Samuel i Anna / Lectio divina 1 Sm 1, 9-28

  • 29 stycznia 2020

Samuel i Anna / Lectio divina 1 Sm 1, 9-28

Gdy w Szilo skończono jeść i pić, Anna wstała. A kapłan Heli siedział na krześle przed bramą przybytku Pańskiego. Ona zaś smutna na duszy zanosiła do Pana modlitwy i płakała rzewnie. Złożyła również ślub, mówiąc: «Panie Zastępów! Jeżeli łaskawie wejrzysz na poniżenie służebnicy twojej i wspomnisz na mnie, i nie zapomnisz służebnicy twojej, i dasz mi potomka płci męskiej, to oddam go Panu po wszystkie dni jego życia, a brzytwa nie dotknie jego głowy.» Gdy tak żarliwie się modliła przed obliczem Pana, Heli przyglądał się jej ustom. Anna zaś mówiła tylko w głębi swego serca, poruszała wargami, lecz głosu nie było słychać. Heli sądził, że była pijana. Heli odezwał się do niej: «Dokąd będziesz pijana? Wytrzeźwiej od wina!» Anna odrzekła: «Nie, panie mój. Jestem nieszczęśliwą kobietą, a nie upiłam się ani winem ani sycerą. Wylałam duszę moją przed Panem. Nie uważaj swej służebnicy za córkę Beliala, gdyż z nadmiaru zmartwienia i boleści duszy mówiłam cały czas». Heli odpowiedział: «Idź w pokoju, a Bóg Izraela niech spełni prośbę, jaką do Niego zaniosłaś». Odpowiedziała: «Obyś darzył życzliwością twoją służebnicę!» I odeszła ta kobieta: jadła i nie miała już twarzy tak [smutnej] jak przedtem. Wstali o zaraniu i oddawszy pokłon Panu, wrócili i udali się do domu swego w Rama. Elkana zbliżył się do swojej żony, Anny, a Pan wspomniał na nią. Anna poczęła i po upływie dni urodziła syna i nazwała go imieniem Samuel, ponieważ [powiedziała]: Wyprosiłam go u Pana (imię Samuel jest od czasownika prosić).

Gdy ów mąż, Elkana, udał się z całą rodziną, by złożyć Panu doroczną ofiarę i wypełnić swój ślub, Anna zaś nie poszła, lecz oświadczyła swemu mężowi: «Gdy chłopiec będzie odstawiony od piersi, zaprowadzę go, żeby się pokazał przed Panem i aby tam pozostał na zawsze». Odpowiedział jej Elkana, mąż jej: «Czyń, co ci się wydaje słuszne. Pozostań, dopóki go nie odstawisz od piersi. Oby tylko Pan ziścił swe słowo». Pozostała więc kobieta w domu i karmiła syna swego aż do odstawienia go od piersi. Gdy go odstawiła, wzięła go z sobą w drogę, zabierając również trzy cielce, jedną efę mąki i bukłak wina. Przyprowadziła go do domu Pana, do Szilo. Chłopiec był jeszcze mały. Zabili cielce i poprowadzili chłopca przed Helego. Powiedziała ona wówczas: «Pozwól, panie mój! Na twoje życie! To ja jestem ową kobietą, która stała tu przed tobą i modliła się do Pana. O tego chłopca się modliłam, i spełnił Pan prośbę, którą do Niego zanosiłam. Oto ja oddaję go Panu. Po wszystkie dni, jak długo będzie żył, zostaje oddany Panu». I oddali tam pokłon Panu. (1 Sm 1, 9-28)

Ten przeczytany fragment może wydawać się trochę zaskakujący jako paradygmat życia oblackiego. To, co jest najważniejsze, z czego na samym początku jako oblaci powinniśmy sobie zdawać sprawę to to, że ofiarowanie nigdy nie jest wydarzeniem prostym, w tym sensie, że nie jest to jedynie nasza decyzja.

W przypadku Samuela cała sytuacja była dość skomplikowana. Na samym początku konflikt rodzinny, czyli Elkana i jego dwie żony. Jedna, która dokucza tej bezpłodnej. W tym wszystkim Elkana, który nie potrafi się odnaleźć, kiedy pyta: Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów? – empatia na miarę stogu siana. Kobieta cierpi, bo nie ma dziecka, a on uważa, że przecież ma jego. Nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego ta kobieta cierpi.

Z drugiej strony mamy ogromną wiarę Anny. Ona jako bezpłodna uważana była w Izraelu za tę, która utraciła Bożą łaskę. W całej jej modlitwie nie ma śladu takiego myślenia. Ona raczej ten problem, jaki ma, postrzega jako wezwanie do tego, żeby uwierzyć bardziej. Czyli to, że nie ma czegoś, czego bardzo pragnie, jest dla niej wezwaniem do tego, żeby powierzyć się Bogu jeszcze mocniej.

