Personalizm profesji monastycznej

  • 10 sierpnia 2019

Personalizm profesji monastycznej

Przed niespełna sześciu laty, w numerze benedyktyńskim ZNAKU (Nr 13 z grudnia 1980 r, s. 1563) wyraziłem w konkluzji artykułu pt. „Łańcuch Chrystusa” następujące przypuszczenie: „chyba przez chrześcijański personalizm, zaczerpnięty wprost z Nowego Testamentu, św. Benedykt jest tak sympatyczny dla dzisiejszego czytelnika”. Dziś chciałbym to swoje twierdzenie uzasadnić na nowo na innym przykładzie, mianowicie, do jakiego stopnia chrześcijański personalizm przenika pojęcie profesji monastycznej takiej, jaką widział św. Benedykt w swojej Regule.

Niejeden czytelnik – zdaję sobie z tego sprawę – może nią odnieść z pewną dozą nieufności do takiego przedsięwzięcia jak szukanie cech prądu umysłowego niedawnej daty w instytucji najstarszych zakonów. Przecież ruch mniszy swymi początkami sięga czasów chrześcijańskiej starożytności, a św. Benedykt jest postacią z czasów przełomowych między antykiem a średniowieczem. Dodajmy jeszcze do tego pokutujące jeszcze w myśleniu niejednego poglądy na masowe zamykanie w klasztorach średniowiecznych wielu ludzi bardzo młodych, nawet dzieci, a sceptycyzm wzrośnie. Odpowiadam na tego rodzaju możliwe zarzuty dwoma argumentami. Po pierwsze mam na myśli nie personalizm wieku XX–go, lecz ten który jest właściwy dla Ewangelii. Po wtóre — nie przecząc bynajmniej licznym nadużyciom wolności dzieci, ograniczanych przez wolę rodziców w sprawie obioru życia zakonnego, chcę w pełnym świetle ukazać myśl świętego Patriarchy monastycyzmu zachodniego, myśl o profesji mniszej. Czy i w jakim stopniu ta myśl była realizowana przez wiek następne to jest już kwestia inna, historyczna.

Przed profesją — dialog powołania

Wymownym przykładem więzi międzyosobowej jest każdy dialog. Jest on wręcz dziś hasłem Kościoła w jego stosunkach ze światem zwłaszcza od czasów II Soboru Watykańskiego. Słusznie Jana Pawła II określa się mianem „Papieża dialogu”. Wszystko to dziś uważamy za nasze, współczesne, aktualne i nieodłączne od personalizmu.

Międzyosobowy też charakter Objawienia Bożego został dobitnie podkreślony przez soborową Konstytucję o Objawieniu Bożym (Dei verbum). Jej pierwszy rozdział bowiem mówi o nawiązaniu dialogu ze strony Boga, który się objawia człowiekowi po to, by on z kolei przez wiarę odpowiedział Bogu. Bóg osobowy nawiązuje kontakt z ludźmi jak z przyjaciółmi, zapraszając ich do wspólnoty ze sobą przez udział w życiu samej Trójcy. W ślad za powołaniem do wiary idą także wszystkie inne powołania, bardziej szczegółowe — kapłańskie czy zakonne, według wzorów biblijnych dialogów, których jest wiele. Zakonne powołanie jako dialog przedstawił niedawno Jan Paweł II w osobnym dokumencie (adhortacja apostolska Redemptionis donum o konsekracji zakonnej). Wszystko to nam brzmi w uszach jako świeże. Reagujemy na to ciesząc się, że głównie prawnicze ujęcie ślubów, które do niedawna panowało wyłącznie w literaturze na temat życia zakonnego, ustąpiło — jak nam się zdaje — nowemu.

Tymczasem to „nowe” — zgodnie z określeniem Pańskim o wydobywaniu ze skarbca rzeczy nowych i starych (por. Mt 13,52) — okazuje się bardzo „starym”, gdyż w Prologu do Reguły św. Benedykt przedstawia nam powołanie jako dialog powołującego Boga z powołanym człowiekiem. A co przy tym znamienne, że św. Benedykt nie korzysta w tym swoim dialogu powołania z żadnego gotowego wzoru biblijnego, lecz cytaty z Pisma św. dobiera według pewnej własnej koncepcji. Można ją teraz określić jako biblijną, ale w tym szerszym znaczeniu — wykorzystania przez Świętego nie tyle poszczególnych scen powołania, ile idei przewodnich Pisma Św., znanych mu dobrze z nieustannej lektury, z owej lectio divina, która ma karmić mnicha.

