Modlitwa Jezusowa jest praktyką, która ma ukazywać danej osobie jej wewnętrzny stan

  • 16 listopada 2019

Modlitwa Jezusowa jest praktyką, która ma ukazywać danej osobie jej wewnętrzny stan

Święty Benedykt na początku Reguły pisze: „Skoro chcesz mieć prawdziwe i wieczne życie, powściągnij swój język od złego, od słów podstępnych twe wargi. Odstąp od złego, czyń dobro; szukaj pokoju, idź za nim” (Ps 34[33],14–15). Autentycznym zawołaniem benedyktynów jest: ordo et pax – ład i pokój. Te wskazówki dane przez św. Benedykta mogą być pomocą nie tylko dla mnichów, ale również dla każdego chrześcijanina, ponieważ oparte są na słowach Pisma Świętego. Nie będzie ładu w życiu człowieka, jeżeli nie będzie on w swoim wnętrzu żył w pokoju z samym sobą.

Często jednak ludzie szukają poczucia bezpieczeństwa i komfortu psychicznego, które mogą dać pozorny pokój. Jest to normalne ludzkie zachowanie. To, na ile to postępowanie jest właściwe, będzie zależało od poziomu poczucia zagrożenia i lęku, jakie u kogoś się pojawia. Ktoś może użyć np. kłamstwa, aby mieć „spokój”. Jednak taka postawa będzie jedynie ucieczką od problemu. Podobnie, aby samemu uniknąć konfliktu, prowokuje się spór między ewentualnym przeciwnikiem, a kimś innym. Przeciwnik da nam wtedy spokój. Niewielu zdobyło sztukę, zwaną erystyką, która polega na doprowadzaniu sporów do korzystnego dla siebie rozwiązania bez względu na prawdę materialną.

Zarówno kłamstwo, jak i wywoływanie konfliktów polegają na instrumentalizacji drugiego. Nie wyrastają z prawdy, ale z próby obrony siebie przy pomocy przebiegłości i inteligencji. Nie liczą się z fundamentalnymi prawdami dotyczącymi życia ludzkiego. Okazuje się, że rządzą nim ścisłe prawa moralne i egzystencjalne, których przekroczenie prowadzi do różnych dramatów:

Pewien brat żyjąc samotnie, doznawał niepokoju. Udał się do abba Teodora z Ferme i opowiedział mu o tym. Starzec poradził mu: „Idź, upokórz swego ducha, przy­jmij posłuszeństwo i zamieszkaj wraz z innymi”. Odszedł więc na górę i przebywał wraz z innymi. Wrócił jednak po pew­nym czasie do starca i rzekł: „Żyjąc wraz z innymi, także nie za­znałem pokoju”. Starzec rzekł na to: „Jeśli ani żyjąc sa­mot­nie, ani we wspólnocie z innymi nie zaznajesz pokoju, to­ dla­cze­go chciałeś być mnichem? Czy nie po to, abyś znosił utra­pienia? Powiedz mi, ile lat nosisz to odzienie?”. „Osiem”, odpo­wiedział. Starzec rzekł: „Jestem mnichem od siedem­dzie­sięciu lat, a ani przez jeden dzień nie zaznałem pokoju, a ty chcesz go osiągnąć w ósmym roku?”.

Ten apoftegmat ukazuje trudność w osiągnięciu pokoju. Duchowy rozwój człowieka dokonuje się etapami, podobnie jak jest z jego rozwojem fizycznym lub intelektualnym. W tej sferze nie da się niczego przyspieszyć. Życie nie lubi gwałtownych zrywów, ale harmonijny rozwój. Jednocześnie to opowiadanie może rodzić niepokój co do tego, że prawdziwy pokój jest niezwykle trudny albo wręcz niemożliwy do osiągnięcia. Aczkolwiek, kiedy uważnie wczytamy się w ten tekst, niczego takiego tam nie znajdziemy. Jest tylko mowa o trudach, jakie się wiążą z jego osiągnięciem. W dzisiejszym świecie występuje tendencja, aby osiągnąć wszystko bardzo szybko. Jest ona  jednak zgubna.