I to jest pierwsza rzecz – mamy zobaczyć całą wcześniejszą historię naszego życia. Zrobić rachunek sumienia czyli popatrzeć z Bogiem na cały ten okres naszego życia. Jak to się stało, że do Tyńca przyjechaliśmy, weszliśmy w kontakt ze wspólnotą i potem ostatecznie zdecydowaliśmy się prosić o oblację. Może nasza historia nie będzie aż tak dramatyczna jak matki Samuela, ale warto docenić tych wszystkich ludzi, zobaczyć ich wiarę, ich trud, ich modlitwę, która doprowadziła nas do tego, że w pewnym momencie naszego życia staliśmy się gotowi poświęcić się Panu Bogu.

W życiu Samuela widać ten rys przez cały czas. To, co było powiedziane na samym początku – bardziej kochał Saula, ale ostatecznie musiał proklamować Dawida. Ta sytuacja wymagała od niego wielkiej wiary, wyrzeczenia się własnych upodobań i posłuchania głosu Pana Boga i postanowił to zrobić dokładnie tak jak jego matka. Warto popatrzeć na nasze dziedzictwo, z czego wyszliśmy, a czas rekolekcji jest dobrym czasem, żeby za to podziękować.

To ćwiczenie wydaje się banalne, bo słyszymy o tym cały czas. Ale podobnie jak lectio to nie ma być jednorazowe wydarzenie, tylko to ma być sposób patrzenia na życie, że nie narodziliśmy się w próżni, tylko przed nami był jakiś szereg ludzi – z naszych rodzin, wychowawców, którzy przygotowali nam świat, w którym żyjemy. Poczucie wspólnoty, która sięga wiele dalej poza śmierć, poza czas, w którym jesteśmy świadomi, bardzo nas uwalnia, bo to oznacza, że nie wszystko złożone jest na naszych barkach, tylko idziemy w długim szeregu pokoleń ludzi, którzy wierzą i nawzajem się w tym wspierają.

Jest średniowieczny tekst z XII wieku pochodzący od Teodoryka z Chartres. Należał on do szkoły teologicznofilozoficznej, gdzie zajmowano się też filozofią przyrody. Teodoryk podsumowując dziedzictwo szkoły, która odwoływała się do Platona i neoplatoników, powiedział do swoich uczniów znamienne słowa (mówił o sobie i swoich uczniach): „Jesteśmy karłami, które siedzą na barana u olbrzymów. Jeśli widzimy dalej niż oni, to tylko dlatego, że oni dźwigają nas na plecach, podnoszą nas o całą swoją gigantyczną wielkość”. Nie chodzi o to, że Teodoryk był mizerny, bo był wielkim myślicielem, ale chodzi o samo myślenie, że myślimy, modlimy się, jesteśmy oblatami, bo ileś pokoleń stoi za nami. I warto to zobaczyć. Nie byłoby Samuela gdyby nie wiara Anny.

Anna skromna, chowa się z tyłu, znika w drugim rozdziale. Znika, zrobiła swoje i Pismo Święte jakby się nią nie interesuje. Ale myśl jest inna – ona zeszła ze sceny nie żeby zniknąć, tylko ona chowa się w Bogu. Bohater biblijny gdy znika nam z oczu, chowa się w Bogu; czy apostołowie, którzy odchodzą z wieczernika czy Henoch, który odchodzi w Księdze Rodzaju – chowają się w Panu Bogu. Swoje zadanie wypełnili i mogą poświęcić się Panu Bogu.

Tekst Anny, który czytamy w drugim rozdziale 1. Księgi Samuela jest hymnem człowieka zbawionego. Mówimy, że ikony pokazują ludzi zbawionych, przebóstwionych. Ten tekst jest ikoną biblijną; pokazuje kobietę, która przez swoją wiarę dostąpiła absolutnego zjednoczenia z Panem Bogiem, jest inspiracją do Magnificat, używany jest w liturgii podczas uroczystości Wniebowzięcia.

Mamy pierwsze ćwiczenie – zobaczyć całą plejadę ludzi, którzy przygotowali nas do tego, żebyśmy byli w stanie ofiarować się Panu Bogu.

Z drugiej strony jako oblaci przyszliśmy tutaj do konkretnej wspólnoty i czytając historię Anny warto popatrzyć na tę wspólnotę, do której myśmy przyszli. Czyli na tych wszystkich ludzi, którzy byli tu przed nami, w jaki sposób z tym klasztorem byli związani chociaż nie byli mnichami, ale z dokumentów, które posiadamy wiemy, że tacy ludzie byli od samego początku. Pamięć tej wspólnoty, do której należycie sięga lat 40-tych ubiegłego wieku, ale ona ma historię o wiele dłuższą, prawie tysiącletnią. I w pewnym sensie pojawienie się takiej wspólnoty jest rzeczą naturalną, że przy klasztorze są pobożni świeccy ludzie, którzy chcą żyć charyzmatem Reguły poza klasztorem. I to warto docenić.

