Niechaj bracia będą posłuszni sobie nawzajem

  • 12 września 2019

Niechaj bracia będą posłuszni sobie nawzajem

Rozdział 71 Reguły, także należący do tzw. „Testamentu” św. Benedykta, ukazuje wartość samego posłuszeństwa w życiu duchowym i we wspólnocie.

Wszyscy powinni okazywać posłuszeństwo, które jest wielkim dobrem, nie tylko samemu opatowi, lecz w tymże duchu bracia niechaj będą posłuszni także sobie nawzajem wiedząc, że właśnie drogą posłuszeństwa mają iść do Boga.

Taka była droga życia Jezusa Chrystusa. Podobnie posłuszeństwo było drogą życia Najświętszej Maryi Panny. Niech mi się stanie według słowa twego (Łk 1,38) wypowiedziane do anioła stało się programem Jej życia. Posłuszeństwo jest dobrem, w którym człowiek przekracza siebie. Właśnie dlatego ten rozdział jest bardzo ważny także w zwykłym życiu domowym w rodzinie. Wszyscy powinni być sobie nawzajem posłuszni, gdyż drogą posłuszeństwa mają iść do Boga. Z jednej strony jest to fundamentalna zasada w życiu duchowym, a z drugiej strony jest to bardzo trudne szczególnie dzisiaj, kiedy lansuje się model kreowania siebie. Sugeruje się, że człowiek powinien realizować swoje marzenia, aby stawał się sobą.

Wprawdzie rozkazy opata lub wyznaczonego przez niego przeora wypełniać trzeba przede wszystkim i nie wolno dawać przed innymi pierwszeństwa prywatnym zleceniom, poza tym jednak młodsi powinni słuchać starszych z całą gotowością miłości. Gdyby jakiś brat okazał się krnąbrny, należy go skarcić.

Pierwsze posłuszeństwo należy się Bogu i granicą posłuszeństwa człowiekowi, przełożonemu, jest jasno rozpoznana w sumieniu wola Boża. Dalej w posłuszeństwie człowiekowi istnieje hierarchia, która w klasztorze ma następujący porządek: posłuszeństwo opatowi, dalej wyznaczonym przez niego urzędnikom, a dopiero później wzajemne między braćmi. Czasami niestety wolelibyśmy posłuszeństwo komuś nam bliższemu.

Jeśli opat lub jakikolwiek inny przełożony udziela w taki czy inny sposób nagany jednemu z braci, choćby za najmniejsze uchybienie, a brat ów domyśli się lub spostrzeże, że stał się przyczyną nawet niewielkiego gniewu przełożonego, niech zaraz bez zwłoki padnie na ziemię i aby zadośćuczynić za błąd swój, tak długo u stóp jego leży, aż otrzyma błogosławieństwo, które to wzburzenie uspokoi.

„Pojednać się przed zachodem słońca” jest niezmiernie ważną zasadą życia duchowego szczególnie w wymiarze wspólnotowym, którą mnisi bardzo pielęgnowali. Z tej racji wprowadzili do liturgii Kompletę, ostatnią modlitwę przed snem, która rozpoczyna się od rachunku sumienia i wspólnego pojednania. Nie można pozostawiać miejsca Złemu w swoim sercu, w szczególności w nocy. To samo dotyczy wewnętrznych spięć, które zdarzają się każdemu. Nie można ich pozostawiać, bo jest to potencjalny teren działania dla Szatana. On jest oskarżycielem i to nie tylko braci wobec Boga, ale i nawzajem między sobą. Obraz padnięcia do nóg należy potraktować jako obraz radykalnej postawy wobec nieporozumień, które należy natychmiast likwidować i dojść do wzajemnego przebaczenia. W życiu duchowym bardzo ważne jest, żeby nie zostawiać „odłogów”, bo one niszczą duchowo człowieka.

Jeśli ktoś zaniedba tego przez lekceważenie, należy mu wymierzyć karę cielesną, gdyby zaś upierał się przy swoim, nawet usunąć go z klasztoru.

Widzimy, jak św. Benedykt kładzie nacisk na budowanie przestrzeni pojednania, mimo największych trudności. Jeżeli ktoś nie ma woli pojednania, to nawet należy go usunąć z klasztoru. Jeżeli uparcie trzyma się swoich racji i hoduje w sobie gniew i „słuszne” pretensje do kogoś innego, to niech sobie szuka życia gdzie indziej. W szkole służby Pańskiej, którą założył, nie ma miejsca na taką postawę. Niestety postawa forsowania swoich racji jest u nas czymś nagminnym, ale trzeba sobie uświadomić, że właściwie jest ona tożsama z upartym zamykaniem się na łaskę Bożą, a nawet z jej odrzucaniem.

