Można być dobrym ojcem tylko wtedy, gdy jest się dobrym synem…

  • 4 października 2019

Można być dobrym ojcem tylko wtedy, gdy jest się dobrym synem…

Pośród licznego tłumu, któremu Pan mówi te słowa, szuka On sobie współpracownika i raz jeszcze powtarza: Któż jest człowiekiem, co miłuje życie i pragnie widzieć dni szczęśliwe? (Ps 33,13 Wlg). Jeśli słysząc to, odpowiesz: „Ja”, rzecze ci Bóg: Skoro chcesz mieć prawdziwe i wieczne życie, powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi. Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim (Ps 34[33],14–15). Gdy tak będziecie postępować, oczy Moje zwrócone będą na was, a uszy moje otwarte na prośby wasze. I zanim mnie wezwiecie, powiem: «Oto jestem» (Iz 58,9). Cóż dla nas milszego, bracia najdrożsi, nad ten Boży głos zaproszenia? Oto w swej łaskawości Pan sam ukazuje nam drogę życia (RegBen Prol 14–20).

Warto przyjrzeć się temu, przed czym św. Benedykt przestrzegał nas już tyle stuleci wcześniej. Bardzo niebezpieczne jest myślenie kategoriami „licznego tłumu”, polegające na przyjęciu słowa jako jeden z tłumu, jako coś, co się powszechnie uważa: „tak się myśli, tak się żyje, tak się postępuje, tak się w życiu robi”. Dzisiaj przyjmuje to charakter „poprawności politycznej”. Ulegając modom, ulegając owemu myśleniu tłumu, nie jesteśmy w stanie zachować swojej wolności, stajemy się marionetkami, bo przecież ostatecznie ktoś ustala te kryteria rozumowania, normy i wartości… Nie potrafimy wówczas prawdziwie stać się sobą i dojść do pełni życia. Dlatego Benedykt pyta nas: „Kto pośród tego licznego tłumu chce naprawdę być szczęśliwy?” Aby stać się sobą, musimy to osobiście wybrać, musimy tego jednoznacznie chcieć. Istotny jest w tym momencie zasadniczy motyw takiego wyboru, jest nim pragnienie życia i szczęścia!

W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że taki wybór pojawia się jako odpowiedź na Boże wezwanie. Nie da się tego realizować na zasadzie wyboru jakiegoś ideału, który się nam spodobał. Ideał jest naszym pomysłem na życie. Wcześniej lub później okaże się on jałowy, gdyż człowiek ze swej istoty jest odpowiedzią, jest istotą relacyjną i jedynie w żywej relacji może w pełni żyć. Ta prawda jest nam przekazana w biblijnym opisie stworzenia człowieka i to od razu w dwóch jej wymiarach. Po pierwsze jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga (zob. Rdz 1,26–27). Jednocześnie jesteśmy stworzeni jako „mężczyzna i kobieta”, co powoduje, że jesteśmy od razu w dialogu z drugą osobą. Drugi opis stworzenia podkreśla konieczność tego dialogu przez smutek Adama, gdy miał on do dyspozycji wszelkie stworzenia, ale Bóg jeszcze nie stworzył Ewy. Dopiero jej stworzenie dało Adamowi zadowolenie: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta (Rdz 2,23).

W ten sposób mamy dwa wymiary dialogu, który określa człowieka: naturalny dialog z drugim człowiekiem (Adam z Ewą) oraz dialog człowieka z Bogiem, który go stworzył na swój obraz i powołał do współpracy w dziele stworzenia i zarządzania nim. Późniejsza historia Adama i Ewy pokazała, jak te dwa dialogi są ze sobą powiązane. Kiedy Ewa namówiona przez węża zwątpiła w bezinteresowną miłość Boga do nich i postanowiła na własną rękę, pomijając Boga, zdobyć dla siebie poznanie i zerwać owoc z drzewa poznania dobra i zła, w konsekwencji pękła wzajemna ufność pomiędzy nią i Adamem. Od tej chwili rozpoczął się dramat wzajemnych więzi pomiędzy ludźmi. Potem w Nowym Testamencie Pan Jezus wyraźnie łączy te dwa wymiary dialogu, wskazując na to, że miłość do Boga realizuje się przede wszystkim przez miłość do drugiego człowieka. Św. Jan potem w swoim liście napisał wprost:

W tym przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy. Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. Nikt nigdy Boga nie oglądał. Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała…

My miłujemy Boga, ponieważ Bóg sam pierwszy nas umiłował. Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego (1 J 4,10–12.19–21).