Prolog Reguły jest najpierw dialogiem „Mistrza, dobrego ojca”, a więc Zakonodawcy, z „synem” czyli kandydatem do życia mniszego, ujętego jako służba żołnierska u prawdziwego Króla — Chrystusa. Ale w ramach tej apostrofy do ucznia pojawia się prędko pod piórem Patriarchy dialog między powołującym Bogiem a człowiekiem. Zaczyna go Bóg. Święty wkłada w usta Boże znane sobie słowa Boże z bardzo różnych kart Pisma św. Ten pouczający zestaw warto tu przytoczyć w całości. Otwiera go prawdziwie żołnierska pobudka wzięta ze św. Pawła: „Nadeszła godzina powstania ze snu” (Rz 13,11). Owa „godzina” — tyle co otwarta przez Boga szansa zbawienia — tutaj otrzymuje na tle całości zbawczego planu pewne szczególne zastosowanie. Jest to zachęta do wykorzystania wezwania Bożego do spędzenia życia, czy reszty życia, jak najbardziej sensownie. Następnie przytoczone są słowa zachęty z psalmu – „Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych” (Ps 95 [94], 3). A zatem po wstępnym stwierdzeniu doniosłości chwili następuje już zew ze strony samego Boga, wzmocniony nowym cytatem tym razem z Apokalipsy: Kto ma uszy (zdolne słyszeć), niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów (Ap 2,7n.). Po tych dwóch apelach Bożych o nasłuchiwanie głosu następuje wskazanie przedmiotu zachęty wraz z jej uzasadnieniem, przy czym mówią jednocześnie oba Testamenty: Pójdźcie, synowie, słuchajcie Mnie, nauczę was bojaźni Pańskiej (Ps 34 [33], 12); Biegnijcie, dopóki macie Światłość życia aby ciemności śmierci was nie ogarnęły (J 12,35). Cel powołania staje się jeszcze wyraźniejszy w następnym urywku, który brzmi:

Pośród licznego tłumu, któremu Pan mówi te słowa, szuka On sobie współpracownika (operarium, dosłownie za Pismem: „robotnika”) i raz jeszcze powtarza: „Któż jest człowiekiem, co miłuje życie i pragnie dni, by zażywać szczęścia? (Ps 34 [33], 13).

Jeśli słysząc to, odpowiesz: „Ja”, rzecze ci Bóg:

„Skoro chcesz mieć prawdziwe i wieczne życie, «powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi. Odstąp od złego czyn dobro: szukaj pokoju, idź za nim» (Ps 34 [33], 16). Gdy to uczynisz oczy Moje zwrócone będą ku tobie, a uszy Moje otwarte na prośby twoje. I zanim Mnie wezwiesz, powiem: «Oto jestem” (Iz 58,9)”Cóż dla nas milszego, bracia, najdrożsi, na to zaproszenie? Oto w swej łaskawości Pan sam ukazuje nam drogę życia”.

Kolejne wnioski praktyczne, sformułowane znów biblijnie jako „przepasanie bioder” (Ef 6,14) na chwilę przerywają dialog, ale zaraz powraca do niego św. Benedykt:

Lecz zapytajmy Pana razem z Prorokiem: Kto będzie przebywał w Przybytku Twym, Panie, kto zamieszka na Twojej świętej górze? (Ps 15 [14], 1). A zapytawszy słuchajmy, bracia, jak Pan odpowiada i ukazuje nam drogę do swego przybytku mówiąc: Ten, kto postępuje bez skazy, działa sprawiedliwie, a mówi prawdę w swym sercu i nie rzuca oszczerstw swym językiem; ten, który nie czyni bliźniemu nic złego i me ubliża swemu sąsiadowi (Ps 15 [14], 2—3). A gdy diabeł mu coś doradza, odtrąca go razem z jego podszeptami daleko od swego serca i od razu wniwecz obraca wszelkie zamysły złego ducha a rodzące się w mm pokusy rozbija o Chrystusa (jak o skałę) (por. Ps 137 [136],9).

Następują dalsze wnioski w sprawie podjęcia nowego stylu życia, po dokonaniu prawdziwego nawrócenia. Wszystkie te wnioski są biblijnymi cytatami, które kończy św. Benedykt przytoczeniem konkluzji Kazania na górze z jej przenośnią budowania na skale, nie na piasku (por. Mt 7,24-25).