W Kazaniu na Górze Pan Jezus mówi o miłości nieprzyjaciół (zob. Mt 5,43–48). Jej racją jest wielkie miłosierdzie, jakie Bóg ma wobec wszystkich ludzi. On jest otwarty dla wszystkich i wszystkich traktuje dobrze. Jeżeli ktoś wybiórczo buduje sobie przestrzeń przyjaciół i rodziny, a „obcych” wyrzuca poza nawias, to nie ma w sobie Ducha Bożego. Taka postawa jest przeciwna budowaniu szkoły służby Pańskiej i nie ma racji bytu we wspólnocie monastycznej.

Podobnie jak Pan Jezus w Ewangelii nie skupia się na rozstrzyganiu, po czyjej stronie leży racja, lecz niezależnie od racji mówi o konieczności przebaczenia, tak św. Benedykt zaleca, żeby nigdy nie iść za wolą własną, a nawet ją nienawidzić, bo własna wola nieraz wydaje się nam słuszna, a ostatecznie często prowadzi do upadku. Tak bywało nie tylko w życiu poszczególnych ludzi, ale i w wymiarze społecznym. Komunizm np. był wspaniałą ideą równości wszystkich, wszyscy mieli otrzymać w nim równy start i takie same warunki życia. W praktyce okazało się, że w imię tej idei dokonano największych zbrodni w dziejach ludzkości. Jest to drastyczny przykład na to, że coś, co wydaje się dobre, prowadzi do tragedii.

Posłuszeństwo posiada ogromną wartość, której nie można podważać na podstawie lęku przed skrajnymi sytuacjami. W posłuszeństwie w sensie pozytywnym chodzi o wspólne odczytanie woli Bożej. I ten punkt patrzenia na posłuszeństwo trzeba na nowo podjąć. W sytuacji dialogu: podwładny – przełożony, ten pierwszy pragnie autentycznego spotkania z Bogiem, czemu przeszkadza jego subiektywność, niepewność odnosząca się do właściwego odczytania Bożej woli. Przełożony ma mu pomóc obiektywnie odczytać Boży zamysł odnoszący się do niego. To wszystko jest możliwe jedynie w Duchu Świętym, czego nie da się zrobić bez modlitwy. Żadne formalne struktury nie są w stanie właściwie rozwiązać tego zagadnienia. Potrzeba charyzmatu, który przełożonemu jest dany dla innych, nie dla siebie. Ale z tym charyzmatem musi on autentycznie współpracować. Posłuszeństwo w tradycji monastycznej wywodzi się z potrzeby duchowego ojcostwa. Dlatego ten wymiar posłuszeństwa jest nadal najistotniejszy. Natomiast z upływem wieków zmieniło się rozumienie i rola posłuszeństwa. Z potrzeby duchowego ojca punkt ciężkości przesunął się na praktyczno-organizacyjną sprawność działania dla dobra Kościoła, co bardzo wypaczyło samą sprawę, prowadząc miejscami wręcz do karykatury. Dzisiaj trzeba przywrócić posłuszeństwu właściwą wartość. Nie można redukować posłuszeństwa do uległości podwładnych względem poleceń przełożonych bez uwzględnienia duchowego sensu i celu posłuszeństwa. Nie może się ono sprowadzać jedynie do indywidualnego wysiłku ascetycznego podwładnego. Potrzeba wrócić do wymiaru duchowego samej relacji posłuszeństwa i to zarówno od strony podwładnego, jak i od strony przełożonego. Trzeba powrotu do właściwej kultury duchowej, która gdzieś się zagubiła. Przy czym nie dotyczy to jedynie ostatnich lat, ale ostatnich kilku wieków, które zmieniły sam sens posłuszeństwa i właściwych relacji we wspólnocie. Wyraźnie załamał się prawdziwy autorytet duchowy, który wyrasta z autentycznego doświadczenia, a zastąpił go autorytet formalny związany z funkcją. Aby umieć prowadzić innych, pomagać rozpoznawać wolę Bożą w ich życiu, trzeba samemu przejść przez szkołę posłuszeństwa Bogu za pośrednictwem drugiego człowieka.


Fragment książki Komentarz do Reguły św. BenedyktaO autorze: Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: Podstawy duchowości lidera (2011), Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia (2014), Duchowe dylematy lidera (2017). 

Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position