Razem czy osobno?

  • 27 listopada 2019

Razem czy osobno?

Na początku Wielkiego Postu Kościół głosi Ewangelię o kuszeniu Chrystusa. Podjęli ten temat mnisi w rozmyślaniach, pismach i wypowiedziach. Rozpoznali, kto to powiedział: „Bogu samemu służyć będziesz”, a kto tamto: „Rzuć się stąd na dół” – mitte te deorsum!

W Regule swojej św. Benedykt wprowadził tych samych aktorów i właściwie tę samą problematykę. Odwiecznej pokusie człowieka, aby „wyrzucić się na zewnątrz”, Zakonodawca przeciwstawia wspólnotę życia w klasztorze, jako ideał trudny wprawdzie, ale zbawienny. Zasadniczym wymogiem Reguły jest zatem zgromadzenie, konwent, a jego przejawem – modlitwa publiczna w kościele. Na znak dzwonka mnisi schodzą się, aby modlić się razem. Już Reguła sprzed półtora tysiąca lat wzmiankuje jakiś prototyp Mszy konwentualnej, podczas której wymieniano pocałunek pokoju. Wyraża to dośrodkową tendencję, tak charakterystyczną dla św. Benedykta.

Były – i są nadal – siły odśrodkowe spod hasła mitte te deorsum. Ilustruje to św. Grzegorz w drugiej księdze Dialogów, które w klasztorach czytano i odczytywano bez końca. Prosty ten utwór stanął u progu literatury benedyktyńskiej i odegrał znaczną rolę. Jego szerokie oddziaływanie w Polsce można śledzić od schyłku średniowiecza. Miejscowe biblioteki przechowały dwadzieścia egzemplarzy druków z XV wieku. Żywot św. Benedykta tam zawarty wykorzystywali też inni pisarze, kaznodzieje, artyści. Powstawały coraz to nowe tłumaczenia. Osobnym, a bardzo godnym zainteresowania tematem jest rozwój tradycji o św. Benedykcie.

Ale obecnie trzeba powrócić do sprawy, o której mowa. W czwartym rozdziale Dialogów mieści się opowiadanie o mnichu, który nie wytrwał na modlitwie wspólnej, ale uciekał z kościoła. W rzeczywistości – jak opowiada stare tłumaczenie – wyciągał go diabeł:

Onego jakieś czarne chłopię za podołek kapicy precz z kościoła ciągnęło”. Powtarzało się to wielokrotnie, aż „mąż Boży, wyszedłszy z kościoła, obaczył stojącego mnicha onego, którego (też) dla ślepoty serca jego laską uderzył. A on od onego dnia i od onego chłopca czarnego wolen został i na modlitwie z drugimi bez tęsknicy trwał.

Trudno się dziwić, że historię tę opowiadano między mnichami, bo każdy przeżywał ją jak własną. Któż bowiem nie doświadczył nudy wśród przedłużających się pacierzy albo pokusy mitte te deorsum, kiedy te słowa śpiewano podczas Mszy konwentualnej? Wyobraźnia artystów, wrażliwa na tego rodzaju impulsy, ukształtowała to zaraz. W średniowieczu trafiały się sposobności, aby zrealizować takie pomysły, bo zdobiono kościoły i klasztory w rozmaity sposób. Cystersi, po chwilowych grymasach, stanęli w czołówce jako dekoratorzy wnętrz. W takich warunkach powstawały zabudowania klasztorne w Kołbaczu, na Pomorzu Szczecińskim. Stara fundacja przyoblekła się w monumentalne kształty w początkach XIV wieku. Z tego czasu pochodzą słynne głowice rzeźbione, domniemane dzieło „Fabulatora”.

Trudno spierać się o rzeźbiarza, który pozostanie bezimienny. Odtworzył on jednak na ściankach głowicy sceny z Dialogów św. Grzegorza. Co więcej, całość dobrze połączyła walory artystyczne z interpretacją wydarzenia.

