Mnich i Eucharystia

  • 13 sierpnia 2019

Mnich i Eucharystia

Widzialny wszechświat zawiera w sobie nieskończone bogactwo stworzeń, z których każde nosi w sobie dostojność istnienia, bo wyszło z rąk Stwórcy i w Nim istnieje. Ale każde ma swoje własne piękno nieporównywalne, bo czyż można porównać kwiat z górą i powiedzieć, które z nich jest piękniejsze? Nieskończona doskonałość i bogactwo Boga przejawia się i odzwierciedla w tej wielości form. Wszystkie one razem usiłują wyśpiewać nieskończone piękno Stwórcy, którego żaden byt stworzony wyrazić nie może. Podobnie jest i w Kościele, który jest „nowym stworzeniem”, ukoronowaniem całego stworzenia. Przez niego — mówi Apostoł Paweł do Efezjan — „wieloraka, w przejawach mądrość Boga stanie się jawna Zwierzchnościom i Władzom na wyżynach niebieskich” (Ef 3, 10).

Kościół jest jeden, jeden jest ideał chrześcijański, jedna jest świętość, do której powołani są wszyscy. Polega ona na uczestnictwie w życiu Trójjedynego Boga i stanowi tajemnicę niedostępną dla ludzkiego rozumu. Dzięki łasce ludzie zdążają do tego celu. Dla wszystkich Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem i nikt nie przychodzi do. Ojca inaczej jak tylko przez Niego (por. J 14, 6). Chrystus założył Kościół, w którym On sam żyje uobecniając się wszystkim pokoleniom aż do skończenia świata. W tym jedynym Kościele pragnie Chrystus zebrać i zjednoczyć wszystkich ludzi, których chce prowadzić do Ojca. Wszyscy ci zjednoczeni w Chrystusie i w Kościele mają jednak każdy swe osobiste powołanie. Każdy idzie do Boga ścieżką wybraną dla niego przez Ojca w Chrystusie Jezusie i ukazaną mu przez Ducha Świętego.

Te różne powołania wzajemnie się jednak nie wykluczają i są wzajemnie na siebie otwarte, nie tylko przez to, że sobie wzajemnie służą w miłości, ale i przez to, że każdy członek Kościoła jest otwarty na całość Chrystusowego Misterium, którym żyje i które się w nim przejawia. Każdy członek jest w pewien sposób jakby całością Kościoła, bo w nim uobecnia się i działa cały Kościół, jego życie oraz wewnętrzne prawa, które nim rządzą. Tak jak Kościół powszechny jest obecny i działający w Kościele lokalnym, tak jest obecny i działający w każdym z poszczególnych członków wspólnoty eklezjalnej.

Dlatego między różnymi powołaniami w Kościele nie ma wyraźnych przegród. Każde z nich jest dla wszystkich w jakiś sposób inspirujące i ma coś do dania całej wspólnocie, bo każde jest pewną realizacją tego samego Kościoła.

W naszych czasach powstała tendencja do utożsamiania powołania z zawodem. Jest to przejaw współczesnej laicyzacji. Nie ulega wątpliwości, że zawód wchodzi w plan Opatrzności Bożej w stosunku do danego człowieka i ma duże znaczenie jako narzędzie uświęcenia osobistego i służby bratniej. Zawód ma również znaczenie jako posterunek życiowy, na którym chrześcijanin ma się wykazać i dać świadectwo Chrystusowi. Ze względu na swoją ważną rolę w życiu człowieka zawód winien być bardzo poważnie traktowany. Niektóre zawody mają szczególny związek z miłością bliźniego i służbą, jak na przykład zawód lekarza czy pielęgniarki, lub ze sprawiedliwością, jak zawód sędziego czy adwokata. Ponieważ przedmiot tych zawodów czyni ich wykonywanie bliższym naśladowaniu Chrystusa, pojęcie powołania wyraźniej się w nich zarysowuje. Nie można jednak tych pojęć utożsamiać, bo powołanie dotyczy Królestwa Bożego, zawód zaś jest formą czysto ziemskiej działalności człowieka. Powołanie ma w sobie niezmienność myśli Bożej i apeluje do wierności, zawód natomiast można zmienić. Chrześcijanin pracujący w określonym zawodzie jest powołany, czyli „wywołany” (ek-kletos, ek-klesia) ze sfery świata jako chrześcijanin, aby dać świadectwo Chrystusowi, a nie jako zawodowiec. Można jednak mówić o powołaniu chrześcijanina świeckiego jako o specyficznym powołaniu tam, gdzie „świeckość” jest specjalną formą służby dla Królestwa.

W każdym stanie i zawodzie, który sam w sobie zgodny jest z ładem Bożym na ziemi, możliwa jest świętość. Bo wszystko, co Bóg pomyślał, jest ukierunkowane ku świętości Królestwa Bożego, które jest ostateczną formą wszechrzeczy.

Ale w symfonii Królestwa każde powołanie ma swój specyficzny dźwięk. Świat przemija, formy naszego bytowania na tej ziemi przemijają. W życiu przyszłym nie będzie ani rzemiosła, ani przemysłu, ani handlu… Istnieją jednak pewne stany, które mają bardziej bezpośredni związek z Królestwem Bożym albo dlatego, że człowieka wprost ku niemu kierują, czyniąc z niego szczególny znak Królestwa Bożego na ziemi, albo dlatego, że istotę tego Królestwa w jakiś sposób wyrażają i ujawniają.