W dotychczasowym dialogu uczeń wyraził tylko jednym słowem „Ja” swoją gotowość szukania Boga. Po dialogu słów ma nastąpić teraz dialog egzystencjalny czynów zgodnych z programem Bożym. To od strony człowieka ma nastąpić, Bóg zaś: „aby wszystko doprowadzić do końca, oczekuje codziennie, że będziemy odpowiadać czynami na te Jego święte napomnienia” (RB Prol 35).

Otóż jak widać z Prologu do Reguły, który ją zarysowuje w tym, co najistotniejsze, można ją określić słowami św. Jakuba: „doskonałe Prawo wolności” (Jk 1,25). Przeciętna opinia o życiu mniszym jest inna: wielu wydaje się ono nieznośną niewolą. Widzi się bowiem w niej tylko szereg obowiązków i zakazów, których sensu się nie rozumie. Tymczasem wszystkie te ograniczenia są tego rodzaju, że wyzwalają człowieka z najgorszej niewoli, jaką mu narzuca egocentryzm. Warunkiem wyzwolenia jest konsekwentnie prowadzić z Bogiem dalej dialog czynów: „kto wytrwa w nim, ten nie jest słuchaczem skłonnym do zapominania, ale wykonawcą dzieła; wypełniając je, otrzyma błogosławieństwo (Jk 1,25). Słyszeć poprawnie głos Boży i słuchać Jego dyktowanych miłością wymagań — oto zadanie mnicha według Reguły. „Powołanie jest prawidłową relacją między słowem wypowiedzianym a daną na nie odpowiedzią” (H. van Zeller, The Holy Rule, New York 1958, s. 1-2). Jest zatem na wskroś personalistycznym odniesieniem do Boga osobowego.

Profesja wolną decyzją

Według Reguły mistrz nowicjatu ma znaleźć w swoich podopiecznych zestaw postaw moralnych i ascetycznych, które by stwierdziły uprzedni zew Boży będąc same właśnie odpowiedziami na niego. Ale nie jest to jedyne doświadczenie. Również i kandydat — nowicjusz — ma siebie doświadczać, czy „nie zmieni zdania” (dosłownie: steterit — będzie stał na tym samym stanowisku). Urywek rozdziału 58 Reguły „O zasadach przyjmowania braci” (De disciplina suscipiendorum fratrum) uderza nas dzisiaj ciągłym apelowaniem do wolności wyboru i do świadomej decyzji w sprawę złożenia profesji.

Przytoczmy tu najbardziej znamienne zwroty:

Zupełnie odwrotnie, niż zazwyczaj to się czyni w dzisiejszych akcjach powołaniowych: „należy mu z góry przedstawić wszystkie rzeczy trudne i przykre, przez które musimy przejść, aby dojść do Boga” (58,8). Dojrzała decyzja bowiem wymaga wpierw wszechstronnej orientacji we wszystkich pro i contra, z jakimi winien się liczyć kandydat na mnicha.

Po dwóch miesiącach próby i ponownym odczytaniu Reguły: „powiedzą mu: Oto prawo, pod którym chcesz walczyć. Jeśli możesz je zachować, wstąp; jeśli zaś nie możesz, odejdź wolny” (58,10). Mamy tu wierne echo ewangelicznego dialogu: „Jeśli chcesz być doskonały ” (Mt 19,21).

Kolejne skrutynium po pół roku: ponowne odczytanie Reguły, „aby wiedział, na co się decyduje” lub „czego się podejmuje”. Z łaciny dosłownie należałoby przetłumaczyć słowo ingreditur przez: „do czego wstępuje” (58,12). „Jeśli nadal nie zmieni zdania, po czterech miesiącach ponownie zostanie mu odczytana ta sama Reguła” (58,13). Tak wciąż ze sobą przeplatają się lektura samej litery prawa zakonnego i własne doświadczenia życia tak osobistego, jak wspólnotowego.

