regule, że wspomnimy tylko rozdział LIII o przyjmowaniu gości; ale i w Dialogach św. Grzegorza czytamy z jak wytworną uprzejmością odzywa się do odwiedzającego go kapłana: „Prawdziwie to dzień Paschy, skoro dostąpiłem tego, że cię widzę”, albo jak uprzejmie napomina posłańca, który sprzeniewierzył gąsiorek z winem: „Bacz synu, abyś nie pił z gąsiorka, który ukryłeś”.

Jeśli teraz zastanowimy się nad uczuciową stroną psychiki św. Benedykta, to może nadspodziewanie stwierdzimy, że ta surowa postać wcale w tym zakresie nie jest upośledzona. Liczne są objawy miłosierdzia i wyrozumiałości jego, czy to wspomniane przez św. Grzegorza w Dialogach, czy to przeświecające w Regule, gdy mowa o starcach, chorych, słabych, młodzieży, a przede wszystkim o grzesznikach. Gdybyśmy jednak chcieli widzieć w tym objawy nadprzyrodzonej miłości bliźniego, to w rozdziale XVII Dialogów znajdziemy przykład doczesnego, a tak głęboko ludzkiego przywiązania. Tam opowiada św. Grzegorz, jak zaufany powiernik zastał tego niezłomnego Rzymianina gorzko pałczącego, po otrzymaniu objawienia, że klasztor, który zbudował dla braci, zostanie zburzony.

Czy był św. Benedykt intelektualistą? Chyba nie. Na próżno szukalibyśmy w Regule, nie mówiąc już o zachęcie do badań naukowych, choćby nawet przestrogi przed nadmierną ciekawością, na przykład w czasie nakazanego czytania Pisma świętego. Po prostu św. Benedyktowi nie przychodziło na myśl, że ktoś mógłby używać lectio divina w innym celu, niż własne zbudowanie. Nie można tego wytłumaczyć epoką, w której żył św. Benedykt. Przecież gwałtowne filippiki wcześniejszego od niego św. Augustyna na temat badań naukowych świadczą, że dotykał on głębokiej rany swego serca. Dla św. Benedykta te zagadnienia nie istnieją, a potwierdza to św. Grzegorz mówiąc, że nasz Święty wzgardził studiowaniem literatury. Nie odmawiamy świętemu Benedyktowi uzdolnienia do pracy umysłowej. Wprost przeciwnie, logika i konsekwencja myślenia są wybitnymi cechami jego dzieła Reguły. Pamięć miał mieć wyborną, o czym świadczą liczne reminiscencje z Pisma świętego i Ojców, a wątpić należy, aby posługiwał się systemem wypisywania przy lekturze potrzebnych cytatów. Stwierdzić jednak wypadnie brak zainteresowań teoretycznych. Ogromna rola jaką benedyktyni odegrali w dziejach sztuki nasuwa pytanie: Jaki był stosunek Zakonodawcy do sztuki? Niewątpliwie był miłośnikiem porządku, wymagał okazałości, a więc ozdobności służby Bożej i przeznaczonych do niej budynków i przedmiotów. Ale to wszystko jeszcze nie musi wiązać się z głębszym odczuciem potrzeb i spraw estetycznych. Reguła o tych kwestiach zupełnie nic nie mówi, mimo, że sprawy sztuki były żywo dyskutowane w literaturze patrystycznej i że św. Benedykt w czasie swego pobytu w Rzymie miał sposobność zetknąć się osobiście z artystyczną spuścizną starożytności. Jego milczenie jest bardzo wymowne, zwłaszcza, że w Regule, a szczególnie w rozdziałach dotyczących psalmodii oraz kościoła klasztornego, nadarzała się sposobność do poszerzenia spraw estetycznych, gdyby go były żywiej obchodziły.

Bliższą natomiast była prawdopodobnie jego skłonnościom osobistym skuteczna działalność jego zakonu w zakresie kultury materialnej. Św. Benedykt znał dobrze hierarchię wartości i miejsce przypadające w niej materialnym dobrom. Z pewnością ich nie przeceniał. Nie znosił jednak organicznie nieładu, więc do prac kulturalnych z pewnością odnosił się pozytywnie. Nacisk z jakim domaga się porządku, czystości, staranności, świadczy o tym dobitnie.

Reguła zawiera, i to dwa razy, jak gdyby autoportret autora. Pisząc bowiem o wyborze opata w rozdziale LXIV i o najważniejszym podówczas urzędniku klasztornym – szafarzu w rozdziale XXXI, skreślił pokrótce ideał tych obu postaci. Nie ulega wątpliwości, że przy tym bezwiednie przekazał następnym wiekom swe własne rysy, bo jak mówi św. Grzegorz „mąż święty żadną miarą nie mógł inaczej uczyć, niż sam żył”. Był więc według słów swoich: mądry, dojrzałych obyczajów, trzeźwy, nie żarłoczny, nie wyniosły, nie siejący zamętu, krzywd nie wyrządzający, nie opieszały, nie rozrzutny, lecz Boga się bojący, a dla całego zgromadzenia jakby ojciec. Był uczony w prawie Bożym, nieskazitelny, miłosierny; nienawidził występków, kochał braci. Nie był niespokojny, przesadny i uparty, nie był zawistny ni zbyt podejrzliwy, natomiast był przewidujący i rozważny.

Na zakończenie jedno pytanie: Jak pogodzić z władczym i przodowniczym typem św. Benedykta fakt, że jest on autorem magistralnej nauki o pokorze, która sama jedna zapewniłaby mu nieśmiertelne imię w dziejach nauki chrześcijańskiej. Lecz nie ma tu istotnej sprzeczności. Właśnie to umiłowanie pokory podniosło człowieka, w którym był materiał na wielkiego monarchę, do godności wielkiego naśladowcy Chrystusa.


Bernard Turowicz OSB – urodził się 28 października 1904 roku w Przeworsku, zmarł 25 listopada 1989 roku w Tyńcu. W latach 1922-1928 studiował matematykę na Wydziale Filozoficznym UJ, w latach 1946-1950 odbył studia teologiczne. 29 stycznia 1945 roku wstąpił do zakonu Benedyktynów w Tyńcu, przyjmując imię zakonne Bernard, 31 lipca 1949 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Stopień doktora otrzymał w 1946 roku na UJ, habilitował się w 1963 roku (Instytut Matematyczny PAN), w 1969 roku został profesorem nadzwyczajnym.

Rekolekcje „Oddychać Imieniem”

Modlitwa Jezusowa jest starożytną praktyką modlitewną, która pomaga każdemu i w każdej chwili żyć w łączności z Panem Bogiem. Jej prostota i głębia sprawiają, że nie ma miejsca, sytuacji, stanu, zawodu, który uniemożliwiałby otrzymanie daru modlitwy nieustannej. Drogą do niej jest wierne i wytrwałe przyzywanie Imienia Jezus. „Niech pamięć o Jezusie złączy się z twym oddechem, a wówczas poznasz pożytek wyciszenia” — powiada św. Jan Klimak. Do praktyki tej modlitwy chcemy zaprosić zarówno tych, którzy ją znają, jak i tych, którzy jej nie doświadczyli / Brunon Koniecko OSB /

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position