O dobrej gorliwości, jaką mnisi mieć powinni

  • 5 września 2019

O dobrej gorliwości, jaką mnisi mieć powinni

Podobnie jak istnieje zawziętość zła i gorzka, która oddala od Boga i prowadzi do piekła, tak jest i gorliwość dobra, która oddala od grzechów, a prowadzi do Boga i do życia wiecznego.

Jak pokazuje życie, prawdziwy wybór miłości wymaga bardzo mocnego zdecydowania. Przez takie doświadczenie musi przejść każdy z nas. Niezależnie od tego, czy żyjemy w rodzinie, czy w klasztorze, czy wchodzimy do jakiejkolwiek wspólnoty życia, jeżeli nasze życie w niej ma być życiem w miłości, musimy tę miłość nieustannie zdecydowanie potwierdzać. W przypadku małżeństwa, które jest fundamentem rodziny, zdecydowanie to przyjmuje formę ślubu miłości i wytrwałości w niej aż do śmierci. Istnieje bardzo dużo czynników rozbijających wzajemną więź. Po pierwsze każdy z nas jest w jakimś stopniu egocentrykiem i dlatego w konkretnych sytuacjach kieruje się subiektywnymi mniemaniami, często lękiem o siebie lub chęcią forsowania swoich wyobrażeń. W zderzeniu z drugim, który ma swoje własne wyobrażenia i oczekiwania, nieuchronnie prowadzi to do konfliktów. Kiedy nałoży się na to uparte trzymanie się własnych racji, dochodzi do wzrastania niechęci aż po wzajemną nienawiść. Niestety tak czasem się dzieje.

Istnieją jeszcze obawy o bycie zdominowanym przez kogoś innego, poczucie zagrożenia czy poniżenia, kompleks niższości, rozbieżności w poglądach na rozmaite tematy, zazdrość, urazy itd. Świadomość czynników rozbijających więź miłości wskazuje na potrzebę zdecydowanego przeciwstawienia się im. W tekście łacińskim użyte jest w tym celu słowo: zelus na wyrażenie zarówno „zawziętości” złej, jak i „gorliwości” dobrej. Oznacza ono uparte, a właściwie „zawzięte” trzymanie się czegoś, co jest w życiu najważniejsze i rozstrzygające. Bez takiego zdecydowania się na wytrwałe trzymanie się miłości trudno rzeczywiście utrzymać właściwą więź we wspólnocie. Wcześniej św. Benedykt mówił o zdecydowaniu, jakie jest potrzebne w „wyrzekaniu się własnych chęci”. Bez tego zdecydowania potrafią one nas całkowicie zniewolić, przez co nie będziemy zdolni pójść za Chrystusem. O ile w naszym życiu wewnętrznym rozstrzygające jest zdecydowane odrzucenie własnych chęci, o tyle w wymiarze życia wspólnotowego zdecydowanie się na „życie w żarliwej miłości wzajemnej”:

Ta więc właśnie gorliwość niechaj wyróżnia mnichów w ich życiu żarliwej miłości tak, aby w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali . Niech słabości swoje duchowe i cielesne znoszą cierpliwie. Niech prześcigają się nawzajem w posłuszeństwie. Niechaj nikt nie szuka tego, co uważa za pożyteczne dla siebie, lecz raczej tego, co dla drugiego.

Owo zdecydowanie musi przyjąć odpowiedni kształt oraz konkretne zasady życia. W małżeństwie, które jest sakramentem miłości, wyraża się ono ślubem: „ślubuję ci miłość, wierność, uczciwość małżeńską i to, że cię nie opuszczę aż do śmierci”. Nawet w naturalnym związku miłości pomiędzy kobietą i mężczyzną musi się pojawić takie zdecydowanie, gdyż inaczej miłość wzajemna ma małe szanse na przetrwanie. Tym bardziej jest ono konieczne w grupie ludzi, którzy przecież nie wybierali sobie innych do wspólnoty, nie wybierali do niej przyjaciół, ale przyjmują ją taką, jaką zastają i następnie takich ludzi, jacy do niej przychodzą. W tym przypadku pojawia się o wiele więcej „racji” i „powodów”, dla których możemy mieć „słuszne” pretensje do innych, że nie są takimi, jakimi powinni być i nie robią tego, co powinni robić. Ponadto bardzo łatwo w tym przypadku o znalezienie słusznych pretensji do nich. Szatan, „oskarżyciel braci” (zob. Ap 12,10), usilnie pracuje nad tym, aby nam nigdy takich pretensji nie brakło. Gorliwość w „życiu żarliwej miłości” w istocie jest w tym kontekście nieustanną walką z pokusą szatańską noszenia pretensji do braci.