Małżeństwo należy do tej ziemi i przemija wraz z tym światem, jak mówi Pan nasz w Ewangelii: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania” (Łk 20, 34 nn.). Stan małżeński wypływa z prawa natury ludzkiej i zdawałoby się, że jako taki nie ma bezpośredniego związku ze świętością. Ludzie się żenią i za mąż wychodzą na całym świecie, nie tylko w Kościele. Żenią się nie myśląc wcale o Królestwie, ale o urządzeniu sobie życia na ziemi, o przekazaniu go następnym pokoleniom, o założeniu rodziny jako wspólnoty miłości. A jednak, chociaż ludzie o tym nie myślą, a nawet wcale o tym nie wiedzą, małżeństwo ma w sobie, z woli Stwórcy, szczególny związek ze świętością, której jest przejawem i znakiem nawet wbrew woli tych, którzy w stanie małżeńskim żyją. Małżeństwo jest monogamiczne i nierozerwalne z samego prawa natury i ludzie nie mogą tego zmienić. Jest monogamiczne i nierozerwalne, bo z samej swojej istoty jest znakiem tego zjednoczenia w miłości i tych zaślubin, które Bóg odwiecznie postanowił zawrzeć z ludzkością. A ponieważ w tych zaślubinach nie może być rozwodu, bo zawarła je niezawodna w swej wierności miłość Boża, więc i cechą małżeństwa, które jest odblaskiem tej prawdy – a w Kościele ponadto jej sakramentalnym uobecnieniem – będzie niezawodna wierność miłości i nierozerwalność aż do śmierci. Małżeństwo jako znak Przymierza i wierności Boga wykracza ponad porządek czysto ziemski.

Wśród różnych stanów chrześcijańskiego życia są jednak takie, które całkowicie odnoszą się do Królestwa. One są propter Regnurn caelorum i z perspektywy ziemi nie mają sensu. Takim jest stan kapłański. Małżeństwo, chociaż jest znakiem zaślubin Chrystusa z Kościołem, jest możliwe i urzeczywistnia się faktycznie poza sferą wiary i poza Kościołem, na podstawie samej ludzkiej natury, której stanowi funkcję zasadniczą. Kapłaństwo nie ma żadnego sensu poza sferą wiary. Dla niewierzącego po prostu nie istnieje. Kapłan, który utracił wiarę, pozostaje wprawdzie kapłanem, ponieważ niezniszczalny charakter sakramentalny trwa w jego duszy, ale jego własne kapłaństwo nie ma już dla niego żadnego sensu. Brakuje mu po prostu organu, by go w samym sobie dosięgnąć.

Podobnie i stan zakonny ma sens jedynie dla wiary. Wprawdzie pewne formy ascezy zakonnej mają wartość ogólnoludzką i były praktykowane w różnych religiach, a nawet poza wszelkim życiem religijnym, ale życie zakonne rozumiane tak, jak je Kościół rozumie, to znaczy jako szczególne oddanie się Chrystusowi i pójście za Nim drogą Jego rad ewangelicznych, ma bezpośrednie odniesienie do Królestwa Bożego, które On głosił, i jest formą życia specyficznie chrześcijańską.

Wśród rozmaitych form życia zakonnego na pierwszym miejscu, ze względu na czas powstania i ze względu na pewien priorytet prostoty ontologicznej, należy wymienić stan mniszy. Sama idea mnisza ma charakter uniwersalny, ogólnoludzki. Mnisi byli i są w różnych religiach, zwłaszcza na Wschodzie. Życie mnisze jest pewną instytucjonalizacją mającą stworzyć warunki rozwoju tej najgłębszej tendencji ducha ludzkiego, która kieruje go wprost do Boga. Monachizm jest szukaniem Boga, szukaniem Jego Oblicza, szukaniem zbliżenia się do Niego i obcowania z Nim. Życie mnisze dobrze zorganizowane to takie, w którym poszczególne elementy są ustawione zbieżnie ku temu celowi.

Zasadniczo każdy człowiek powinien ku temu celowi dążyć i dlatego można twierdzić, że dążenie mnisze jest w każdym człowieku i w każdym stanowi to, co jest w nim najgłębsze. Ale podczas gdy u innych ludzi ta tendencja rdzenna znajduje się w stanie wcielenia w różne inne formy i zadania życiowe, u mnicha występuje ona w stanie czystym, w stanie wyodrębnionym i ogołoconym. Można więc powiedzieć, że stan mnicha wypływa wprost z ontologii człowieka, który w swojej najgłębszej istocie jest pros ton Theon, czyli „ku Bogu”. W swej strukturze ontologicznej stan mniszy jest wieczny, bo ta postawa ducha ludzkiego ku Bogu jest jego postawą definitywną i wieczną. W swej organizacji zaś zewnętrznej życie mnisze jest przemijające jak wszystkie inne formy ziemskie.

W chrześcijaństwie monachizm był pierwszą i najprostszą formą tego, co dziś nazywamy życiem zakonnym, czyli życiem zorganizowanym, oddanym wyłącznie Bogu i sprawom Królestwa Bożego w oparciu o rady ewangeliczne. Życie zakonne rozwinęło się w szeroki wachlarz różnych form i rodzajów działalności, ale u korzenia ich znajduje się jako ich zasadnicza inspiracja powołanie mnisze.

