Św. Benedykt czerpał wiele z Kasjana i św. Bazylego, nie mówiąc już o tajemniczej „Regula Magistri”

  • 10 września 2019

Św. Benedykt czerpał wiele z Kasjana i św. Bazylego, nie mówiąc już o tajemniczej „Regula Magistri”

Kwestia autentyczności w historii monastycznej zajmuje benedyktyna o. Jean Leclercqa. Znakomity autor i wydawca listów św. Bernarda zwiedził wiele klasztorów na całym świecie, interesując się osobliwością każdego z nich. Zauważył więc też obok klasztorów zakorzenionych w terenie zupełnie nowe fundacje, w których pielęgnowano zwyczaje macierzystego kraju. Stąd było już blisko do myśli o przenoszeniu i wykorzystywaniu wpływów obecnych, względnie z przeszłości. Sam św. Benedykt czerpał wiele z Kasjana i św. Bazylego, nie mówiąc już o tajemniczej Regula Magistri. Jego własną była bodajże tylko synteza, którą wytworzył z przeróżnych składników. Naśladowali go spadkobiercy, toteż wynikło z tego nieprzebrane bogactwo form przy zachowaniu wspólnoty ducha. Jean Leclercq odwiedził Polskę kilka razy, więc o tutejszych zagadnieniach pisze interesująco. To polska sytuacja skłoniła go do zapytania o benedyktynizm czysty, bez domieszek. Odpowiedź brzmi zaskakująco, że takiego nie ma. Każde środowisko podlega wpływom i przywłaszcza sobie pewne cechy, gdzie indziej nie znane, co nie przesądza jeszcze o jakimś oddaleniu. Decyduje zatem proporcja w tym zakresie, synteza.

Sakramentki mają dzieło własne: wieczną adorację. Gruntowna znajomość pism ich założycielki, matki Mechtyldy (w świecie Katarzyny du Bar), wykazuje w pewnym okresie zależność od francuskich kapucynów i oratorianów. Dopiero później wpływ wywarli benedyktyni z kongregacji św. Maura. O. Leclercq widzi w tym rzecz normalną. Podaje przykład matki Mortęskiej, która podtrzymywała ścisłe związki z jezuitami, a przecież pozostała benedyktynką. To szerokie otwarcie się na wpływ z zewnątrz oraz wierność względem swych ideałów, tworzy rys osobliwy i cenny w tradycji benedyktyńskiej.

Chór zakonny. Na środku klęczy siostra trwająca na adoracji wynagradzającej (fot. przed 1939 r.) Zdjęcie pochodzi z publikacji Danina krwi.

Sakramentki przybyły do Polski przed trzystu laty. Przyniosły z sobą wiele francuskich zwyczajów, nawet w zakresie pobożności. Z barokową ostentacją przeniesiono wówczas do nich złotą monstrancję z Najświętszym Sakramentem i rozpoczęła się adoracja. Kościół na Nowym Mieście należy do najpiękniejszych w Warszawie. On także wyróżnia się swą architekturą, niepodobny do kościołów benedyktynek w Chełmnie, w Staniątkach i gdzie indziej. Klasztor nawet po zniszczeniu i odbudowie zachował cechy pałacu arystokracji. Jednakże o tym, co jest benedyktyńskie, decydują ważniejsze sprawy: nieprzerwana praktyka Reguły świętej, liturgia i duch adoracji. Tego chciała założycielka sakramentek, jak też ceniła sobie przynależność do rodziny św. Benedykta. Filozofia rozróżnia materię i formę: u sakramentek duchowość na wskroś teologiczną formuje Reguła, normując codzienne życie. I tak było zawsze. Dzieje klasztoru mają w sobie rysy paschalne, bo odzwierciedla się w nich misterium kontemplowane przez mniszki. Liturgia wyraziła to słowami: Mors et vita duello conflixere mirando. Śmierć i życie, egzystencja człowieka przed Bogiem, przed Ojcem. Z ducha adoracji wynika ofiara dobrowolna na wzór Chrystusa Hostii. Sakramentki odkrywają niedościgłe bogactwa Chrystusowe w Eucharystii, która była też oczywiście czczona za czasów św. Benedykta. Potrzeba było jednak refleksji, aby to sobie uświadomić. W najdawniejszych kościołach nie było tabernakulum w ogóle. Historia poucza o trudzie pokoleń, które po wiekach zbudowały widomy tron dla Boga. Norwid w Bransoletce mówił o „kruszynie Bożej obecności”. Sakramentki chcą ją uczcić kultem adoracji. Zarazem spełniają się pradawne tęsknoty, które wiodły na pustynię, na odludzia, do klasztorów. Powołanie sprawdza się i wyjaśnia.

