Posłuszeństwo monastyczne według „Reguły” św. Benedykta

  • 24 sierpnia 2019

Posłuszeństwo monastyczne według „Reguły” św. Benedykta

W naszych czasach posłuszeństwo nie jest popularne. Zewsząd słychać żądania zupełnej wolności i autonomii dla każdej jednostki. Za szczególnie ważną uchodzi możność pełnego rozwoju naturalnych zdolności człowieka, a rezygnacja z pielęgnowania własnych talentów, z troski o własny swobodny rozwój osobowości bywa potępiona jako ubliżające godności ludzkiej.

Dla zakonników pojawiły się w ostatnich dziesięcioleciach nowe trudności. Dyskusje teologiczne o Bogu, Chrystusie, Kościele i Sakramentach doprowadzają wielu ludzi do stanu niepewności, także w zakresie teologii moralnej, a więc i nauki o cnocie posłuszeństwa. Rozwój nauk psychologicznych, a raczej ich powierzchowna popularyzacja narzuca często doczesny pogląd na sprawy ludzkie, uchylając nadprzyrodzony punkt widzenia, to znaczy spojrzenie na własną osobę tak, jak gdyby Bóg był nieobecny.

Jeżeli w klasztorach za ważną uchodzi tylko działalność i osiągnięcia, a duch modlitwy słabnie, to posłuszeństwo traci charakter nadprzyrodzony, a wtedy to co zeń zostało nie wiele jest warte. Nieposłuszeństwo jest zaraźliwe, jeden mnich nieposłuszny pociąga za sobą innych, choć może nie zdają sobie z tego sprawy od razu. Pojawiają się nadmierne wymagania doskonałości przełożonego, a jego ludzkie słabości mają usprawiedliwiać odmowę posłuszeństwa. A przy tym jeszcze jedna okoliczność: w życiu świeckim człowiek nieposłuszny przełożonemu naraża się na przykre konsekwencje, w klasztorze mnich nieposłuszny, lub tylko pozornie posłuszny może się wygodnie urządzić i sądzić, że wszystko jest w porządku.

Takie są trudności przy praktykowaniu cnoty posłuszeństwa. Obecnie przejdziemy do przedstawienia nauki św. Benedykta o posłuszeństwie.

Święty Benedykt w swojej Regule mówi do mnicha benedyktyna: „Do ciebie więc zwracają się teraz moje słowa, skoro wyrzekając się własnej woli i zamierzając być żołnierzem Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przyjmujesz bardzo mocną i szlachetną broń posłuszeństwa” (RB Prolog). „Własną wolę mieć w nienawiści”. „We wszystkim słuchać opata?”. Piąty rozdział Reguły mówi o posłuszeństwie: „Pierwszy stopień pokory, to posłuszeństwo bez zwłoki. Przystoi ono tym, którzy niczego droższego nie znają”… (RB 5) . „Pragną (mnisi), aby rządził nimi opat, by nie być według swojego uznania słuchając swoich pragnień i woli, lecz postępować według cudzego sądu i rozkazu…” (RB 5). „Albowiem Bogu okazujemy posłuszeństwo, okazując je przełożonym” (RB 5). Św. Benedykt wraca do tematu posłuszeństwa w rozdziale siódmym Reguły: „Drugi stopień pokory polega na tym, że nie kochając się we własnej woli nie mamy upodobania w spełnianiu swoich życzeń i bierzemy za wzór postępowania słowa Pana mówiącego: „Nie przyszedłem spełniać Woli mojej, lecz Tego który mnie posłał…” (RB 7). „Trzeci stopień pokory osiąga ten, kto z miłości Boga, poddaje się przełożonemu z całym posłuszeństwem naśladując Pana, o którym Apostoł mówi: «Stał się posłusznym aż do śmierci» (RB 7). A w rozdziale 71 znajdujemy szczególne polecenie: „Wszyscy bracia powinni okazywać dobre posłuszeństwo nie tylko opatowi, lecz także powinni być sobie nawzajem posłuszni” (RB 71).