Monachizm chrześcijański ma pewne wspólne cechy z ogólnoludzkim monachizmem. Te wspólne cechy to przede wszystkim wyrzeczenie się świata, aby uwolnić to zasadnicze dążenie ducha ludzkiego wprost do Boga. Tu wchodzi również cała asceza oczyszczenia ducha w dążeniu do kontemplacji, bo każdy człowiek ma w sobie jakąś świadomość skażenia i grzechu i czuje potrzebę oczyszczenia.

Ale dochodzą tu inne bardzo istotne cechy, które są już rdzennie chrześcijańskie. Te cechy można by zebrać w dwóch zasadniczych pojęciach, a mianowicie że monachizm chrześcijański jest „chrystyczny” i „eklezjalny”. Jeśli więc jest on, podobnie jak i monachizm ogólnoludzki, samotnym dążeniem ducha ludzkiego do zjednoczenia z Bogiem w miłości i poznaniu, to jednak wymienione tu pojęcia dodają do tego coś bynajmniej nie akcydentalnego i drugorzędnego, ale wyrażają samą istotę tego, co zwiemy monachizmem chrześcij ańskim.

Całe chrześcijaństwo jest w istocie swojej „chrystyczne”, bo jest uczestnictwem człowieka w paschalnym Misterium śmierci, zmartwychwstania i chwały Chrystusa. Człowiek w sakramencie chrztu, który jest sakramentem chrześcijańskiej inicjacji, zostaje włączony w śmierć Chrystusa: „Czyż nie wiecie – mówi św. Paweł do Rzymian – że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający nas w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć? Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca. (…) Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie” (Rz 6, 3—4. 11).

To zanurzenie w śmierć Chrystusa i w Jego nowe życie stanowi samą istotę chrześcijaństwa. Każdy chrześcijanin to otrzymał i to ma. Każdy gorliwy chrześcijanin to w jakiś sposób przeżywa i to przeżycie w sobie pogłębia oddając się swym obowiązkom rodzinnym i zawodowym w klimacie wiary i modlitwy.

Mnich natomiast nie bierze na siebie żadnych obowiązków ani rodzinnych, ani zawodowych, ale przez profesję, która jest jakby drugim chrztem, poświęca się całkowicie i wyłącznie tej Rzeczywistości, której stał się uczestnikiem przez chrzest i temu programowi życia, który wynika wprost z chrztu.

Jeśli więc prawdą jest, że życie chrześcijańskie jako takie jest sakramentalne, bo wypływa z sakramentów, na nich się opiera i ich mistyczną treść realizuje – jak to widzieliśmy w odniesieniu do chrztu – to można powiedzieć, że życie mnisze jest sakramentalne „par excellence”. A więc nie powinniśmy go tak rozumieć jakby było czymś obok chrześcijaństwa albo jakby stanowiło jakiś dodatek do zwyczajnego chrześcijaństwa, ale musimy je widzieć w głębi chrześcijaństwa, jakby u jego korzenia. Przez swój radykalizm sakramentalny mnich spełnia wobec wspólnoty Kościoła rolę inspirującą, rolę znaku wskazującego zasadniczy kierunek marszu, ponieważ w nim znajduje się w stanie czystym i skoncentrowanym to, co jest inspiracją zasadniczą życia chrześcijańskiego pośród rozlicznych zadań i kierunków pracy, jakim oddają się chrześcijanie na tej ziemi.

Chrzest jest jednak tylko wstępem do życia sakramentalnego, które pełnię swą osiąga w Eucharystii. Musimy się teraz z kolei przyjrzeć tej tajemnicy, aby się przekonać, jak bardzo konsekwentne z jej istotą i z łaskami specjalnymi, które z niej płyną, jest powołanie i życie monastyczne.

O Eucharystii niełatwo jest mówić, bo jest to rzeczywistość niezmiernie bogata. Wszystkie tajemnice chrześcijaństwa są w niej w pewien sposób obecne i działające. Jest w niej tajemnica Wcielenia Syna Bożego, bo mamy w niej prawdziwe Ciało Pańskie. Jest i tajemnica śmierci Chrystusa, bo „ilekroć spożywać będziecie ten Chleb i pić z tego Kielicha, śmierć Pana głosić będziecie, aż przyjdzie” (1 Kor 11, 26). Jest w niej i tajemnica zmartwychwstania, bo ten Chrystus, którego w Sakramencie pożywamy, jest chwalebny, żyjący życiem nieśmiertelnym, Zwycięzca śmierci: „Stał się pierwszy człowiek, Adam, duszą żyjącą, a ostatni Adam duchem ożywiającym” (1 Kor 15, 45). Spożywanie tego Ciała i picie tej Krwi naznacza nawet nasze śmiertelne ciało na wskrzeszenie z martwych w ostateczny dzień (por. J 6, 54). Jest w Eucharystii również tajemnica Kościoła: „Ponieważ jeden jest Chleb, przeto my, liczni, tworzymy jedno ciało. Wszyscy bowiem bierzemy z tego samego Chleba” (1 Kor 10, 17). W Eucharystii jest również ukryta i uobecniona tajemnica przyszłego życia, bo Uczta eucharystyczna jest przedsmakiem i rzeczywistym początkiem w formie sakramentalnej i ukrytej pod postaciami widzialnymi Uczty życia wiecznego, wiekuistej radości i szczęścia w Bogu.