Zmieniały się okoliczności. Po krótkich latach królewskiej łaski, bieda potrafiła zajrzeć do klasztoru. Mniszki wypłoszyła zaraza, lecz następstwem tego była nowa fundacja, która miała wywdzięczyć się po dwustu latach. Pobożność z wnętrza klasztoru udzielała się na zewnątrz. Ludzie świeccy podejmowali regularną adorację, działało bractwo z takim przeznaczeniem. Zgromadzenie spoza krat klauzury zyskiwało sobie sympatię i popularność. Wyróżniała je arystokracja, posyłając tu swe córki na naukę albo do nowicjatu.

Klasztory polskie dzieliły wspólny los z całym krajem. W dobie porozbiorowej dla warszawskich sakramentek rozpoczął się nowy rozdział historii. Zaznaczył się on powolnym ogałacaniem z wszystkiego, co przedstawiało wartość, a więc oddały dachy miedziane, dzwon, srebra kościelne, nawet cynową trumnę z podziemi kościoła.

W tych warunkach sakramentki prowadziły szkołę z internatem. „Znakomitym źródłem dla poznania atmosfery na pensji w połowie XIX wieku jest pamiętnik Elizy Orzeszkowej. (…) Autorka jego przebywała na pensji u sakramentek w latach 1852–1857. (…) System wychowawczy, panujące stosunki w klasztorze nowomiejskim posłużyły również pisarce jako tło Ascetki.Wychowanką pensjonatu była również Maria Konopnicka. „Pensji lepszej od tej nie było podówczas w kraju”.

Kościół św. Kazimierza i zabudowania klasztorne (fot. przed 1939 r.) Zdjęcie pochodzi z publikacji Danina krwi.

Rzeczywistość była twarda. Zamknięto pensjonat, a nawet nowicjat. Sakramentki zostały skazane na wymarcie, tak jak pobliscy kameduli na Bielanach. Ale w klasztorach żyje się długo, niektóre staruszki doczekały niepodległości i pomocy ze strony sakramentek lwowskich. Zapełniły się ponownie mury klasztoru, przygotowującego się do nowej próby powstania warszawskiego. Dzień 31 sierpnia 1944 roku stanowi zupełnie osobny rozdział. Potem zaczęła się odbudowa. Mors et vita duello…

Zmienność w biegu wypadków przewiduje każdy, kto zna życie. Interesują elementy stare w dziejach klasztoru. Nadal Reguła św. Benedykta normuje tu życie, zmieniają się adoratorki przed ołtarzem, jak tego chciała założycielka ich zgromadzenia. Przed trzystu laty z Francji przyjechały pierwsze sakramentki, trzy wieki potem tamtejszy mnich, Jean Leclercq, wnikliwie obserwował ich życie, po czym podzielił się swymi myślami na temat autentyczności benedyktynów i benedyktynek w Polsce. Wypowiedź ta przynagla do dalszej rewizji poglądów i do ogólnego rozszerzenia serc.


Fragment książki Kamienie do mozaiki. O autorze: Paweł Sczaniecki OSB (1917–1998), benedyktyn z opactwa świętych Apostołów Piotra i Pawła w Tyńcu, proboszcz tyniecki, historyk liturgii, badacz dziejów tynieckiego opactwa. Wyniki jego badań w wielu dziedzinach do dzisiaj pozostają niezastąpione.

Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position