Podobne podejście można przyjąć w stosunku do modlitwy Jezusowej. Można o niej wiele słyszeć dobrego, z zapałem i z zainteresowaniem rozpocząć praktykę, licząc na szybkie efekty. Zazwyczaj nic takiego się nie zdarza. Nie uzyskując spodziewanych rezultatów, wielu porzuca praktykę, gdyż uznaje, że ten sposób modlitwy nie jest dla nich. W rzeczywistości chodzi jednak o coś zupełnie innego. Ojcowie Pustyni chcą nam powiedzieć, że w życiu duchowym nie ma drogi na skróty. Ważniejsze jest trwanie przy Bogu niż sama praktyka. W modlitwie Jezusowej nie chodzi o rezultaty, nawet o osiągnięcie pokoju, ale o skierowanie się ku Stwórcy. Pokój zaś będzie skutkiem trwania przy Nim. Autentyczna medytacja nie może prowadzić do chaosu w życiu, wewnętrznego rozdarcia, ale do zharmonizowania w danej osobie różnych pragnień, potrzeb i dążeń.

Archimandryta Sofroniusz, mnich z Góry Atos, opisując nauki św. Sylwana, wskazuje, że „wszyscy chcieliby osiągnąć pokój duszy, ale nie wiedzą, jak go posiąść. Paisjusz Wielki zirytował się i prosił Pana, by uwolnił go od owej irytacji. Pan mu się ukazał i rzekł: »Paisjuszu, jeżeli nie chcesz być rozdrażniony, to nie pożądaj niczego, nikogo nie osądzaj i nie miej w nienawiści, a nie będziesz wpadał w złość«. Otóż każdy człowiek, który odżegnuje się od swej woli przed Bogiem i ludźmi, zawsze będzie miał pokój w duszy, kto zaś lubi realizować swoją wolę, ten go nigdy nie osiągnie”.

Polecenie, żeby niczego nie pożądać, wydaje się niesłychanie trudne, wręcz niemożliwe do wypełnienia przez człowieka. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do wielu rzeczy, tak uwarunkowani wieloma aspektami naszego codziennego funkcjonowania, że trudno jest tak po prostu to wszystko zostawić. Każdy ma jakieś potrzeby, oczekiwania wobec innych. Każdy czegoś pragnie. Jednak te oczekiwania mogą człowieka pogrążyć i to bardzo szybko. Rzeczywistość natomiast jest inna. Nie mamy prawa żądać od bliźniego niczego, nie możemy komuś czegoś nakazać. Wszystkie oczekiwania rodzą nadzieję, wzbudzają pragnienie tego, aby doszły do skutku. Człowiek często zapomina, że nie jest panem stworzenia i nie decyduje o jego kształcie. Im większe jest oczekiwanie, tym większe później będzie rozczarowanie, gdy sprawy nie pójdą po naszej myśli. Rozczarowanie szybko prowadzi do frustracji, a ta do smutku, depresji czy nawet rozpaczy i poczucia bezsensu życia. Wyrzeczenie się własnej woli jest niezmiernie ciężkie, ale tą drogą szedł również Chrystus, który powiedział o sobie: „Z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał”. To źródło nadziei dla nas, że ta postawa jest słuszna i poprowadzi każdego z nas do pokoju duszy.