Całe to sakramentalne bogactwo Eucharystii działa w Kościele i tworzy wciąż Kościół, pracuje w poszczególnych członkach Kościoła przygotowując całą ludzkość do stanu ostatecznej doskonałości i chwały w Królestwie Bożym.

Aby jednak zrozumieć specyficzną rolę Eucharystii w życiu mnicha albo specyficzny stosunek mnicha do Eucharystii, trzeba w życiu monastycznym dostrzec te wartości i te cechy, które mają szczególny charakter eucharystyczny.

W Eucharystii uobecnia się ofiara krzyżowa Chrystusa. Chrystus stoi przed obliczem Ojca jako Arcykapłan, składając Mu ofiarę uwielbienia, dziękczynienia, błagania i ekspiacji za całą ludzkość. Eucharystia uobecnia tę postawę Jezusa „ku Ojcu”, postawę adoracyjną, postawę bezgranicznej pokory, posłuszeństwa i oddania w miłości. Św. Paweł w swoim wspaniałym i najbardziej syntetycznym ujęciu paschalnego Misterium mówi:

To dążenie niech was ożywia, które było w Chrystusie Jezusie. On, istniejąc w Boskiej naturze, nie uważał, by strzec zazdrośnie tej równości z Bogiem, lecz wyniszczył samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. Okazawszy się człowiekiem, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i dał Mu imię ponad wszelkie imię (Flp 2, 5—9)

W śmierci krzyżowej Chrystusa Apostoł widzi nie samo cierpienie, ale przede wszystkim akt uwielbienia Ojca przez bezgraniczne upokorzenie i posłuszeństwo posunięte aż do przyjęcia najhaniebniejszej śmierci. Tym aktem Syna Bożego została złamana moc „tajemnicy nieprawości”, której zasadniczym prawem jest pycha i bunt. Przez ten akt upokorzenia Boga-Człowieka człowiek został uratowany od pychy i ludzkość została wyprostowana ku Bogu przez posłuszeństwo, rzucona do Jego stóp w adoracyjnej miłości, która jest jej zbawieniem i szczęściem wiecznym.

Sobór Watykański II wiąże życie zakonne i jego szczególny charyzmat z tym wyniszczeniem Syna Bożego przez pokorę i posłuszeństwo. Cytując tekst św. Pawła o Chrystusie, „który wyniszczył samego siebie przyjąwszy naturę sługi, (…) stawszy się posłusznym aż do śmierci” (Flp 2, 7–8), Sobór dodaje: „A skoro trzeba, aby uczniowie zawsze naśladowali tę miłość i pokorę Chrystusa i dawali jej świadectwo, Matka-Kościół cieszy się, że w łonie jego znajdują się liczni mężczyźni i niewiasty, którzy pełniej naśladują wyniszczenie Zbawiciela i wyraźniej je ukazują, przyjmując ubóstwo w wolności synów Bożych i wyrzekając się własnej woli: poddają się oni mianowicie człowiekowi ze względu na Boga w sprawie doskonałości ponad miarę przykazania, aby się w sposób pełniejszy upodobnić do posłusznego Chrystusa” (KK 42). Sobór w życiu zakonnym widzi szczególny charyzmat uobecniania tego wyniszczenia Chrystusa. Najpierw stwierdza, że naśladowanie tej miłości i pokory Chrystusa jest programem dla wszystkich Jego uczniów, a więc dla wszystkich chrześcijan, a następnie uczy, że to naśladowanie i uobecnianie wyniszczenia Chrystusa może być i faktycznie jest specjalnym charyzmatem pewnych chrześcijan, którzy mają to zadanie spełniać wobec całego Kościoła i ku jego radości.

Wśród różnych instytutów zakonnych w Kościele mnisi stawiają sobie to wyniszczenie Chrystusa za program jedyny. Reguła św. Benedykta nie wyznacza mnichom żadnych innych celów. Uczeń św. Benedykta ma dążyć do doskonałej pokory (Summae humilitatis culmen attingere rozdz. VII) i do całkowitego poddania się Bogu przez doskonałe posłuszeństwo. Gdy osiągnie to wyniszczenie, zadanie jego jest już wykonane. Wówczas zaczną się w nim przejawiać pierwsze promienie chwały tego cudownego wywyższenia Chrystusa przez Ojca (por. VII).

Uobecniając ofiarę Chrystusa Liturgia eucharystyczna uobecnia nam nie tylko Jego krańcowe wyniszczenie na krzyżu, ale przede wszystkim Jego kult, Jego postawę adoracyjną wobec nieskończonego Majestatu Ojca. Eucharystia udostępnia nam ten kult Syna i kształtuje nasze dusze według niego. Do wszystkich chrześcijan odnoszą się słowa Liturgii mszalnej w II Modlitwie Eucharystycznej: „abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli”. To stanie przed Bogiem w kapłańskiej postawie sługi i ofiarnika ma się realizować w każdym życiu chrześcijańskim. Ale zakonnik, który wszystkie sprawy świata pozostawia, aby oddać się całkowicie sprawom Królestwa Bożego, realizuje to w szczególny i sobie tylko właściwy sposób wypływający z jego charyzmatycznego powołania w Kościele.