Jak widać, pierwsza jest miłość Boga do nas i związane z nią nasze zaufanie do Boga. W oparciu o tę relację ufności pojawia się ufność pomiędzy ludźmi. Jednocześnie prawda o naszej miłości do Boga ujawnia się w naszej relacji do innych ludzi, w naszej miłości do nich. Jeżeli jej brakuje, to znaczy, że nie ma w nas także miłości do Boga, a tym samym ufności do Niego. Odnosi się to także do całego dialogu człowieka z Bogiem.

Stąd wzywanie nas ze strony Boga ma bardzo różny charakter i pojawia się w rozmaity sposób, poczynając od faktu stworzenia, które sobie uświadamiamy jako ogromne obdarowanie nas, które nas do czegoś zobowiązuje. Dalej przez rozmaite sytuacje, w których odzywa się nasze sumienie, poprzez słowo Boże, gdy je czytamy, przez słowa innych ludzi, niekoniecznie wówczas, gdy głoszą nam Ewangelię, ale także w rozmaitych sytuacjach, gdy spotykamy kogoś w jakiejś potrzebie. Ważne jest to, byśmy umieli to Boże wezwanie usłyszeć – tutaj ujawnia się waga początkowego wezwania Reguły do słuchania – i następnie byśmy mieli odwagę to wezwanie przyjąć i pójść za nim.

Warunkiem niezbędnym takiego pójścia jest odcięcie się od wszelkiego zła („powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi”), gdyż ono jest całkowicie obce Bogu, który jest absolutnie dobry i nie ma w Nim żadnego zła: Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności (1 J 1,5). Przy czym nie chodzi jedynie o zło moralne, ale o wszystko to, co nas od Boga odcina. Znamienna jest w tej materii historia spotkania Jezusa z człowiekiem bogatym, który chciał pójść za Jezusem (zob. Mk 10,17–23). Nie był on w stanie pozbyć się „wszystkiego, co posiadał”, by pójść za Jezusem do królestwa Bożego. Samo posiadanie nie jest przecież grzechem, a Jezus także nie mówi mu o tym, że źle używa tego bogactwa. Jednak na końcu mówi:

Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego». A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: «Któż więc może się zbawić? (Mk 10,24–26).

Św. Benedykt w przytoczonym wyżej fragmencie Prologu zawarł fundamentalne zasady życia w prawdzie:

Skoro chcesz mieć prawdziwe i wieczne życie, powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi. Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim.

Inaczej mówiąc: Żyj w prostocie i prawdzie, odrzucaj wszystko, co jest złem i kłamstwem. Podkreślona zostaje z całą mocą prawość życia. Dopiero wtedy, kiedy sami podejmiemy program życia oparty na prawdzie, możemy go komukolwiek wskazywać. Wtedy wychowanie nie będzie programowaniem kogoś według jakiejś ideologii, ale będzie czymś, co wynika z osobistego doświadczenia, odkrycia uniwersalnej prawdy życia, która obowiązuje bez względu na szerokość geograficzną, kulturę i religię. Jeśli ktoś tego nie wie, to mamy do czynienia z ewangeliczną sytuacją, kiedy to ślepy prowadzi ślepego. Wychowanie będzie wówczas wprowadzaniem drugiego w te same pęta, w to samo jarzmo, w które sami wpadliśmy. Będzie ono narzucaniem swoich kompleksów i złych doświadczeń drugiej osobie, która przecież się od nas uczy.

Najczęściej jest to powiązane z pewną obłudą, gdyż zasady i normy zewnętrzne, jakie przyjmujemy jako wzór i ideał życia, jest bardzo trudno spełniać, gdyż niezależnie od nich istnieją w nas pragnienia i potrzeby, które często wykraczają poza te normy i ideały. Kiedy te są zewnętrzne i w istocie obce, łatwo je dla naszych potrzeb odrzucić, tłumacząc to sobie w sposób dla nas wygodny, w czym jesteśmy mistrzami.