Słowa Reguły są stanowcze, ich intencja jest jasna. Należy więc postawić sobie pytanie, czy mnich benedyktyn ma przyjąć je bez zastrzeżeń, czy też należy je tak interpretować, aby pominąwszy wymagania św. Benedykta, zostawić z posłuszeństwa to tylko, co jest dogodne dla człowieka naszych czasów. Żądanie takiej interpretacji oznacza przekonanie, że Reguła jest przestarzała i obecnie już nieaktualna. Jeżeli by tak było, to Kościół powinien by skasować klasztory benedyktyńskie, bo głosić i przyznawać się do Reguły, lecz jej nie pełnić, ma jeden tylko skutek: demoralizację mieszkańców klasztoru, żyjących kłamstwem.

Wobec tego, kto chce być benedyktynem, musi przyjąć wymagania Reguły, tak jak są wypowiedziane. Wybór wstępującego do klasztoru jest dobrowolny, nikt nie musi być benedyktynem, jeżeli nie ma ochoty żyć według Reguły. Nasuwa się tu tylko uwaga, że przełożeni i wspólnoty benedyktyńskie mają ścisły obowiązek nie dopuszczać do ślubów wieczystych ludzi niezdecydowanych stanowczo, by żyć w posłuszeństwie.

Między wstąpieniem do klasztoru, a ślubami wieczystymi upływa co najmniej przeszło cztery lata, więc można się przekonać, czy kandydat wieczystych ślubów nie tylko przestrzegał posłuszeństwa, ale czy je rozumie. Jednostki niedojrzałe duchowo często przeciw posłuszeństwu nie wykraczają, ale brak im zrozumienia dlaczego mnich ma być posłuszny. A takich lepiej nie mieć w klasztorze.

Po co wstępuje się do klasztoru benedyktyńskiego? Celem nie jest długie życie, ani uczciwość życia – uczciwie można żyć poza klasztorem – ani zdobycie sukcesów życiowych – to łatwiej uzyskać nie będąc mnichem – ani nawet pełny rozwój naturalnych zdolności i zaspokojenia własnych upodobań. Do tego wszystkiego klasztor nie jest potrzebny, a nawet zwykle stanowi pewną przeszkodę. Nie wstępuje się do klasztoru benedyktyńskiego, aby zostać księdzem i pracować w duszpasterstwie. Kto to ma na celu powinien wstąpić do seminarium diecezjalnego. Mnichem zostaje się po to, aby służyć Bogu w sposób opisany Regułą, aby – jak mówi św. Benedykt – szukać Boga w życiu wspólnoty pod posłuszeństwem przełożonemu. Ten sposób służenia Bogu nie obowiązuje wszystkich chrześcijan, nie jest też najlepszym dla wszystkich sposobem służenia Bogu, jest on najlepszy tylko dla tych, których Bóg do tego powołał.

A więc mnisi to są ludzie, którzy „pragną, by rządził nimi opat” (RB 5). Czy to jest zdrowe? Czy wolność człowieka nie jest dobrem, którego nie wolno się wyzbywać? Chrześcijański pogląd na tę sprawę jest taki: skoro człowiek został stworzony dla Boga, więc wolny jest ten, który nie ma wewnętrznych przeszkód w życiu zgodnym z wolą Bożą. Takiej pełnej wolności nikt nie ma za życia, ale jest jasne, że istotnymi ograniczeniami wolności duchowej są nasze grzechy i skłonności do złego. Jeżeli więc dla danego człowieka najskuteczniejszą obroną przed grzechem i najskuteczniejszym środkiem opanowania złych skłonności jest życie pod posłuszeństwem, to poddanie się pod posłuszeństwo jest prawdziwą gwarancją duchowej wolności.