Dzisiejszy świat nie sprzyja uzyskaniu wewnętrznego pokoju. Sporo osób popada w zaburzenia i choroby psychiczne. Coraz częściej występują problemy z depresją, która odbiera człowiekowi radość życia, entuzjazm i zapał do pracy oraz do odkrywania piękna świata. Modlitwa Jezusowa może być postrzegana jako jeden ze sposobów na zapobieganie tego typu dolegliwościom. Można podświadomie sądzić, że będzie receptą na rozwiązanie wielu problemów życiowych, ale nie jest to właściwe podejście. Modlitwa Jezusowa nie może być traktowana jako środek do osiągnięcia dobrego samopoczucia, stanu relaksacji bądź uspokojenia wewnętrznego. Nie może być przyjemnym dodatkiem do reszty codziennych zajęć, dodaniem „szczypty duchowości” do dnia. To przede wszystkim doświadczenie obecności Boga i Jego miłości, budowanie z Nim relacji. To droga wiary prowadząca do pełni życia. Chrystus jest naszym pokojem i tylko On może go nam w pełni zapewnić. Nic ani nikt inny nam go nie da.

Dlatego Main uważa, że pokój nie jest czymś statycznym, ale jest pełen życia. To poczucie radosnego trwania, gdy odkrywa się w sobie pełnię harmonii oraz to, że każda część ludzkiego jestestwa w niej pozostaje. Pierwszym niezbędnym krokiem na drodze medytacji jest odkrycie, że życie odnajduje dzięki niej swoją wewnętrzną spójność. Ponadto człowiek odkrywa coś więcej – jego wnętrze współbrzmi z Bogiem. Zatem pokój nie może prowadzić do chaosu, ale do uporządkowania życia na nowo. Zdaniem Maina to pokusa sprawia, że człowiek myśli, że może sam wprowadzić się w stan pokoju. Współczesna kultura podpowiada, że za pomocą środków chemicznych lub aktami woli można osiągnąć dowolny stan emocjonalny. Jednak w sensie duchowym pokój nie jest czymś, co można wywołać, ale w co należy wejść. Nie jest to stan, który osiąga się dzięki wykorzystaniu ograniczonych ludzkich zdolności, bo muszą być tu zaangażowane one wszystkie.

Pokój, którego człowiek poszukuje, również praktykując modlitwę Jezusową, nie jest czymś łatwym. Wysiłek ludzki jest potrzebny, ale dużo bardziej istotna jest kwestia wiary. Nie jest to coś, co uzyskuje się jednorazowym aktem lub specjalną techniką lub dzięki odpowiedniej modlitwie. Na wewnętrzny pokój ma wpływ wiele czynników, ponieważ życie ludzkie jest złożone. Trudno o jedno proste rozwiązanie.

Mówił o tym chociażby św. Jan Kasjan. Jego zdaniem „istnieją trzy rzeczy, które przyczyniają się do osiągnięcia wewnętrznego pokoju: czuwanie, rozmyślanie i modlitwa. Praktykując je, użyjcie pilności i wytrwałości, a dadzą one duszy siłę i stałość”. Te wskazania ukazują, że sama praktyka medytacyjna nie jest antidotum na wszelkie trudności duchowe i psychiczne człowieka. Potrzeba w tym wypadku cierpliwości, niezrażania się niepowodzeniami, odrzucenia chęci widzenia szybko efektu praktyki. W modlitwie Jezusowej nie może chodzić o rezultaty, to prosta droga do jej porzucenia. Wytrwałość wymaga wysiłku i zaangażowania, gdyż jest sama w sobie niełatwa. Wymaga odważnej decyzji i dążenia do wyznaczonego celu. Trudności są związane m.in. z różnymi złymi przyzwyczajeniami. Mogą one prowadzić do namiętności, które będą skuteczną przeszkodą na drodze do pokoju. Dlatego według św. Marka Eremity stan ten polega na wyzwoleniu się z namiętności. Nieodzowna jest w tym pomoc Ducha Świętego. Zatem to Bóg ostatecznie doprowadza człowieka do pokoju serca. 

Pomimo kluczowej roli działania łaski Bożej nie można zapominać o wysiłku człowieka. O ile Pan udziela ludziom pokoju, nie oznacza to wcale, że należy zaprzestać osobistej pracy wewnętrznej. Tym, co może pomóc, jest uwaga umysłu. Nicefor Pustelnik uczy, że „uwaga jest spokojem umysłu albo, ściślej [mówiąc] stanem takiego spokoju, udzielonym duszy z Bożego miłosierdzia. Uwaga oznacza oczyszczenie myśli, świątynię pamięci o Bogu. Niby skarb zachowuje ona cierpliwość we wszystkim, co się zdarza”.