Jeśli człowiek sam nie wie, o co w ogóle chodzi w życiu, na czym polega zasadnicza walka duchowa, to zamiast wychowaniem budować drugiego człowieka, będzie go starał się zaprogramować według określonego ideału. Błąd ten wydaje się obecnie powszechny, popełniają go rodzice, wychowawcy, księża. Można być dobrym ojcem tylko wtedy, gdy jest się dobrym synem. Jeśli nie doświadczamy, że sami jesteśmy dziećmi Bożymi, nie doświadczamy potrzeby wychowania siebie samych, to nie będziemy innych wychowywać tylko urabiać.

Nasza nauka zawsze musi być związana z praktyką życia, z kształtowaniem pewnych praktyk w życiu. Jest to podobne do wdrażania dziecka we właściwą higienę życia, która wymaga zarówno ćwiczenia fizycznego, jak i zachowania pewnych zasad odżywiania oraz właściwych relacji z innymi. I podobnie jak przy higienie praktyczne „ćwiczenia” powodują spokojną przemianę człowieka. Istotne jest rozpoznanie właściwej praktyki życia. Zawsze wiąże się ona z owocami życia, powinna ona je nam dawać. Stąd św. Benedykt pisze w powyższym tekście: „szukaj pokoju, idź za nim”. Jak wiemy, pokój jest trzecim z wymienionych przez św. Pawła owocem Ducha Świętego. Tak samo można powiedzieć o innych owocach: miłości, radości, cierpliwości, wdzięczności, pokorze, przebaczeniu itd. Jeżeli nasze działanie niesie z sobą takie owoce, jest dobre, bo buduje życie.

Św. Benedykt wskazuje w Prologu jeszcze na inne zasady życia duchowego. Przede wszystkim trzeba rozróżnić, jakie jest źródło naszych dobrych i naszych złych czynów. Są nimi myśli, jakie na nas przychodzą. Według tradycji monastycznej zasadnicza walka duchowa rozgrywa się w myślach. Sztuka życia polega na umiejętności rozpoznawania, co pochodzi od Boga, a co pochodzi od Złego. Zawsze natchnienia od Ducha prowadzą do życia i przynoszą odpowiednie owoce, natomiast myśli namiętne pochodzące od Złego prowadzą do złych czynów i przynoszą złe owoce. Św. Benedykt pisze:

A gdy diabeł mu coś doradza, odtrąca go razem z jego podszeptami daleko od swego serca i od razu wniwecz obraca, a rodzące się pokusy  rozbija o Chrystusa [jak o skałę] (RegBen Prol 28).

Gdy jednak człowiek ulegnie tym złym myślom, trzeba w tym widzieć swoją winę. Natomiast gdy pójdzie za dobrymi natchnieniami, trzeba widzieć w tym działanie Boga:

Tacy ludzie, pełni bojaźni Pańskiej, nie wpadają w zarozumiałość, gdy widzą, że dobrze postępują. Uważają bowiem, że nawet to dobro, jakie w nich jest, nie z własnej ich mocy, lecz od Pana pochodzi. Wielbią zatem Pana, który w nich działa i wołają razem z Prorokiem: Nie nam, Panie, nie nam, lecz Twemu imieniu daj chwałę (Ps 115,1[113,9] – RegBen Prol 29–30).

Później św. Benedykt powtarza tę zasadę bardzo jednoznacznie:

Widząc w sobie jakieś dobro, przypisywać je Bogu, nie sobie.
Zło zaś uznawać zawsze za własne dzieło i sobie je przypisywać
(RegBen 4,42-43).

„Uznanie za własne dzieło” odnosi się nie do samego źródła tych działań, czyli myśli, ile odnosi się do naszej odpowiedzialności za to, co robimy, żeby się nie usprawiedliwiać i unikać odpowiedzialności. Natomiast dobro przypisywanie Bogu wynika ze zrozumienia, że wszelkie dobro od Boga pochodzi i nasze działania są dobre jedynie wówczas, gdy są dokonywane w Bogu i przy udziale Jego łaski. Jednocześnie gdy je podejmujemy, odnajdujemy w nich nasze zakorzenienie w Bogu, który jest źródłem naszej tożsamości. Nie mamy jej sami w sobie, ale właśnie w Bogu. Jest to niezmiernie ważna zasada życia. Oderwani od tego źródła nie jesteśmy w stanie dojść do pełnego życia.