Po trzecie – mamy teraz rok jubileuszowy – 975 lat od momentu ufundowania klasztoru, osiemdziesiąty rok od powrotu. Jest to czas, żeby popatrzeć na wspólnotę mnichów, która tu żyła przez prawie tysiąc lat. Nie tylko na tych, których pamiętamy, ale na całe pokolenia w większości anonimowe, bo o naszej wspólnocie wczesnośredniowiecznej wiemy bardzo niewiele. Niedawno, kiedy prowadziliśmy wykopaliska przy absydzie kościoła (trzeba osuszyć fundamenty, bo cała ściana wilgnie), to w niewielkim wykopie znaleźliśmy 16 szkieletów, bo tam jest cmentarz. Pani archeolog oceniła, że najmłodszy jest z połowy XV, a najstarszy z XI wieku. Nie zostawili śladu, ale klasztor trwał przez to, że oni oddawali swoje życie Panu Bogu.

Pierwsza rzecz, której ten tekst nas uczy, to zobaczenie wspólnoty, z której wyrastamy. Nasza ofiara, nasza oblacja nie byłaby możliwa gdyby nie pokolenia, które nas poprzedziły. W tak bliskim nam języku teologicznym nosi to miano tradycji. Łacińskie słowo traditio pochodzi od czasownika oznaczającego „przekazywać”. Czyli my biegniemy w sztafecie pokoleń i młodszym, którzy po nas przychodzą, mamy przekazać pewne dziedzictwo, młodszym oblatom powołaniem, stażem.

Tak naprawdę takie myślenie nas rozbraja w tym sensie, że może nas uczynić ludźmi pokoju. Tak jak człowiekiem pokoju był św. Benedykt. Naturalną tendencją człowieka jest chwalenie własnego ogona, albo popieranie swojej opcji politycznej. Czyli ci są dobrzy, ci są źli, o tych trzeba zapomnieć, a myślenie tradycyjne jest całkiem inne, bo bierze w rękę wszystko i nie wybiera tego, co najlepsze bez niszczenia kogokolwiek. Tak jak w genealogii Jezusa są dobrzy i źli. Oni są w genealogii Pana Jezusa, w tradycji, która przygotowała Jego przyjście.

Św. Benedykt jak redagował swoją Regułę (rzadko się o tym myśli), to żył w okresie wielkiego konfliktu monastycznego. Zachód powoli przyswajał sobie te ideały, które wypracował Wschód. I była awantura dzika pomiędzy tymi mnichami, którzy szli za Janem Kasjanem a tymi, którzy szli za św. Marcinem z Tours. Jak się czyta w źródłach, to ci ludzie się wzajemnie nienawidzili. Jak Kasjan pisze o mnichach Marcina, to wióry z nich lecą. Benedykt potrafił stanąć ponad tym, bo mnichom kazał czytać Kasjana, a jak przyszedł na Monte Casino, to zbudował kaplicę Marcina. Od jednego i od drugiego wziął co dobre. Myślał w taki sposób, że nie spadł z nieba, był tym, co stał na barkach olbrzyma i od jednego i drugiego potrafił wziąć to co dobre. Tego nas uczy pierwszy rozdział z 1. Księgi Samuela. To jest wątek ludzki czyli docenienie ludzi, którzy nas poprzedzili.

Drugim wątkiem jest szczególny stosunek do Pana Boga, który uzdalnia człowieka do tego, żeby się ofiarował. Mówiliśmy o Samuelu jako wzorcu oblata, ale jego ofiarowanie nie nastąpiłoby gdyby nie to, że Anna w całej swojej biedzie i rozpaczy, w osamotnieniu nawet rodzinnym, bo Elkana nie rozumiał żony, był od niej daleki, staje przed Arką i ofiarowuje się Bogu. Tę modlitwę Anny warto przeczytać, kiedy pozostaniecie sam na sam z Pismem Świętym i porównać tę modlitwę, w której modliła się o potomka z kantykiem z drugiego rozdziału. Dwie modlitwy tej samej kobiety. Zobaczyć, jaka następuje przemiana, jaką ona drogę przeszła przez to, że dokonała ofiarowania swojego życia.

Ta modlitwa Anny o Samuela to taki „kopciuszek”. Wszyscy czytamy drugi rozdział i jej hymn. Zapominamy o tej modlitwie, kiedy ona Panu Bogu rzeczywiście poświęca swoje życie. Jak czytamy uważnie ten tekst, to jest zaskakujące, bo ona do dania Panu Bogu nie ma nic. Ona może dać tylko siebie, swoją biedę, to że jest bezdzietna, że w rodzinie nie najlepiej. Wspólnota rodowa wtedy była ważna, a ona jest wykluczona z niej jako bezpłodna. Nie ma nic do dania. W związku z tym oddaje wszystko – siebie i syna, który będzie jej dany.