Za czasów św. Benedykta nowicjat był roczny, a profesja następowała po roku od razu wieczysta, nieodwołalna. Dziś Kościół mając wiekowe doświadczenia chce przedłużenia okresu próby w życiu zakonnym w imię podjęcia decyzji świadomej i dojrzałej. A i to czasem zawodzi…

Stojący wobec profesji ma secum deliberare, tj. „rozważyć w duszy” i dzięki „doskonałej rozwadze” (58,14) podjąć decyzję odpowiednią do wagi całej sprawy. Św. Benedykt do tej chwili liberalny zmienia ton: „nie wolno mu od tego dnia opuszczać klasztoru, nie wolno mu też strząsnąć z karku jarzma Reguły”. Skąd ten ton kategoryczny? Uzasadnienie Świętego liczy się z godnością osoby ludzkiej: „skoro po tak długiej rozwadze (deliberatio!) wolno mu było albo odmówić albo przyjąć” (58, 16). Znamienna dla Reguły powaga tu się ujawnia w całej pełni: Bóg człowieka traktuje na serio, odpowiedź wolnej osobowości ludzkiej musi być też dana i zatwierdzona na serio. Stąd „szydzi” z Boga (58,18), kto słowa nie dotrzymuje.

Znamienne szczegóły samej profesji

Dialog powołania znajduje swój wyraz także w samym sposobie składania profesji, jak świadczą dwa zarządzenia Reguły:

„Swemu przyrzeczeniu nada formę prośby (petitio) zwróconej do Świętych, których relikwie się tam znajdują, jak również do aktualnego opata” (58,19).

Kościół triumfujący wraz z pielgrzymującym są proszeni o wstawiennictwo w chwili, gdy nowa forma bycia w Kościele ma się zacząć dla tego profesa.

„Dokument ten powinien napisać własnoręcznie… i własnoręcznie położy na ołtarzu” (58,20).

Podkreślona odpowiedzialność osobista w tym szczególnym akcie oddania się Bogu ma się połączyć z tym, co się dzieje na ołtarzu — z ofiarą eucharystyczną.

Kolejny przepis ukazuje znów dialog kandydata:

„Gdy tylko go położy, zaraz sam zacznie werset: Przyjmij mnie, Panie, według Twej obietnicy, a żyć będę. I nie zawiedź nadziei mojej (Ps  119 [118] 116 Wig). Werset ten powtórzy trzykrotnie cała wspólnota dodając jeszcze Chwała Ojcu” (58, 21—22).

Profesja przechodzi w modlitwę błagania szczególnie ufnego, bo opartego na poprzedniej Bożej obietnicy, na tym wszystkim, co w dialogu mówił najpierw Bóg wzywający swego sługę, wzywający do życia w większej niż dotąd bliskości z Nim. Jak w akcie ślubów pisanym została uwzględniona wspólnota Kościoła, tak i tutaj ma się ona wyrazić we wspólnym akcie liturgicznym. Werset psalmu podejmie chór współbraci. Każdy z nich przy tym niejako odnowi — przynajmniej w przeżyciu — swoja miniona już profesję uroczystą.

Werset ten pochodzi, jak wiadomo, z najdłuższego psalmu, tego, który owiany jest już duchem właściwym dla Nowego Przymierza: psalmista wyraża w nim na wiele sposobów swoją miłość do woli Bożej, wyrażonej w Prawie. Psalm z punktu widzenia budowy jest alfabetyczny, tzn. każda z sekcji 8–wierszowych zaczyna się od kolejnej litery alfabetu hebrajskiego a nadto nosi cechy jakiegoś poszczególnego hasła czy tematu. Nasz werset Suscipe jest z kolei czwartym w sekcji samek, która ukazuje postawę psalmisty wobec ludzi chwiejnych. Byli to w jego czasach naśladowcy tych Izraelitów z czasów Eliasza, którym prorok zadał drastyczne pytanie na górze Karmel: Dopókiż będziecie chwiać się na obie strony? Jeśli Jahwe jest Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu! (1 Krl 18,21). Psalmista o jeden wiersz wyżej deklaruje z mocą: „Odstąpcie ode mnie złoczyńcy, strzec będę przykazań Boga mojego”. Jest to wzór postawy mnicha, który się „nawraca” w sensie zerwania z dotychczasowym stylem życia na świecie. Ale w samych słowach profesji, skierowanej już do powołującego go Boga, liczy na Jego niezbędną pomoc. Fundamentem jego nadziei jest Bóg przymierza, Bóg obietnicy uprzednio danej. Neoprofes apeluje więc do uprzednio danego sobie charyzmatu, a ujmując personalistycznie, jak sugeruje forma modlitwy, do jego Dawcy. Zwykłym terminem prawno–moralnym na oznaczenie tego aktu — to śluby. Termin ten dobrze oddaje zobowiązanie ze strony człowieka, analogiczne do innych zobowiązań, jak jest np. przy zawarciu małżeństwa, krótko określanego mianem „ślubu”. Tradycja jednak monastyczna woli używać terminu „profesja”, mówi on bowiem o tym akcie coś więcej, niż mówi samo ślubowane zobowiązanie. Profes na tle reprezentacji Kościoła (przełożony, wspólnota) oświadcza, jaka jest jego odtąd nowa więź z Bogiem. Przy tym do Boga kieruje nie tylko akt woli, ale i prośbę o wytrwanie do końca w tym stylu życia, do jakiego go powołał Bóg w Kościele.

