Pamięć o bliźnim i pamięć o Bogu…

  • 12 lipca 2019

Pamięć o bliźnim i pamięć o Bogu…

Tym, co może najbardziej uderzać u Ojców, jest ich nacisk na pewną powściągliwość względem sądów o Panu Bogu. Ukryty jest tutaj bez wątpienia pewien paradoks: z jednej strony Bóg nie schodzi z ich ust, a z drugiej niezwykle mocno jest podkreślone, że nie godzi się i pod żadnym względem nie wolno mówić, kim Bóg jest. Czytamy u Ewagriusza:

Nie mów o Bogu nierozważnie i nigdy nie definiuj Bóstwa. Definicje bowiem są właściwe bytom stworzonym i złożonym.

Właśnie, stworzonym i złożonym, podczas gdy Bóg jest odwieczny i prosty, zatem absolutnie Inny i wymykający się naszym pojęciom, które zamiast opisywać rzeczywistość raczej ją miażdżą, jak to poetycko określa jeden ze współczesnych autorów.

W literaturze pustyni pewnego rodzaju dystans wobec Pana Boga jest jednym z najczęstszych paradoksów. Z jednej strony mamy do czynienia z ludźmi, którzy byli „zdominowani” przez Boga (nie przez przypadek określa się Ojców jako „pijanych Bogiem”); z drugiej zaś mamy daleko idącą powściągliwość w mówieniu o Nim, jak gdyby poprzez zażyłość z Nim wyrzekali się określania jakichś pewników na Jego temat poza tymi, które dostarcza nam Credo.

To pociągało odpowiedni stosunek do wizji. Kiedy czytamy najstarszą literaturę monastyczną, wizje spotykamy dość rzadko. Ojcowie czynią cuda (które jednak mają być przede wszystkim znakiem zewnętrznym ich wielkiej świętości), a jeśli widzą coś „spoza tego świata”, to są to przepoczwarzone demony. Chrystus nie pojawia się; a nawet jeśli to czyni, to pod osłoną znaku.

Opowiadano o innym starcu, iż przebywając w celi i znosząc pokusy, wyraźnie widywał demony i okazywał im wzgardę. Gdy diabeł zobaczył, że starzec pokonał go, przybył i ukazał mu się mówiąc: „Jestem Chrystusem”. Starzec zobaczywszy go zamknął oczy. Diabeł powiedział: „Jestem Chrystusem, dlaczego zamykasz oczy?” Starzec odparł: „Nie chcę tu oglądać Chrystusa, lecz w życiu przyszłym”. Gdy diabeł to usłyszał, zniknął.

O wiele ważniejsze było to, co Ojcowie określali jako theoriai, czyli kontemplacja: wpierw natury stworzonej, cielesnej, niecielesnej i wreszcie samej Trójcy. W samym słowie kryje się aluzja do patrzenia, jednak w kontekście trzeba położyć pewnego rodzaju utożsamienie pomiędzy widzeniem i zrozumieniem. W istocie bowiem, jeśli się czegoś nie zrozumie, zobaczyć to w natłoku obrazów cisnących się do naszej głowy jest bardzo trudno. Tutaj powtórzymy uwagę dotyczącą charakteru „myśli”, wyobrażeń: chodzi w nich o wmówienie nam fałszywego obrazu rzeczywistości, w tym wypadku fałszywego obrazu Pana Boga.

To ubóstwo ducha stanie wobec Niewyrażalnego, miało to dość praktyczny wymiar w ich życiu, kiedy powstrzymywali się od osądu innych braci, surowo sądząc samych siebie wobec Bożego majestatu i powierzając się Jego miłosierdziu.

Powściągliwość w mówieniu o bliźnim. Miłosierdzie i łagodność.

W nauce Ojców ważną rolę zajmuje katecheza na temat osądzania braci i właściwego budowania relacji z nimi. Wydaje się, że można wyróżnić dwa zasadnicze elementy tej nauki: wolność wobec opinii innych o nas oraz powstrzymanie się od osądzania współbraci.

O tym pierwszym aspekcie mówi nam apoftegmat abba Makarego Wielkiego. Przytaczamy go w całości, ponieważ trudno nie ulec temu sugestywnemu obrazowi.

Pewien brat przyszedł do abba Makarego Egipcjanina i prosił go: „Abba, powiedz mi słowo, jak mógłbym się zbawić?” Starzec mu rzekł: „Idź do grobowca i lżyj umarłych”. Brat więc poszedł, lżył ich i ciskał kamieniami, a potem wrócił do starca, ten zaś go zapytał: „Nic ci nie odpowiedzieli?” – on odrzekł: „Nic”. Starzec na to: „Idź znowu jutro i wychwalaj ich”. Brat poszedł i chwalił ich, mówiąc: „O wy święci i sprawiedliwi, apostołowie!” – a potem wrócił do starca i oznajmił mu: „Wychwalałem”. Starzec spytał: „I nic ci nie odpowiedzieli?” Brat na to: „Nic”. Rzekł mu starzec: „Widzisz, tak ich lżyłeś, a oni na to nie odpowiedzieli ani słowa, a potem tak ich wychwalałeś, a oni i na to nic: otóż tak samo i ty, jeżeli chcesz być zbawiony, stań się umarły. I nie przejmuj się ani krzywdami, ani ludzkimi pochwałami, jak ci umarli: w ten sposób będziesz mógł się zbawić”.