Nad tym tekstem warto się zatrzymać, żeby zrobić sobie rachunek sumienia z naszej modlitwy. Ten akt oblacji, którego dokonaliśmy to nie jest akt jednorazowy, podobnie jak czytanie Pisma Świętego nie jest rzeczą jednorazową. Składanie ślubów nie jest rzeczą jednorazową. Przez to, że składamy śluby monastyczne, oddajemy się Panu Bogu na każdy dzień. Przystąpienie do aktu oblacji to jest pierwszy raz. Potem każdego dnia, przy każdej decyzji, w każdym konflikcie, modlitwie, pytaniu, szukaniu … ten akt powinien być ponawiany. Tak jak dzisiejsza Antyfona jedna z najpiękniejszych, które zachował łaciński brewiarz, o św. Łucji: „Oto co uczyniłam sługa pokorna, wszystko oddałam na ofiarę Bogu Żywemu, a kiedy nic mi już nie pozostało, siebie samą złożyłam w ofierze.”

To wszystko prowadzi nas znowu jak bumerang do opisu z Reguły, który robi niedwuznaczną aluzję do tego, że akt oblacji następuje w momencie Ofiary Eucharystycznej. Sami składacie przyrzeczenia w czasie Ofiary Eucharystycznej, właśnie przed ofiarowaniem, składając swoje życie razem z Życiem Chrystusa na ołtarzu Pańskim.

Słowo ofiara kojarzy się nam z jakimś cierpieniem. Tak możemy o tym myśleć, ale pamiętajmy ostatecznie, że ofiara, jak mówi stary Augustyn z Hippony, oznacza przywrócenie wspólnoty. W „Traktacie o państwie Bożym” Augustyn na kilkudziesięciu stronach analizuje różne ofiary ze Starego Testamentu, pogańskie, które były mu znane, żeby wyjaśnić Ofiarę Chrystusa. Na samym początku kiedy zastanawia się czym jest ofiara, to definiuje ją, jako przywrócenie wspólnoty. Człowiek traci to, co wspólnotę burzy, a zyskuje cały „materiał budowlany”, żeby wspólnotę zbudować. Czyli traci grzech, wady, wszystko to zło – tego się pozbywa, a zyskuje miłość, nadzieje, wiarę, cnoty kardynalne i to wszystko. Taki jest tego sens.

I Anna dokonując ofiary wchodzi z Panem Bogiem w bardzo intymną relację. Tym bardziej kiedy pójdziemy za tą myślą, że Anna znika z Biblii i chowa się w Panu Bogu, to wymiana, jaka zachodzi między nią a Bogiem, jest bardzo konkretna. Ona oddaje Bogu swoje życie i swojego syna, a Pan Bóg daje jej w zamian samego Siebie. I ona o tym śpiewa w drugim rozdziale. Nie oznacza to, że traci syna, ale w tym kierunku idzie logika. Widzimy, z jakiej wiary i z czego wyrósł Samuel. Jest rzeczywiście dzieckiem wiary swojej matki.

Lektura drugiego i trzeciego rozdziału pokażą nam, że miał nie tylko dobre wzorce. Miał także dużo zgorszenia. Jak poczytamy o rodzinie Helego, medytacja nad tym może nam pokazać, w jaki sposób mamy przepracowywać to, co może nam we wspólnocie przeszkadzać w drodze do Boga. Nie mamy ulegać sielance, że wszystko jest różowe czy niebieskie (jaki kolor kto woli), ale że są rzeczy, które gorszą czy blokują i Samuel pokazuje, w jaki sposób można to przepracować. Podobnie jak Benedykt z Marcinem i Kasjanem. Zachęcam, aby sięgnąć po pierwsze trzy rozdziały 1. Księgi Samuela i czytać o Annie i samym proroku i próbować w tym zobaczyć, w oparciu o to, co zostało tu naszkicowane, paradygmat życia oblackiego. Św. Bazyli Wielki w swoim drugim liście pisze do jednego z uczniów – młodego mnicha: „Czytaj Słowo Boże, czytaj Pismo Święte po to, żeby twoje serce, twoja dusza była pełna dobrych wzorców.” Rzadko myślimy o tym, że bohaterowie biblijni, zwłaszcza Starego Testamentu, mają nas inspirować do życia chrześcijańskiego, ale Ojcowie tak czytali Stary Testament. Samuela i Annę można uznać za wzorce życia oblackiego czyli życia w ofierze dla Pana Boga.


O. dr Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.

Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position