Aby to uznać, trzeba mieć szczerą chrześcijańską wiarę. Ona ukazuje nam Jezusa, jako obowiązujący wzór do naśladowania. A Jezus był posłuszny, głosił, że chce być posłuszny i do posłuszeństwa wzywał. Chrześcijanin nie może więc negować wartości posłuszeństwa, choć istnieje wiele bardzo różnych sposobów pełnienia posłuszeństwa Bogu. Jednym z nich jest posłuszeństwo mnisze. Nie ma wątpliwości, że warunkiem prawdziwie chrześcijańskiego życia, jest pewien ład, pewne uregulowanie życia. Życie nieuporządkowane, zależne od chwilowych zachcianek i uczuciowych nastrojów jest najlepszą sposobnością do grzechu, trudno w nim od grzechu się obronić. Ład wspólnoty zakonnej jest pomocą, a ład wymaga kierownika. A przy tym wiemy, że możemy żyć dobrze tylko dzięki łasce Bożej. A według słów Jezusa łaski są najobfitsze tam, gdzie ludzie są skupieni w imię Jego. Posłuszeństwo przełożonemu rodzi cnoty i sprowadza łaskę. Oczywiście musi to być posłuszeństwo umotywowane chęcią służenia Bogu. Posłuszeństwo zewnętrzne sprowadzające się do tego, że kiedy otrzymam polecenie, to je wykonam, ma małą wartość.

Człowiek wykonujący rozkaz przełożonego, bo musi go wykonać, nie ma przez to cnoty posłuszeństwa.

Prawdziwe posłuszeństwo mnicha polega na tym, że chce być posłuszny, że chce poznawać wolę Bożą przez wskazania otrzymane od przełożonego. Rzecz jasna, że nie wolno posłuchać przełożonego, gdyby nakazał postępowanie grzeszne. Lecz jeśli to nie zachodzi, lepiej jest stosować się do polecenia, choćby się sądziło, że lepiej jest postąpić inaczej. Bo taka rezygnacja z ufności w trafność własnego zdania, będzie wynagrodzona przez Boga uświęcającą łaską. Posłuszeństwo nie może ograniczać się do posłuszeństwa w czynach. Niezbędne jest posłuszeństwo myśli i woli. Znaczy to, że po pierwsze wyrzekamy się zarozumiałego przekonania, że my właśnie mamy rację, że lepiej widzimy i rozumiemy, niż inni, a w szczególności przełożony, a po drugie wyrzekamy się chęci postawienia na swoim. Przełożony nie zawsze jest mądrzejszy i duchowo lepszy od podwładnego. Ale gdy i wtedy mnich podporządkuje swój sąd i wolę, to wtedy w pełni zaufał Bogu, i postąpił lepiej, niż idąc za własnym rozeznaniem.

Św. Benedykt mówi w Regule, że mnich nie ma nic droższego nad Chrystusa (RB 5). Jakie mogą być motywy nieposłuszeństwa? Pojawi się ono, gdy dla mnicha droższe niż Chrystus są własne namiętności, własne idee, zamiary, pragnienia, aspiracje.