Inną fundamentalną zasadą jest to, do czego wzywa sam Jezus na początku Ewangelii w słowach: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię! (Mk 1,15). „Nawrócenie” to metanoja, czyli przemiana umysłu, przemiana serca i naszego sposobu widzenia i oceniania rzeczywistości polegająca na tym, że zaczynamy patrzeć na wartość podejmowanych rzeczy w zależności od tego, czy one prowadzą nas do królestwa Bożego. Św. Benedykt to pisze wprost:

Jeśli pragniemy uniknąć kar piekła i osiągnąć życie wieczne, to póki jest jeszcze czas, póki w tym ciele będąc możemy wszystko to wypełniać w świetle ziemskiego życia, śpieszmy się i to tylko czyńmy, co nam przyniesie korzyść na wieczność (RegBen Prol 42–44).

W naszym życiu rozstrzygające powinno być to, co prowadzi nas do spotkania z Bogiem. W istocie nasze życie na ziemi jest czasem uczenia się rozpoznawania tego, co jest dobre i tego, co złe, byśmy się nauczyli wybierać dobro, prowadzące do życia, a odrzucali to, co złe i prowadzi do śmierci. Zatem nasze życie jest szkołą. Ważne jest to, byśmy umieli je tak traktować w sposób świadomy i tak je ułożyli, by stało się dla nas drogą życia:

Mamy zatem założyć szkołę służby Pańskiej. Ufamy przy tym, że zakładając ją nie ustanowimy nic surowego ani nazbyt trudnego. Jeśli jednak niekiedy dla naprawienia błędów i zachowania miłości, tam gdzie sprawiedliwość i rozsądek tego wymagają, okażemy się nieco bardziej surowi, nie uciekaj od razu, przejęty strachem, z drogi zbawienia, bo wejść na nią można tylko ciasną bramą (RegBen Prol 45–48) .

Jest to konsekwencja świadomości, że wszyscy jesteśmy jedynie uczniami, a nie mistrzami, w pełni dojrzałymi i w pełni ukształtowanymi. Dojrzałość w sensie ludzkim polega na tym, że świadomie uznajemy, że jesteśmy uczniami i potrafimy już sami się kształtować przez umiejętność rozeznania i wolność, która pozwala nam wybierać to, co dobre i odrzucać to, co złe. Do tego trzeba także wychowywać swoje dzieci – do zdolności samowychowywania się w życiu, które jednak zawsze dokonuje się we wspólnocie z innymi.

Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości. Tak nie odstępując nigdy od nauki Pana, w Jego prawdzie wytrwajmy w klasztorze aż do śmierci, abyśmy przez cierpliwość stali się uczestnikami Męki Chrystusowej i zasłużyli na udział w Jego Królestwie (RegBen Prol 49–50).

Życie w klasztorze, a także życie w każdej wspólnocie, staje się miejscem doświadczenia i ćwiczenia się w dobrych wyborach: dystansowania się do namiętności pochodzących ze świata i wybierania tego, do czego nas wzywa Boże natchnienie. Bardziej jednoznacznie pisze o tym św. Benedykt na końcu 4. rozdziału Reguły:

Naszą zaś pracownią, w której mamy się posługiwać pilnie tymi wszystkimi [narzędziami dobrych uczynków], jest stałe życie we wspólnocie w ramach klauzury klasztornej (RegBen 4,78).

Chodzi w nim przecież o to, by wytrwać w miłości do końca, nie rezygnować z wysiłku budowania jedności, nie upraszczać sobie życia przez zmianę partnera na bardziej dla nas wygodnego. Życie jest szkołą!


Fragment książki Być ojcem. O autorze: Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: Podstawy duchowości lidera (2011), Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia (2014), Duchowe dylematy lidera (2017). 

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position