Sens życia monastycznego. Komentarz do prologu i epilogu „Reguły” św. Benedykta / część 1 /

  • 12 grudnia 2019

Sens życia monastycznego. Komentarz do prologu i epilogu „Reguły” św. Benedykta / część 1 /

Prolog i epilog (73) – to dwa kluczowe teksty Reguły św. Benedykta.

Relacja między jednym i drugim tekstem ujawnia prawdziwy sens życia w klasztorze. Wszystkie inne rozdziały należy czytać i tłumaczyć w ich świetle, bo są one jakby kluczem do ich rozumienia. Lecz sens oznacza również kierunek, orientację, ostateczny cel. Prolog i rozdział 73, który można nazwać epilogiem Reguły, są dwoma stałymi punktami określającymi tor dążenia skierowanego ku nieskończoności.

Bez nich Reguła mogłaby stracić swego „ducha” i stać się kodeksem lub prawem albo też regulaminem, który należy zachowywać, podczas gdy jej jedynym celem jest skłonienie człowieka, by zechciał dokonać doświadczenia życiowego pod działaniem Ducha Świętego (7,70).

To doświadczenie życiowe zostało opisane w Regule stylem starodawnym, naznaczonym mentalnością i kulturą epoki dla nas odległej. Chodzi tu jednak chyba o doświadczenie na tyle głębokie i prawdziwe, że jeszcze dziś ma nam ono coś do zaproponowania, jeżeli oczywiście potrafimy uchwycić to poprzez słowa i mu zaufać. Każdy zresztą usłyszy co innego, zależnie od swej osobowości, kultury, swych osobistych przeżyć, które są przecież nieskończenie różne. Jednakże wsłuchiwanie się w Regułę św. Benedykta jako punktu odniesienia dla wszystkich, przekazuje i utrzymuje „ducha”, który stwarza Wspólnotę i jednoczy braci.

Prolog otwierający Regułę i epilog ją kończący, napisane w podobnym stylu odróżniającym je wyraźnie od reszty rozdziałów, tworzą jakby wielkie klamry obejmujące cały tekst Reguły i jednocześnie doświadczenie, jakie ona proponuje. Ten zabieg literacki, zamierzony czy nie, jest zdumiewająco znaczący. Nadaje on Regule jakąś zasadniczą przestrzeń kontemplatywną. Reguła nie będąc w żadnym wypadku kodeksem postępowania, nawet jeżeli czasem pełni taką funkcję, wprowadza nas w jakieś nieskończone poruszenie Ducha. Epilog, otwierając się cały na nieskończone perspektywy, nawiązuje do prologu. Jakkolwiek byśmy byli zaawansowani w doświadczeniu Boga, pozostajemy zawsze w punkcie wyjścia. Reguła potrafi nas pchnąć w przygodę zawsze tę samą i zawsze nową, w jakieś nieustanne rozpoczynanie: Słuchaj, synu, napomnień Mistrza…

Prolog

Prolog zawiera dwie części wyraźnie wyodrębnione:
– długa zachęta mogąca być doskonale katechezą liturgii chrzcielnej (1–44),
– ostatni, krótki paragraf, który stanowi bezpośrednie wprowadzenie do reguły jako takiej (45–50).

Zachęta wstępna

Zachęta wstępna nadaje ton całej Regule. Odnosi się ona do kogoś, kto już ma za sobą pewne doświadczenie. W ten czy inny sposób – a to jest tajemnicą każdego poszczególnego życia – światło zostało dostrzeżone. Doświadczenie tego światła było dostatecznie silne, aby popchnąć i wymusić jakiś krok naprzód. Nazywamy to decyzją zdolną zaangażować całe życie człowieka.

Bardzo trudno określić, czym jest to światło. Może mieć nieskończenie różne przejawy. Jest ono więcej lub mniej, ale zawsze jakimś pragnieniem życia i zrozumieniem, że tylko Bóg może to pragnienie wypełnić.

Cały prolog bazuje na tym temacie: z jednej strony człowiek spragniony życia, a z drugiej bóg starający się z całą mocą, by to życie dać. Sposób i miejsce tego spotkania między człowiekiem i Bogiem znajduje się w samym centrum tej zachęty: jest to Słowo Boga.

Dokładniejsza analiza tej zachęty

Najpierw dwie zasadnicze postawy: nasłuchiwanie i modlitwa.

Nasłuchiwanie (1–3), to znaczy postawa gotowa do przyjęcia w siebie słowa usłyszanego. Nie chodzi tu o słuchanie rozumowe, lecz o wsłuchiwanie się „uchem serca”, które przekracza słowa i zmierza do pogłębienia pragnień oraz praktycznego postępowania. Jest to elementarne posłuszeństwo prawego serca, które „czyni prawdę w miarę jak ją odkrywa”. Wyrażenie „być posłusznym” (oboedire) pochodzi w istocie od słowa łacińskiego „słuchać” (oboedire lub obaudire).

Posłuszeństwo jest przede wszystkim tym bardzo intensywnym „wsłuchiwaniem się”, które otwiera nas na innego, obojętnie na kogo; jeżeli zaś tym nie jest, może stać się jedną z bardzo szacownych praktyk, ale nie posłuszeństwem, o którym mówi św. Benedykt. Jest ono bowiem pewnego rodzaju wyjściem z siebie, z „własnej woli”, czyli po prostu z egoizmu. Takie posłuszeństwo jest nieodzownym warunkiem naśladowania Chrystusa.

O jakiego Mistrza czy Ojca tu chodzi? Bez wątpienia przede wszystkim o Chrystusa, na co wskazuje ostatnie zdanie paragrafu, ale też i o tych wszystkich, którzy w ten czy inny sposób mówią w Jego imieniu.