Święty Jan od Krzyża zalecał również postawę wyrzeczenia własnych pożądań, która może nam pomóc w osiągnięciu pokoju serca:

Aby dojść do smakowania wszystkiego, nie chciej smakować czegośw niczym. Aby dojść do poznawania wszystkiego, nie chciej poznawać czegoś w niczym. Aby dojść do posiadania wszystkiego, nie chciej posiadać czegoś w niczym. Aby dojść do tego, aby być wszystkim, nie chciej być czymś w niczym.

Jan od Krzyża kreśli tutaj drogę do wewnętrznego pokoju, do radosnego bycia i przeżywania swojego życia. Nie możemy mieć wszystkiego, nie uda się zrealizować nam wszystkich naszych pragnień, marzeń, nadziei. Człowiek w swoim życiu musi dokonywać wyborów, a każdy z nich jest zdecydowaniem się na jedno i rezygnacją z czegoś innego. Brak pożądania wszystkiego, brak poznania wszystkiego spowoduje, że będziemy smakować wszystko, że poznamy wszystko. Będzie to możliwe, ponieważ będziemy mieli otwarte serce na przyjęcie rzeczywistości, jaką ona jest, a nie będziemy zdominowani naszymi oczekiwaniami wobec niej.

Człowiek zniewolony przez namiętności nie może mieć w sobie pokoju i radować się w Panu, choćby posiadał wielkie dobra lub miał władzę nad innymi. Należy strzec w duszy łaski Ducha Świętego i nie tracić jej przez rzeczy mało istotne. Jeśli okażemy pokój naszemu bliźniemu, to Bóg da nieporównanie więcej. Pokój zawsze sprowadza pokój. Nie osiągniemy tego, jeśli nie będziemy ze wszystkich sił prosić Pana o miłość do wszystkich ludzi. Kto nosi w sobie pokój Ducha Świętego, ten wylewa go na innych. Kto zaś nosi w sobie złego ducha, ten rozsiewa wokół siebie zło.

Kilka zasad, które pomogą nam w osiągnięciu pokoju podał Ewagriusz z Pontu. W jednym ze swoich listów pisze: „Bądź odźwiernym (zob. Mk 13,34) swego serca i nie wpuszczaj żadnej myśli bez pytania. Pytaj każdą jedną myśl i mów do niej: „Jesteś jedną z naszych czy od naszego wroga?” (zob. Joz 5,13). A jeśli należy do domu, napełni cię pokojem. Jeśli natomiast pochodzi od wroga, wprawi cię w zamieszanie przez gniew lub poruszy przez żądzę. Takie są demoniczne myśli”.

Ewagriusz mówi tu o straży serca. Człowieka cały czas nachodzą różne myśli, nie wszystkie są dobre. Aby nie żałować później swoich czynów, należy najpierw zbadać charakter przychodzących myśli. Same w sobie nie są w stanie nam zaszkodzić. Zgubne może okazać się jedynie to, co pod ich wpływem czynimy. Każdy człowiek otrzymał od Boga rozum, aby umiał odróżniać myśli niosące dobro od destrukcyjnych. Zatem po stronie istoty ludzkiej leży możliwość przyjęcia lub odrzucenia przychodzących myśli.