Ten jakże paradoksalny tekst można interpretować nawet w duchu wrogim Ewangelii. Z jednej strony bowiem mamy przykazanie miłości bliźniego, a z drugiej jest przypisany jednemu z największych mnichów z IV w. W istocie jednak Makary przypomina starą prawdę, że ludzie wiedzą o nas niewiele a ich osąd nie jest w stanie wychwycić tego, kim rzeczywiście jesteśmy. Makary w jakiś sposób nawiązuje do starej, jeszcze pogańskiej idei apatheia, czyli beznamiętności, wolności od gniewu, pożądań i smutku (można powiedzieć, że szczególną interpretacją tej idei była teoria ośmiu rodzajów złych myśli, którą właśnie omówiliśmy).

Chcielibyśmy zwrócić jeszcze uwagę na dwa elementy tego tekstu.

Jeśli wczytamy się uważniej w słowa Makarego, mogą wydać się przerażające. Makary mówi: „jeżeli chcesz być zbawiony, stań się umarły”. Oczywiście mamy tu aluzję do nauki św. Pawła z Listu do Rzymian i chrztu ukazanego za pomocą obrazu śmierci (Rz 6). Wydaje się, że istotnie chodzi tutaj o umieranie. Wyrzeczenie się układów (skąd my to znamy) i zasad gry, które obowiązują w różnych środowiskach, może być czasami czymś na kształt śmierci społecznej.

Po wtóre spójrzmy na pojawiający się często element pewnego ćwiczenia, w które ojcowie angażują wszystkie elementy: ciało, świadomość, duszę, mowę itd. Jest to jeden z aspektów ich askesis (gr. ćwiczenie, stąd polskie asceza). Uczeń musi lżyć zmarłych w ich grobowcach. Mimo całej sympatii dla Ojców i zaufania, jakim ich się darzy, trudno znaleźć dziś jakiegoś kierownika duchowego, który stosowałby równie spektakularne metody. Inna sprawa, w jaki sposób opisalibyśmy dany typ zachowań w relacji z symbolicznymi czynami takich proroków jak Izajasz czy (zwłaszcza!) Ezechiel ? W każdym bądź razie czynności te miały zawierać jakieś przesłanie profetyczne; w tym duchu, jak się zdaje, zostały też zadane uczniom do ćwiczenia (tym bardziej, że proroctwo to po prostu właściwa ocena rzeczywistości).

Przejdźmy do drugiego aspektu: powstrzymywania się od osądzania.

Wątek ten w literaturze monastycznej jest bardzo rozbudowany. Jeśli Ojcowie czegoś nie potrafią znieść, to chyba jedynie samozwańczych sędziów braci. Doroteusz na przykład chciał, aby jego uczniowie w ogóle zawsze brali winę na siebie. To trochę tak jak u Leśmiana.

Winnych wskazać potrafię!… I nikt się nie broni!…
I ten – i ta – i ów!…
I ja sam! Ja – najbardziej, choć wiem, że i oni!
I ja – i oni znów…

Ewagriusz, podczas jakiejś niebiańskiej wizji, miał otrzymać przykazanie zachowania łagodności wraz z obietnicą, że jeśli zachowa ów nakaz, to cały świat będzie mu poddany. Ten brak osądu brata owocował dwojako: po pierwsze przygotowywał kolejnego Ojca dla współbraci (jak pamiętamy, wolność od gniewu jest fundamentalnym warunkiem rozwoju życia duchowego); po wtóre w samą wspólnotę wprowadzał nieco więcej pokoju. Pewną pokusą przy rozważaniu tego aspektu nauki Ojców jest pewne uproszczenie; mianowicie możemy sobie pomyśleć, że chodziło tu o zaciskanie zębów wobec ludzkiej głupoty czy nikczemności. Otóż nie. Dla Ojców ten jest łagodny, kto rozumie. Jeśli ktoś nie rozumie współbrata, nie zdaje sobie sprawy z przyczyn jego postępowania, które mogą być przecież różne, czasami irracjonalne, ten nie będzie łagodny, ale obłudny.

Tekstów, które mówią na ten temat jest bardzo dużo. Zacytujmy jeden z nich.

Opowiadano o abba Makarym Wielkim, że stał się, jak napisano, na ziemi jako Bóg: bo jak Bóg ochrania świat, tak abba Makary osłaniał winy ludzi, na które patrzył jakby nie widząc i słuchał o nich jakby nie słysząc.

Powróćmy na chwilę do cytowanego wyżej apoftegmatu, w którym czytaliśmy, jak to młody mnich na polecenie tegoż Makarego lżył i wychwalał umarłych na cmentarzu. Tekst, który porównuje stosunek Makarego do ludzkich grzechów, do tego, co robi Bóg, jest w pewnym sensie przypisem, wyklarowaniem tamtej nieco makabrycznej historii cmentarnej: Makary, wyzwolony z uzależnienia się od ludzkiej opinii, plotek i pomówień, okazuje się być tym właśnie, który jest w stanie dźwignąć winy współbraci bez gorszenia się i niszczenia słabszych od siebie. Miłosierdzie, łagodność wobec bliźnich jest tym, co upodabnia nas do Boga. Makary osłaniał winy ludzi. Przychodzi nam na myśl definicja miłosierdzia z encykliki „Dives in misericordia”, że miłosierdzie to takie spojrzenie na ludzką biedę, która spod wszelkiego zła wyciąga na światło dzienne głęboko ukryte dobro. Tymczasem pamięć o złu, wyrzeczenie się przebaczenia, chowanie urazy, są stanami, które nas niszczą i oddzielają od wspólnoty z Bogiem.

Powiedział abba Makary: „Jeżeli wspominamy zło, któregośmy doznali od ludzi, osłabiamy w sobie pamięć o Bogu; ale jeżeli wspominamy zło doznane od szatanów, stajemy się nie do zranienia”.

Pamięć o bliźnim i pamięć o Bogu… W ten właśnie delikatny sposób wielki pustelnik egipski przypomina nam o jednym przykazaniu miłości: Boga i bliźniego.

O. dr Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position