Od chwili profesji

Akt profesji spoczywający na ołtarzu mówi nie tylko o już wyżej wspomnianym połączeniu ofiary człowieka z ofiarą Chrystusa Pana, o zupełnym zawierzeniu Bogu, który powołuje. Ten dozgonny węzeł z Bogiem, brany do końca na serio, tłumaczy jednocześnie to mocne zdanie św. Benedykta: „Od tego dnia nie wolno mu rozporządzać nawet własnym ciałem” (58,25). Z pozoru brzmi to jak określenie najgorszej niewoli. A jest to w rzeczywistości znak uzyskania największej wolności, do jakiej nas wyzwolił Chrystus, sam wpierw przyjąwszy postać Sługi (Flp 2,7). Ten paradoks, ta rzekoma sprzeczność między pojęciami „wolność” a „uzależnienie”, znajduje rozwiązanie w tym, że św. Benedykt ze swoim pojęciem profesji reprezentuje personalizm właśnie chrześcijański, może nawet dokładniej: Chrystusowy. Daleko, do końca idące uzależnienie ma swoją rację w miłości Chrystusa, dlatego nie ma w sobie nic z serwilizmu. Ta miłość Chrystusa, nad którą nie można niczego przekładać” (4,21), skłania do naśladowania posłusznego Pana. Taki jest wyraźnie motyw uzależnienia od woli opata przez posłuszeństwo. Piąty rozdział Reguły traktujący o posłusznych tak mówi: „Tacy ludzie niewątpliwie naśladują owo Pańskie zdanie: Nie przyszedłem pełnić wolę moją, lecz tego, który Mnie posłał” (J 6,38 z małą zmianą w: 5,13). Podobnie mówi rozdział VII o pokorze: „Trzeci stopień pokory osiąga ten, kto z miłości do Boga poddaje się przełożonemu z całym posłuszeństwem naśladując Pana, o którym Apostoł mówi: Stał się posłuszny aż do śmierci” (Flp 2,8 w 7,34). Takie naśladowanie z miłości, która me jest samym uczuciem, lecz rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego (Rz 5,5), jest szeregiem aktów wolnych, godnych osoby ludzkiej. Gdzie jest Duch Pański — tam wolność (2 Kor 3,17).


Augustyn Jankowski OSB (ur. 14 września 1916 w m. Złotoust na Uralu, zm. 6 listopada 2005 w Krakowie), właściwie Bogdan Jankowski – benedyktyn, opat tyniecki, biblista, redaktor naukowy Biblii Tysiąclecia, członek Papieskiej Komisji Biblijnej Kongregacji Nauki Wiary, doktor honoris causa PAT. Autor wielu publikacji z dziedziny biblistyki, m.in. Aniołowie wobec ChrystusaBiblijna teologia czasuBiblijna teologia przymierzaDwadzieścia dialogów JezusaRozmowa o Apokalipsie.

Rekolekcje „Oddychać Imieniem”

Modlitwa Jezusowa jest starożytną praktyką modlitewną, która pomaga każdemu i w każdej chwili żyć w łączności z Panem Bogiem. Jej prostota i głębia sprawiają, że nie ma miejsca, sytuacji, stanu, zawodu, który uniemożliwiałby otrzymanie daru modlitwy nieustannej. Drogą do niej jest wierne i wytrwałe przyzywanie Imienia Jezus. „Niech pamięć o Jezusie złączy się z twym oddechem, a wówczas poznasz pożytek wyciszenia” — powiada św. Jan Klimak. Do praktyki tej modlitwy chcemy zaprosić zarówno tych, którzy ją znają, jak i tych, którzy jej nie doświadczyli / Brunon Koniecko OSB /

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position