Wśród zakonników mnisi mają szczególne miejsce. Ich życie bardziej jeszcze niż życie innych zakonników jest skoncentrowane i wpatrzone w Boga. Reprezentują oni jeszcze wyraźniej i intensywniej tę postawę Syna stojącego przed obliczem Ojca w adoracyjnej ofierze. O nich mówi Sobór Watykański II, że „głównym ich obowiązkiem jest pełnić wśród murów klasztornych pokorną, a zarazem wzniosłą służbę wobec Majestatu Bożego” (DZ 9). W ich życiu najwyraźniej ukazuje się ten istotny aspekt Eucharystii, iż jest ona najwyższą formą kultu Bożego, centrum całego kultu Kościoła przez uobecnienie ofiary Boga Człowieka.

Jeszcze wyraźniej ten aspekt Eucharystii ukazują te zakony, „które poświęcają się całkowicie kontemplacji, tak że ich członkowie w odosobnieniu i milczeniu, w ustawicznej modlitwie i gorliwej pokucie zajmują się jedynie Bogiem”. Te instytuty „zachowują zawsze, choćby nagliła konieczność czynnego apostolstwa, wyborną cząstkę w Mistycznym Ciele Chrystusa, w którym wszystkie członki nie spełniają tej samej czynności. Bogu bowiem składają doskonałą ofiarę chwały, a Ludowi Bożemu dodają blasku przez obfite owoce świętości, zagrzewają go przykładem i przyczyniają się do jego wzrostu dzięki tajemniczej płodności apostolskiej. Tak więc są ozdobą Kościoła i zdrojem łask niebieskich” (DZ 7).

Cały Lud Boży zbawiony został przez ofiarę Syna Bożego złożoną na krzyżu i cały Lud Boży ma tylko tę jedną drogę do Ojca – krzyż Chrystusa. W śmierć zbawczą Chrystusa i w Jego zmartwychwstanie został wszczepiony przez chrzest. W tę śmierć i w to zmartwychwstanie coraz bardziej się zanurza przez Eucharystię, czerpiąc w niej siły, aby w swym życiu zrealizować ofiarę Chrystusa, Jego śmierć i Jego chwałę. To, co jest przeznaczone dla wszystkich ludzi, idących tak różnymi drogami, dla mnicha stanowi jego ideał specyficzny i jego jedyne zadanie. W tym jest szczególny związek mnicha z Eucharystią. Życie mnicha przez swą prostotę i koncentrację na tym, co najistotniejsze dla całego Kościoła, staje się profetycznym znakiem tego, co jest programem dla wszystkich.

Chrystus „swój urząd kapłański wykonuje nadal przez swój Kościół, który nieustannie wielbi Boga i wstawia się za zbawienie całego świata nie tylko przez odprawianie Eucharystii, lecz także innymi środkami, zwłaszcza przez modlitwę brewiarzową” (KL 83). „Wszyscy poświęcający się tej modlitwie wypełniają zadanie Kościoła i zarazem uczestniczą w najwyższym zaszczycie Oblubienicy Chrystusa, ponieważ oddając Bogu chwałę, stoją przed tronem Bożym w imieniu Matki-Kościoła” (KL 85).

Cały liturgiczny kult rozwija się wokół Eucharystii, która stanowi jego gorące centrum i najwyższy szczyt. Między Liturgią Godzin a Liturgią eucharystyczną istnieje organiczna więź. Te dwie formy kultu tworzą jedną wielką całość kultu Chrystusa i Kościoła. Mnisi przeto, którzy poświęcają się codziennie Liturgii brewiarzowej, są i z tego jeszcze tytułu specjalnie związani z Eucharystią. Ten charakter chrzcielno-eucharystyczny, a więc wybitnie paschalny, monachizmu znajduje swój wyraz również w rozmaitych rytach profesji mniszej.

Podsumowując nasze dotychczasowe rozważania, możemy powiedzieć, że życie mnisze ma specjalny związek z Eucharystią ze względu na swoje nastawienie wprost na wyniszczenie i śmierć w łączności z Chrystusem; a także ze względu na swoje specjalne przeznaczenie do kultu, na swoją postawę duchową wybitnie kultyczną. Ono z Eucharystii wypływa i z niej czerpie swój specyficzny dynamizm.

Ale Eucharystia to nie tylko Passionis memoria, o której wspomina pierwsza modlitwa mszalna Bożego Ciała. Modlitwa nad darami tego samego święta ukazuje nam inną, nie mniej istotną, cechę Eucharystii – unitatis et pacis dona. Eucharystia to misterium jedności. Jedność ma potrójny wymiar: jedność człowieka z Bogiem, jedność z bliźnimi i jedność z samym sobą. Najpierw przez Eucharystię dokonuje się jedność człowieka z Bogiem. To zjednoczenie wyraża się i realizuje w Komunii sakramentalnej. Komunia jest znakiem zdumiewającej jedności między Chrystusem a komunikującym człowiekiem. A ponieważ wewnętrzna logika znaku sakramentalnego wymaga, by rzeczywistość odpowiadała znakowi, więc możemy twierdzić, że wszyscy, których Bóg powołał do udziału w Komunii świętej, są ipso facto powołani do bardzo głębokiego i pełnego zjednoczenia z Chrystusem. Gdyby tak nie było, trzeba byłoby powiedzieć, że znak sakramentalny jest kłamliwy, że wprowadza nas w błąd, ponieważ nie udziela tej łaski, którą oznacza. Wszyscy przeto chrześcijanie wezwani do uczestnictwa w „uczcie Baranka” mają w życiu realizować rzeczywistość tego zjednoczenia, które jest w Komunii świętej sakramentalnie wyrażone.