Stany pokoju również mogą być różne. Ewagriusz rozróżnia dwa główne: „jeden wyrasta z naturalnego zasiewu cnót, drugi powstaje, gdy wycofują się demony. Pierwszemu towarzyszy pokora ze skruchą łzy, bezgraniczne pragnienie Boga i niezmierna gorliwość w pracy. Drugiemu natomiast – próżna chwała wraz z pychą wskutek zniknięcia innych demonów, pociągające mnicha do upadku. Kto zatem strzeże granic tego pierwszego stanu, szybko spostrzeże wtargnięcie demonów”. Ewagriusz wskazuje, że pokojowi, który prowadzi do Boga, będzie towarzyszył entuzjazm, zapał do pracy i to, co można określić mianem nawrócenia. Autentyczna skrucha rodzi pragnienie Boga i wynika ze świadomości braku wiary i odrzucenia miłości Stwórcy. Taki pokój to skutek życia zgodnego z przykazaniami, pracy nad sobą. To owoc drogi wewnętrznej przemiany, współpracy z łaską Bożą, z tym wielkim pragnieniem Boga, które człowiek w sobie nosi.

Drugi pokój jest pozorny. Człowiekowi może się wydawać, że jest wszystko w porządku, że nic sobie nie może zarzucić. Taka postawa wiąże się z pychą, fałszywym obrazem siebie. Nic dziwnego, że demony wtedy wychodzą, ponieważ to, co miały zrobić, już uczyniły. W tym przypadku potrzebne jest dostrzeżenie fałszu, w jakim człowiek żyje. Zły duch nie będzie przecież atakował, jeśli nie będzie widział takiej potrzeby. Człowiek żyjący fałszywym obrazem siebie potrzebuje nowego spojrzenia, dostrzeżenia wewnętrznego nieuporządkowania, tego, czym naprawdę żyje i w jakim stanie funkcjonuje.

Modlitwa Jezusowa jest praktyką, która ma ukazywać danej osobie jej wewnętrzny stan. Nie da się tak modlić na dłuższą metę, jeśli nie wiąże się to z poznaniem siebie i zwróceniem do Boga. Modlitwa sama w sobie nie może być niczego gwarancją, nawet uzyskania pokoju. To nieustanne staranie o rozwój relacji z Bogiem, o wzrost miłości. Nie należy zatem sądzić, że pokój można uzyskać raz na zawsze. Dopóki człowiek żyje, dopóty będzie zmagał się z przeciwnościami. Co więcej, można ulec złudzeniu pozornego spokoju, co powoduje, że modlitwa wydaje się niekonieczna. Jest to wszakże pułapka. Samozadowolenie grozi wszystkim, a na niebezpieczeństwo takiej postawy wskazują Barsanufiusz i Jan. Człowiekowi może się wydawać, że umysł jest spokojny i wolny od chaosu, dzięki czemu nie potrzebuje wzywać imienia Chrystusa. Barsanufiusz jednak stwierdza, że „nie możemy posiadać takiego spokoju, jeśli uważamy się za grzeszników. Pan powiedział bowiem: Nie ma pokoju dla upadłych (Iz 48,22). Jeśli więc nie istnieje on dla grzeszników, to czym jest?”. Dzieje się tak dlatego, że „niekiedy nieprzyjaciele podstępnie pozostawiają serce w spokoju, tak by nie wzywało Imienia Bożego. Wiedzą bowiem, że wołanie to ich unicestwia. Świadomi tego, nie przestawajmy zatem wzywać na pomoc Imienia Bożego. I na tym właśnie polega modlitwa. Powiedziano: Módlcie się nieustannie (1 Tes 5,17), to znaczy bez końca i miary”


Fragment książki Modlitwa Jezusowa. Przewodnik po rekolekcjach „Oddychać Imieniem”.


Brunon Koniecko OSB – urodził się w 1983 r. w Białymstoku. Jest absolwentem administracji Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Od 2012 profes opactwa tynieckiego. W latach 2011-2016 pracował w Wydawnictwie Benedyktynów Tyniec. Od 2015 r. jest sekretarzem kapituły klasztoru tynieckiego. Prowadzi rekolekcje „Oddychać Imieniem. Modlitwa Jezusowa” w Tyńcu. Autor książek: Medytować to…Nie żartujcie sobie z Bóstwa!

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position