Tego nie dopuszcza program posłuszeństwa mnicha. Program ten jest trudny do zrealizowania, narzuca się pytanie czy możliwy do wykonania. Biorąc pod uwagę tylko własne siły duchowe człowieka, ten program jest niewykonalny. Ale święty Paweł powiedział: „Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. Znaczy to, że posłuszeństwo monastyczne: jest możliwe do zrealizowania, w tej mierze, w jakiej mnich żyje modlitwą, i można dodać: w jakiej mierze wspólnota braterstwa, której jest członkiem, żyje modlitwą. Bo człowiek sam, bez oparcia u współbraci a może wbrew nim, chyba tylko w heroicznych przypadkach zdoła być w pełni posłusznym. Ale jakkolwiek jest, gdy współbracia nie pomagają mnichowi do posłuszeństwa, musi on starać się ich do posłuszeństwa pociągnąć. Mnich musi być uległy natchnieniom Ducha Świętego. Te natchnienia stawiają większe wymagania, niż je stawia natura i rozum. Wiara uzasadnia słuszność tych wymagań. Abyśmy byli ulegli Duchowi Świętemu, musimy naprzód wyrzec się przywiązania do grzechu i jego okoliczności, następnie nie szukać przede wszystkim własnego dobra i korzyści, i wreszcie nie iść za własnymi skłonnościami i upodobaniami. Ale czy będziemy umieli wyznać się w tym wszystkim i poprawnie rozpoznać wolę Bożą? Niebezpiecznie jest ufać zanadto sobie samemu. Potrzebujemy przewodnika. Opat jest tylko człowiekiem, ale po to został wybrany, aby kierował. Rozsądniej jest zaufać, że Bóg udzieli mu łaski stanu, tak że jego decyzje bardziej czy mniej trafne, będą najlepiej służyły dobru duchowemu podwładnego mnicha i wspólnoty braterskiej.

Gdy święty Benedykt zaleca w 71. rozdziale Reguły, by: bracia byli sobie wzajemnie posłuszni, nie chce przez to wprowadzić chaosu, każąc słuchać naraz różnorodnych rozkazów. Zastrzega, że nikomu nie wolno stawiać żadnych żądań sprzecznych z wolą przełożonego. Nakaz wzajemnego posłuszeństwa oznacza, że mnich jest odpowiedzialny za całą wspólnotę jest dalszą pobudką do posłuszeństwa względem przełożonego, bo brata stawiać wyżej niż własne. Wprawdzie ewangelia każe bliźniego kochać „jak siebie samego”, ale Reguła daje praktyczną wskazówkę jak to przykazanie realizować: Staraj się cenić cudze dobro wyżej niż własne, abyś na pół świadomie nie cenił go niżej. Odpowiedzialność za wspólnotę jest dalszą pobudką do posłuszeństwa względem przełożonego, bo kto jawnie czy skrycie opiera się kierownictwu przełożonego, działa przeciw dobru wspólnoty, bo przełożony przez wspólnotę został wybrany po to, aby jej duchowego dobra bronił i je swym życiem i kierownictwem pomnażał. Tu pojawia się krytyczny zarzut: a jeśli on tego nie robi? To się zdarza, i to jest kara Boża dla wspólnoty, która przy wyborach nie szukała chwały Bożej, lecz kierowała się sympatiami, lub obawą, by przełożony nie wymagał wierności Bogu i ślubom zakonnym. W ciągu czternastu wieków, które nas dzielą od świętego Benedykta, niejeden klasztor benedyktyński uległ na takiej drodze ruinie moralnej. Za to odpowiadają przed Bogiem nie tylko opat niegodny, ale i ci, którzy go mieć chcieli, kierując się względami ludzkimi.

Obecnie modnym słowem jest „dialog”. Słowo to może oznaczać i często oznacza szkodliwe tendencje: zamiłowanie do bezpłodnej gadaniny, by tylko zabłysnąć swym wyższym rozumem, upartą chęć postawienia na swoim, wreszcie zasadnicze odrzucenie wszelkiego autorytetu. Ale słowu „dialog” można i trzeba nadać chrześcijańskie znaczenie: wymiana myśli, by rozpoznać wolę Bożą i najrozsądniejszy sposób jej pełnienia. Święty Benedykt żądał czternaście wieków temu takiego dialogu. W rozdziale trzecim Reguły „o zastosowaniu rady braci” poleca opatowi, aby w ważniejszych sprawach zwoływał zgromadzenie, wysłuchał rady braci, i zastanowiwszy się, zrobił co uzna za bardziej pożyteczne. Przypomina, że nawet najmłodszy brat może trafniej widzieć wolę Bożą. Ale przy tym zastrzega Reguła, że bracia mają wypowiadać się z pokorą i uległością, że nie mają bronić zuchwale swego zdania. A nawet w mniej ważnych sprawach opat zasięgnąć może rady u „starszych”, bo napisano „Rób wszystko z radą, a nie będziesz żałował po uczynku” (RB. 3).