Zjednoczenie z Bogiem jest ostatecznym celem człowieka. Na tym świecie dokonuje się ono sakramentalnie w Eucharystii i duchowo dzięki Eucharystii i współdziałaniu ducha ludzkiego z łaską. Powstaje i stopniowo pogłębia się to cudowne zjednoczenie w miłości i poznaniu, które staje się coraz pełniejszą jednością woli i coraz głębszą przyjaźnią. Zjednoczenie duchowe z Chrystusem staje się dynamiczne, bo jest pójściem za Chrystusem-Przyjacielem w Jego „przygodę”, jest porwaniem chrześcijanina przez Chrystusa w Jego bieg do Ojca poprzez świat, poprzez mękę i śmierć, w Jego misję ewangelizacji i zbawienia świata, w Jego straszną walkę ze światem i księciem tego świata. Wszystko Bóg uczynił dla tej przyjaźni, wszystko uczynił dla tego zjednoczenia człowieka z sobą. Do tego celu stworzył człowieka, dla tego celu posłał swego Syna na śmierć krzyżową, dla tego celu założył Kościół i ustanowił Eucharystią. O intymności i pełności tego zjednoczenia mówi Chrystus w sposób zdumiewający, używając niemal tych samych słów, jakich używa dla oddania swojej jedności z Ojcem: „Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6, 56). To jest dar dla wszystkich chrześcijan i Eucharystia ma dla każdego i dla wszystkich taki sens i taką skuteczność.

Łaska zjednoczenia osobowego z Chrystusem, która jest nam dana w Komunii świętej, postuluje z naszej strony pewną współpracę i odpowiedź. Tą odpowiedzią jest modlitwa i życie wewnętrzne. Trzeba nam być z Nim i nie opuszczać Go, jak powiedział Jezus do uczniów: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was” (J 15, 4). Każdy musi jakoś w swoim własnym życiu rozwiązać problem tego „trwania w Nim”, bo jest to przykazanie Pana, jedno z licznych przykazań zawartych w Ewangelii. To tajemnicze, ale bardzo realne „trwanie w Nim”, korelatywne do Jego „trwania w nas”, jest owocem Eucharystii w pełni rzeczywistym dla wiary, owocem, który postuluje nasze duchowe współdziałanie.

Chrześcijanin musi ten życiowy problem rozwiązać wśród wielości swoich obowiązków, które z natury swojej nie są ku temu zwrócone. Wszystko raczej sprzyja odejściu od tego obcowania z Bogiem w wielość czynności i wrażeń, które wypełniają dziś życie człowieka po brzegi. Eucharystia wprowadziła do duszy rzeczywistą obecność Pana i Jego miłość, która pragnie nas ogarnąć i nas przemienić. Ale styl naszego życia, brak zdecydowanego dążenia do Boga, brak wierności w modlitwie, rozproszenie i chaos mogą doprowadzić do tego, że się z tą tajemną obecnością Boga w naszej duszy nie będziemy spotykali, ale wciąż będziemy się z nią rozmijali.

Całe życie mnicha natomiast jest skierowane ku temu, aby z tą łaską zjednoczenia współdziałać. Wyrzeczenie się nie tylko dóbr i przyjemności światowych, ale i zadań w świecie, usunięcie się na samotność, wszystko to ma na celu obcowanie z Panem duchowo. Podstawą zaś sakramentalną tego duchowego trwania przy Chrystusie jest codzienna Komunia święta. Wszystko więc w życiu monastycznym jest zorganizowane ku temu spotkaniu i współżyciu z Chrystusem. Widzimy tu realizację życiową jeszcze jednego ważnego aspektu tajemnicy Eucharystii.

Ale Sakrament Ciała i Krwi Pańskiej łączy nas nie tylko z Bogiem, lecz także jednoczy nas wszystkich między sobą w Bogu. Jedność Kościoła jest specyficznym owocem Eucharystii, która jest sakramentem jedności z Bogiem i jedności bratniej.

Na Ostatniej Wieczerzy Chrystus przekazał swoim tajemnicę tej jedności. Był to Jego testament. W tej uroczystej chwili pożegnania modlił się do Ojca swego o jedność dla swoich uczniów, o jedność niepojętą, bo wzorowaną na jedności, jaką Boskie Osoby mają między sobą: „jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie”, i nie tylko wzorowaną na tej jedności Osób Boskich, ale wkorzenioną w tę najwyższą, najściślejszą jedność i z niej się wywodzącą, z niej czerpiącą jak ze źródła i tkwiącą w jej mocy.