Czy trzeba objaśniać, czym była głowica romańska? Górna część kolumny stanowiła charakterystyczną bryłę, która, rozszerzając się ku górze, dawała oparcie arkadom. Stanowiła ona dla plastyków pole do popisu. Zdobiono ją często motywami geometrycznymi albo roślinnymi, ale tym razem Fabulator postanowił inaczej. Wyobraźnia rzeźbiarza przetworzyła ścianki głowicy we wnętrze kościoła ze sceną pełną dynamizmu. W jednym z narożników stanął ołtarz, pięknie nakryty obrusem, bez innych dodatków, a więc tak właśnie, jak wyglądał ołtarz wczesnośredniowieczny podczas sprawowania Eucharystii. Kapłan odprawiał więc Mszę świętą „twarzą do ludu” – to właśnie odtwarza scena z głowicy. Z Dialogów św. Grzegorza wynika, że była to Msza konwentualna, w której brali udział mnisi. Ale ówczesne kościoły miały we wnętrzu swoim filary i kolumny, a więc i miejsca dogodne dla niepobożnych. Otóż jeden z nich ukrył się za plecami kapłana i tam – scena widnieje po przeciwnej stronie głowicy – w narożniku „jakieś czarne chłopię za podołek kapicy precz go z kościoła ciągnie”.

Niespodziewanie więc w muzeum szczecińskim, na głowicy z Kołbacza, znalazło się zarazem jedno z najstarszych w tym terenie przedstawień Mszy świętej i scena dobrze znana z Dialogów. Widocznie trzeba było przypomnieć, że pokusa dosięga nawet za murami klasztoru, nawet podczas Mszy konwentualnej. Gdy chodzi o problematykę tego kuszenia, to pozostaje ona zawsze ta sama: „Wyskocz na zewnątrz” – mitte te deorsum!

Święty Grzegorz w swym opowiadaniu, a bezimienny Fabulator z Kołbacza na dwóch rogach głowicy, przedstawił wielką antytezę potęgi łączącej, jaką jest kościół z Eucharystią pośrodku, a więc i zgromadzenie zakonne – i mocy odśrodkowych – owego „chłopięcia za podołek kapicy precz z kościoła ciągnącego”.

Słusznie św. Bernard zwalczał rzeźby w kościołach, zwłaszcza te, które rozpraszały myśli pobożne. Do takich należała także głowica z Kołbacza, zwracając uwagę na siebie. Jeśli jednak mnich jakiś obejrzał ją i rozszyfrował, wynosił z tego korzyści. Z kamienia przemawiała doń tak znajoma scena. Może skłoniło go to do przemyślenia życia w klasztorze. Zrozumiał wówczas wysiłek św. Benedykta, który gromadził – niby kokosz pisklęta swoje – ażby powstało zgromadzenie bez rysy, jak monolit. Zakonodawca przeciwstawiał się wszelkiemu rozkładowi, rozbiciu, dezintegracji spod hasła mitte te deorsum.

Stanowi to klucz do zrozumienia Reguły, która organizuje życie wspólne – a może nawet klucz do zrozumienia, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno (J 11,52). Myśl tę komentuje Zbawiciel podczas Ostatniej Wieczerzy, dalej św. Paweł w Liście do Efezjan. Ta sama nauka przenika całą liturgię eucharystyczną, wszystkie reguły zakonne i to, co Kościół mówi o społeczeństwie. Św. Benedykt nie wymyślił nic nowego, jedynie Regułą swoją tak zorganizował ludzi, czas i przestrzeń, że ideały trudne do realizacji przecież udostępnił. Postawił wszakże warunek nieodzowny pozostania razem, w komunii.


Fragment książki Kamienie do mozaiki. O autorze: Paweł Sczaniecki OSB (1917–1998), benedyktyn z opactwa świętych Apostołów Piotra i Pawła w Tyńcu, proboszcz tyniecki, historyk liturgii, badacz dziejów tynieckiego opactwa. Wyniki jego badań w wielu dziedzinach do dzisiaj pozostają niezastąpione.

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position