Widzimy więc, że tak silnie podkreślony obowiązek posłuszeństwa, nie ma prowadzić do rządów tyrańskich i samowolnych. Wielokrotnie Reguła upomina opata, że odpowiada za swe rządy przed Bogiem, przestrzega go przed faworytyzmem, przed lekkomyślnymi decyzjami, nakazuje mu szukać z braćmi woli Bożej i praktycznego jej wypełnienia. Ale ład niezbędny, by klasztor był „szkołą służby Bożej”, jak go święty Benedykt nazywa, wymaga zabezpieczenia autorytetu. Opat jest obowiązany dowiadywać się, co myślą bracia o sprawach wspólnych, co myśli poszczególny brat o swoich sprawach, jest obowiązany prosić Boga, by umiał spostrzec, że podwładny ma słuszność, ale nie jest obowiązany stale ustępować ze swego zdania i ma obowiązek wedle niego postanawiać, gdy jest przekonany, że jego zdanie jest słuszne. Wspólnota wybiera opata, aby nią rządził, a nie po to, aby chwiał się i ustępował ilekroć spotyka opór. Reguła żąda od opata, by kochał braci, lecz nie pobłażał wykroczeniom. Posłuszeństwo wedle Reguły jest stosunkiem obustronnym: mnich ma obowiązki względem opata, a opat względem mnicha.

Życie mnisze nie jest sprawą łatwą. Reguła ostrzega opata, że podejmuje się trudnej i uciążliwej rzeczy, a mianowicie kierować duszami i dostosowywać się do charakterów wielu ludzi. Do mnicha zaś mówi święty Benedykt, że początek drogi zbawienia jest z konieczności trudny i przypomina mu, że wybrał drogę ciasną, wiodącą do życia (RB Prolog). Są więc w klasztorach przeszkody utrudniające życie w dobrym posłuszeństwie. Przeszkodą może być postępowanie opata, jeżeli ma skłonność do zamykania się w sobie i nie utrzymywania kontaktu z podwładnymi, jeżeli odnosi się do mnichów w sposób nieuprzejmy i nietaktowny, jeżeli jest zmiennego usposobienia i kapryśny. Jeszcze gorzej, jeśli jest niesprawiedliwy. Ale być może częściej występują trudności ze strony mnichów. Mnich musi być stale gotów do posłuszeństwa, bo zawsze musi szukać Boga. Mnich ma obowiązek pomagać przełożonemu przez modlitwę w jego intencji, przez cierpliwość i posłuch – gdy się to komu nie podoba, sam sobie jest winien. Nielojalność jest zawsze zła u każdego człowieka, lecz bardziej u mnicha, który wybrał życie pod przełożonym. Na pewno pojawi się nielojalność, gdy posłuszeństwo nie jest umotywowane przez nastawienie nadprzyrodzone, stałą wolę służenia Bogu. Nielojalność mnicha względem opata jest również zła i szkodliwa jak pochlebianie opatowi. Jeżeli mnicha nie wiedzie duch wiary, to przełożony to tylko człowiek na stanowisku, z którym trzeba się liczyć i z którym można się targować. Przeciwne duchowi posłuszeństwa są: pochlebstwo, przekonywanie opata w widokach własnej dogodności, wysuwanie pretensji. Okolicznością łagodzącą przy wysuwaniu pretensji bywa chorobliwa skłonność do urojeń, że się cierpi prześladowanie.