Aby ta jedność była możliwa, dał uczniom w czasie tej samej Ostatniej Wieczerzy sakrament jedności, którego mocą to cudowne zjednoczenie stać się miało. Przekazał im Sakrament Ciała i Krwi swojej, zawiązkę jedności Kościoła.

Wreszcie dał im przykazanie jedności i miłości, aby im wskazać, w jaki sposób mają współdziałać z tą nową rzeczywistością, którą sakramentalnie pod postaciami chleba i wina otrzymują. Eucharystia jest w centrum tego wszystkiego, co się dokonało w Wieczerniku w tym uroczystym momencie pożegnania. Ona jest odpowiedzią na modlitwę o jedność, przykazanie zaś miłości pokazuje kierunek działania łaski sakramentalnej oraz sposób poddania się i oddania się temu działaniu. Skoro łaska Eucharystii jest łaską jedności, chrześcijanie muszą mieć mentalność jedności, muszą mieć pasję jedności i jakby „fanatyzm” jedności.

Eucharystia jest tym cudownym węzłem, który łączy uczniów Chrystusa w jeden niepodzielny Kościół. Kościół byłby niemożliwy bez niej. Istoty z nicości, jakimi są ludzie, noszący w sobie nieprzezwyciężalną tendencję do rozpadu zarówno w aspekcie indywidualnym, jak i społecznym, rozleciałyby się i Kościół przestałby istnieć. Trzeba było koniecznie tej siły nadprzyrodzonej, aby to ludzkie rozbicie i to rozsypanie się ludzkości przezwyciężyć.

Wspólnota przeto chrześcijańska powstaje wokół Eucharystii i w niej ma rękojmię wiecznego trwania, chociaż inne ludzkie wspólnoty powstają i giną, nie mogąc przezwyciężyć na długą metę tego ciążenia człowieka śmiertelnego i rozszarpanego grzechem ku rozsypaniu się i nicości.

W Eucharystii i małżeństwo znajduje swą jednoczącą siłę, która zdolna jest przezwyciężyć ludzką zmienność, niepokój i falowanie ludzkich uczuć, niestałość temperamentów i charakterów. Wierzący małżonkowie mogą to wszystko przezwyciężyć siłą, jaką daje sakrament małżeństwa umocniony przez życie eucharystyczne.

Dzięki Eucharystii i dokoła Eucharystii powstaje, utrzymuje się i rozwija wspólnota mnisza. Bo mnich – wbrew pewnym utartym poglądom – jest człowiekiem wspólnoty.

Mnich benedyktyński, którego tu przede wszystkim mamy przed oczyma, jest cenobitą, czyli żyjącym we wspólnocie bratniej według Reguły i w posłuszeństwie wobec opata, który reprezentuje i uobecnia Chrystusa. Wspólnota benedyktyńska ma strukturę wybitnie teologiczną i eklezjalną, o wiele bardziej niż wiele innych wspólnot zakonnych. Tak jak Kościół kształtuje się ona i jednoczy w Liturgii, którą żyje na co dzień. Wszystko w monasterze benedyktyńskim działa na tej zasadzie, że wspólnota mnisza jest konkretną realizacją i ukazaniem istoty Kościoła. Z tego względu jej funkcjonowanie jest określone prawami rządzącymi całym organizmem Kościoła. W monasterze benedyktyńskim zamieszkuje prawdziwa rodzina, ale rodzina zjednoczona nie węzłami krwi ani naturalnego doboru, ale więzią nadprzyrodzonej wiary i miłości. Ta nadprzyrodzona rodzina jednoczy się dokoła osoby opata, który Chrystusa dla wszystkich członków wspólnoty reprezentuje i uobecnia. Całe życie benedyktyńskiej rodziny, włączone w liturgiczny kult Kościoła, rozwija się w nieustannym promieniowaniu Ołtarza, przy którym wszyscy się codziennie schodzą dla wspólnego składania Bogu Najświętszej Ofiary i pożywania Ciała i Krwi Pana.

Nawet benedyktyński system kar ukazuje tę konsekwentną eklezjal ność struktury monasteru. Tak jak w Kościele największą i najcięższą karą jest ekskomunika, bo największą łaską i największym dobrem jest samo należenie do wspólnoty Kościoła, podobnie jest i w monasterze benedyktyńskim.

Eucharystia kształtuje całą wspólnotę tak rozumianą w sposób bezpośredni. Należy dążyć do tego, aby wpływ wychowawczy Eucharystii był jak najbardziej konkretny, by świadomość łaski i wymagań tego Sakramentu kształtowała postawy w stosunku do współbraci, do przełożonych itp. Naruszenie więzi jedności z przełożonym czy z bratem uderza wprost w Eucharystię i w eucharystyczne życie całej wspólnoty, bo w „koncentracie” Kościoła, jakim jest monaster benedyktyński, wszystko się organicznie wiąże.

Samo życie według rad ewangelicznych ma również związek z jednością. Ubóstwo jest podporządkowane jedności podobnie jak w pierwotnej gminie chrześcijańskiej w Jerozolimie. Naruszenie ubóstwa jest naruszeniem jedności, jak to miało miejsce w przypadku Ananiasza i Safiry cytowanym w Regule św. Benedykta.