Od pierwszych zdań Reguły nasze spojrzenia kierują się ku Chrystusowi. Jest on tu nazwany Chrystusem Panem. W wielu miejscach będzie mowa tylko o „Panu”, lecz pod tą nazwą, przynajmniej w większości wypadków, kryje się zawsze postać Jezusa Chrystusa.

W tekście łacińskim pierwsze słowo Reguły jest często łączone z ostatnim, jakby chcącym nam odkryć pewien sekret: Słuchaj… a dojdziesz.

Chodzi więc o to, by zacząć wsłuchiwać się w Słowo Boga wypowiedziane w Jezusie Chrystusie.

Modlitwa (4–7). Ta gotowość przyjmowania nie jest bierna: jest właśnie wyrazem wielkiego pragnienia, oczekiwania, rzeczywistej świadomości własnego ograniczenia, jak również wymagań do nas skierowanych. Towarzyszy jej więc bardzo usilna modlitwa, konieczna refleksja przed każdym dobrym czynem. W obecnych czasach być może mniej się kierujemy motywem lęku przed piekłem czy karą, a nasza modlitwa opiera się bardziej na poczuciu odpowiedzialności wobec Boga i ludzi, w pragnieniu, by ich nie zawieść i aby używać w Jego służbie dóbr, które On w nas złożył (6).

Następuje potem przedłużone słuchanie Boga przez cytowane urywki wybrane z całej Biblii. Nie trzeba tu szukać jakiejś ścisłej logiki. Podąża ona za rytmem żywej wiary, która chce się udzielać i skłonić do wspaniałomyślnej decyzji (8–44).

Jeżeli w tym tekście da się nieraz odczuć nieco emocji, to jednak ton wypowiedzi zachowuje wielką powściągliwość. Będzie to zresztą jedną z głównych cech Reguły: wystrzeganie się uderzania w nutę uczuciowości. Oczywiście, czasem krótkie zaiskrzenie się uczucia w wypowiedzi pozwoli odgadnąć doświadczenie gorące i pełne czułości, ale zaraz potem czytelnik jest przywołany do porządku przez nakazy wielce praktyczne i konkretne: Pilnuj swego języka itp. Bo właśnie przez czyny bardzo nawet przyziemne Pan sam w swej łaskawości ukazuje nam drogę życia (20). Ten ton będzie bardzo charakterystyczny dla duchowości Reguły.

Przepasawszy więc biodra wiarą i pełnieniem dobrych uczynków, podążajmy ścieżkami Pana za przewodem Ewangelii (21). To krótkie zdanie niewątpliwie streszcza najlepiej cały prolog, a nawet całą Regułę. Ewangelia jest właśnie ostateczną normą wszelkiego życia chrześcijańskiego. Na tę prawdę jesteśmy może bardziej wyczuleni w naszych czasach, gdy wszelki ruch odnowy dzisiejszego Kościoła rozpoczyna się od coraz bardziej świadomego powrotu do Ewangelii. Otóż Reguła św. Benedykta jest jednym ze sposobów odczytywania Ewangelii, poniekąd jej „kwintesencją”, jak mawiał Bossuet.

Właściwie od początku do końca tekstu Reguły nie będzie chodziło o nic innego, jak o naśladowanie Chrystusa i życie Ewangelią. Wprawdzie obietnica pewnego doświadczenia Boga nie jest w perspektywie wykluczona, ale nie stanowi ona jako taka celu do osiągnięcia. To doświadczenie jest w istocie swej darmowym darem Boga, na którego przyjęcie możemy się tylko przygotować. Będąc wiernym echem Ewangelii, Reguła pozostaje szeroko otwarta na tajemnicę tego doświadczenia już w tym życiu i potem, lecz zachowuje na ten temat szczególną dyskrecję.

Cała więc doktryna tej zachęty streszcza się po prostu w życiu chrześcijańskim. Nadaje ona sens życiu zapoczątkowanemu przez chrzest, jakie powinno być proponowane każdemu ochrzczonemu. Dlatego, opierając się też na innych wskazówkach, wydaje się nam, że mamy tu do czynienia z katechezą, formularzem przeznaczonym do ceremonii chrztu. Fakt ten powinien mieć dla nas wielkie znaczenie: życie monastyczne nie jest czymś „innym” niż życie chrześcijańskie. Mnich – to po prostu chrześcijanin ochrzczony, który ma oczy otwarte na przebóstwiające światło (9) i który zdecydował się przeżywać swe życie chrześcijańskie na serio. Wielu chrześcijan robi zresztą to samo angażując się w różne formy życia Ewangelią.

Ewangelii nie da się przeżywać jedynie na płaszczyźnie myśli czy uczuć. Wymaga ona zaangażowania w konkretną sytuację i dokonania wyboru. Ale jeden wybór automatycznie wyklucza inne wybory.

Ewangeliczne wybory są bardzo liczne: stan małżeński, dzieła charytatywne, akcje walczące o coś itp. W tych wszystkich sytuacjach będzie zawsze chodziło o realizowanie ducha Ewangelii. Spośród możliwości różnych wyborów Reguła proponuje jeden. I nie o to chodzi, czy on jest wznioślejszy niż inne, czy nie. Ważne jest, czy skłania nas do niego Duch Boży, a wytłumaczenie jego istoty zaczyna się już od ostatniego paragrafu prologu.


Fragment komentarza Jak żyć dzisiaj Regułą św. Benedykta. O autorze: Bertrand Rollin OSB (1926-1990), benedyktyn z opactwa En Calcat we Francji. Do klasztoru wstąpił w 1943 r., a dwa lata później złożył profesję wieczystą. Wyświęcony na kapłana w 1951 r.

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position