Bywa tak, że mnich nie zamierza popełnić wyraźnego nieposłuszeństwa, lecz uchyla się od posłuszeństwa usiłując przekonać opata, że trafnie interpretował polecenie, choć wykonał je niezgodnie z tym co mu powiedziano, lub gdy mnich znajduje wymówki dla niespełnienia obowiązku, gdy stwarza rozmyślnie sytuację zmuszającą opata do wydania polecenia, jakiego podwładny sobie życzy. Najczęściej opat nie jest w stanie oprzeć się szantażowi mnicha na wpół posłusznego. Woli nie narażać się na przeprawę z podwładnym, nie mającym ochoty być posłusznym. Jest tak, gdy brak dobrej woli. Ofiara złożona w duchu pychy, lub z goryczą nie jest miła Bogu. Posłuszeństwo pełnione przez przymus nie jest posłuszeństwem benedyktyńskim. Jest to forma ukrytego buntu przeciw Bogu: mnich jest na pozór „regularny”, nie budzi jawnie zgorszenia, a wewnętrznie zacina się przeciw życiu, które Bogu ślubował.

Jest jeszcze inna postać nieudanego posłuszeństwa. Pojawia się ona wtedy, gdy mnich chce zrzucić z siebie odpowiedzialność za swoje życie duchowe, nie chce pracować nad postępem w miłości Boga, nie chce pracować walcząc ze swymi narowami, gdy jego pobożność jest bierna. Chciałby – może sobie tego nie uświadamia – aby przełożony prowadził go do nieba, jak cielę na sznurze. Taka postawa może jest nie całkiem zawiniona, być może, że popełniono błąd dopuszczając do ślubów człowieka, z którego nic nie da się wykrzesać. Z drugiej strony jednak przyjęcie takiej jednostki może być aktem miłosierdzia wobec człowieka słabego. Opat wtedy musi mieć cierpliwość i mimo wszystko szanować go, bo w, czwartym rozdziale Reguły nakazano „szanować wszystkich ludzi”, Ten nakaz nie jest wynalazkiem świętego Benedykta; świadczy tylko, że rozumiał dobrze naukę ewangelii.

Streszczając przedstawione wywody powiedzmy:

1. Posłuszeństwo monastyczne jest skutkiem wolnego wyboru.

2. Jego motywem są cnoty teologiczne wiary i miłości.

3. Wymaga ono silniejszej woli własnej, niż nieposłuszeństwo.

4. Poddanie się pod posłuszeństwo ma być rozumne jako forma przyjęcia woli Bożej i udoskonalenia własnego życia.

5. Posłuszeństwo wyzwala wielkie siły duchowe, wsparte łaską.

6. Posłuszeństwo wyzwala od niepokoju zakłócającego życie duchowe, od względów ludzkich, od niestałości pragnień, wyzwala ze złudzeń, co do własnej osoby (drugi człowiek często trafniej ocenia nasze możliwości i uzdolnienia).

7. Posłuszeństwo przyspiesza dojrzałość duchową, (jeśli nie jest cielęco bezmyślne).

8. W naszej epoce gwałtownych zmian na świecie, w epoce nadmiaru informacji i bodźców duchowych, posłuszeństwo jest tarczą przeciw zbytniemu przyspieszeniu i zagubieniu, chroni wewnętrzny pokój, który daje nam Chrystus, a którego świat dać nie może.


Bernard Turowicz OSB – urodził się 28 października 1904 roku w Przeworsku, zmarł 25 listopada 1989 roku w Tyńcu. W latach 1922-1928 studiował matematykę na Wydziale Filozoficznym UJ, w latach 1946-1950 odbył studia teologiczne. 29 stycznia 1945 roku wstąpił do zakonu Benedyktynów w Tyńcu, przyjmując imię zakonne Bernard, 31 lipca 1949 roku otrzymał święcenia kapłańskie. Stopień doktora otrzymał w 1946 roku na UJ, habilitował się w 1963 roku (Instytut Matematyczny PAN), w 1969 roku został profesorem nadzwyczajnym.

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position