O zasadach życia wspólnego mówił w Ewangelii Pan Jezus. Natomiast w formie krótkich wskazań zapisał je św. Paweł. Święty Benedykt, idąc za starszą tradycją monastyczną, właściwie tylko przypomina te zasady św. Pawła. W Liście do Filipian we wstępie do Hymnu o kenozie pisał on:

[Zaklinam was] przez wszystko, co może być wezwaniem gorącym w Chrystusie, co może być umiejętnością przekonywania w Miłości, co może być komunią Ducha, co może być serdecznym współczuciem, napełnijcie mnie radością przez to, że będziecie mieli to samo nastawienie, tę samą miłość, tę samą duszę, to samo dążenie, nie czyniąc nic dla postawienia na swoim albo dla próżnej sławy, lecz w pokorze uważając jedni drugich za ważniejszych od siebie, nie szukając własnej korzyści, ale każdy korzyści innych. Miejcie w sobie to samo nastawienie, jakie miał Chrystus Jezus (Flp 2,1–5).

Ten gorący apel św. Pawła niewątpliwie w nieco innej formie wyraża to, co najważniejsze w życiu wspólnym. Jego „zaklinam was” odpowiada apelowi o „zawziętość w dobru” św. Benedykta. Podobnie jak św. Paweł uważa, że trzeba przy takim wyborze w pokorze uważać jedni drugich za ważniejszych od siebie, tak św. Benedykt uważa, aby przejawiając takie zdecydowanie „w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali”. Podobnie w naszym myśleniu nie możemy ulegać tendencji egocentrycznej i koncentrować się na sobie, lecz troszczyć się także o innych.

W Liście do Kolosan św. Paweł, mówiąc bardziej systematycznie o zasadach życia we wspólnocie chrześcijańskiej, pisze o właściwym nastawieniu wzajemnym:

Jako więc wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne współczucie, w dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość, znosząc jedni drugich i wybaczając sobie nawzajem, jeśliby ktoś miał coś do zarzucenia drugiemu: jak Pan wybaczył wam, tak i wy. Na to zaś wszystko [przywdziejcie] miłość, która jest spoiwem doskonałości. A w sercach waszych niech panuje pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni. Słowo Chrystusa niech w was mieszka w [całym swym] bogactwie: z całą mądrością nauczajcie i napominajcie siebie, psalmami, hymnami, pieśniami pełnymi ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach. A cokolwiek mówicie lub czynicie, wszystko [niech będzie] w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego (Kol 3,12–17).

Ten tekst mówi o fundamentalnych zasadach życia w każdej wspólnocie chrześcijańskiej, zarówno rodzinnej, jak i we wspólnotach zakonnych. W swoim testamencie św. Benedykt właściwie przypomina o tych zasadach, bo tylko we wspólnocie, gdzie są one przestrzegane, następuje prawdziwe wzrastanie w Chrystusie.

Niech darzą się wzajemnie czystą w intencji miłością braterską. Niech Boga boją się dlatego, że Go miłują. Opata swego niech kochają miłością szczerą i pokorną. Niech nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa, który oby nas razem raczył doprowadzić do życia wiecznego.

Jedyną szkołą służby Pańskiej jest szkoła wzajemnej miłości. Wszystko inne ma wartość jedynie o tyle, o ile prowadzi do miłości. W miłości bowiem zawiera się samo życie. W wielu miejscach Reguły św. Benedykt mówi o bojaźni Bożej, a nawet o potrzebie lękania się w świadomości stania przed straszliwym sądem Bożym. W tym rozdziale pokazuje, że sensem bojaźni jest miłość. Sama bojaźń bez miłości mogłaby nas niszczyć.

W miłości trzeba się ćwiczyć i na co dzień podejmować jej postawy. Miłość do opata polega przede wszystkim na posłuszeństwie. Ale i w tym przypadku nie może się ono sprowadzić do formalnego wykonywania poleceń. Prawdziwe posłuszeństwo wyrasta z „miłości szczerej i pokornej”. I takie posłuszeństwo daje nam prawdziwy wzrost. Takie było, jak już na to wskazywaliśmy, posłuszeństwo Jezusa Chrystusa względem Ojca: niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał (J 14,31).

Na koniec św. Benedykt wypowiada ostatnią i kluczową zasadę: „Niech nic nigdy nie będzie dla nich ważniejsze od Chrystusa”. Nawiązuje ona do zawartego w Prologu adresu:

Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa (Prol 3).

Na samym początku Reguły św. Benedykt mówi o potrzebie słuchania mistrza. Tym mistrzem wpierw i zasadniczo jest Chrystus. Każdy konkretny mistrz na ziemi jest jedynie Jego zastępcą, jak o tym wprost mówi Reguła w odniesieniu do opata. Ważność Chrystusa nie sprowadza się jedynie do wymiaru posłuszeństwa Jego nakazom. W 4. rozdziale Reguły czytamy: „Niczego nie przedkładać nad miłość Chrystusa” (RegBen 4,21). Chrystus powinien być centrum naszego życia i to przede wszystkim zmartwychwstały Chrystus, który żyje w swoim Kościele, który jest Jego ciałem. Z tej zasady wyrasta właściwa hierarchia oceny wartości podejmowanych działań. Najwyżej ocenia się liturgię, czyli służbę Bożą, gdzie najpełniej obecny jest cały Chrystus. Potem dopiero inne czyny. W każdym z nich jednak powinniśmy być otwarci na Chrystusa.


Fragment książki Komentarz do Reguły św. BenedyktaO autorze: Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: Podstawy duchowości lidera (2011), Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia (2014), Duchowe dylematy lidera (2017). 

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position