Posłuszeństwo ma oczywisty związek z jednością, która w Kościele katolickim realizuje się nie tylko przez miłość bratnią, ale i przez miłość posłuszną w stosunku do tego, kto w imieniu Chrystusa sprawuje władzę. W ten sposób powstaje owa jedność in capite charakterystyczna dla Kościoła katolickiego.

Ale i czystość nie jest bez związku z budowaniem jedności. Czystość mnisza wymaga wyrzeczenia się wszelkiej miłości wyłącznej, która z konieczności prowadzi do rozbicia jedności tego rodzaju wspólnoty. Sw. Benedykt ostrzega przed powstawaniem takich form miłości wyłącznej między braćmi (LXIX). Tylko miłość czysta, przejrzysta, obiektywna buduje jedność. Gdy zaś miłość traci swą czystość, natychmiast powstają grupy wyłączne i jedność ulega osłabieniu, a nawet rozbiciu. Podobnie jak niechęć i odsunięcie się od brata, choćby tylko jednego, godzi w Eucharystię i narusza ład Boży z niej płynący, tak i skażona egoizmem miłość nie ma miejsca w przenikniętej światłem nadprzyrodzonym atmosferze życia promieniującego z Eucharystii.

Takie braterskie zjednoczenie, przejaw jedności Kościoła karmionego jednym Chlebem i pijącego z jednego Kielicha, jest prawem życia cenobitycznego takiego, jakie św. Benedykt przekazał swoim uczniom. Ale i dawna tradycja pustelników egipskich daje świadectwo tej prawdzie, że mnich, nawet pustelnik, jest człowiekiem wspólnoty, człowiekiem głęboko świadomym i przeżywającym swoją więź jedności z innymi ludźmi i z całą ludzkością. W koloniach pustelniczych Egiptu, takich jakie znamy z opisów Kasjana, Palladiusza czy Rufina – chociaż sposób życia był eremityczny, bo każdy żył w osobnej celce w dość znacznym oddaleniu od innych – element wspólnotowy był mocno zaznaczony. Łączyła tych pustelników nawet zewnętrznie przede wszystkim Eucharystia, bo w każdą sobotę schodzili się razem w kościele dla wspólnego odprawienia! Wigilii niedzielnej i synaksy eucharystycznej, którą umocnieni i zjednoczeni odchodzili na samotny bój z wrogiem na pustyni. Ale samotność ich życia nie tylko nie naruszała w nich ducha braterskiej jedności, ale przeciwnie umacniała jeszcze tego ducha, jak o tym świadczy między innymi pełna świeżości i wdzięku relacja Rufina z Akwilei o eremitach Pustyni Nitryjskiej. Autor opisuje swoje przybycie po długiej i nużącej podróży przez pustkowia:

Kiedyśmy się już zbliżali, skoro tylko pustelnicy dowiedzieli się o przybyciu braci gości, wysypali się ze swoich celek jak rój pszczół i wybiegli na nasze spotkanie z radością i ciepłem, niosąc dzbany z wodą i chleb, aby nie zasłużyć na naganę Proroka: »Nie wyszliście na spotkanie synów Izraela z wodą i chlebem«. Przywitawszy się z nami radośnie, zaprowadzili nas najpierw do kościoła, potem umyli nam nogi i wytarli je płótnami, którymi byli przepasani, jakby dla usunięcia zmęczenia podróżą, a jednocześnie dla zmazania skaz tego śmiertelnego życia przez dokonanie tradycyjnego obrzędu miłości. (…) Niektórzy żyją tam wspólnie z innymi, niektórzy zaś sami. Ale chociaż mieszkanie ich dzieli, żyją jednak zjednoczeni i nierozdzielni w duchu i w wierze, i we wzajemnej życzliwości pełnej miłości. Każdy z nich chciał nas prowadzić do swojej celi, nie tylko aby wypełnić obowiązek gościnności, ale bardziej jeszcze przez pokorę, w której oni są naprawdę mistrzami, i prźez tę wytworną grzeczność, której się nauczyli według łaski im właściwej, jakby opuścili świat jedynie w tym celu. Nie spotkałem nigdzie indziej miłości tak kwitnącej ani tak żywego współczucia, ani tak ciepłej gościnności (…). Żyli rozproszeni w pustyni w oddzielnych celkach, ale zjednoczeni w miłości (…). Oni są pełni słodyczy i pokoju. Jedno tylko współzawodnictwo spotkać można wśród nich, a mianowicie w tym, który z nich będzie bardziej miłosierny, bardziej życzliwy i ludzki, bardziej pokorny i cierpliwy od swego brata.

W swym opisie Pustyni Celek Rufin pisze: „Jeśli ktoś pragnie dzielić ich życie, skoro tylko o tym się dowiedzą, natychmiast każdy chce odstąpić swoją celę nowo przybyłemu. Wówczas pustelnicy biorą się do roboty i budują jedną lub kilka celek, które meblują tak, aby dzięki ich wspólnej miłości, żadnego narzędzia ani w ogóle niczego tam nie brakowało. Ale dawcy pozostają nieznani” (Rufin z Akwilei, Historia Mnichów).

Miłość bliźniego i jedność z bliźnim płynie wprost z miłości do Boga i zjednoczenia z Nim. Milczenie może być czynnikiem jednoczącym ludzi jeszcze bardziej niż słowo. Często ci, którzy dużo milczą, bardziej są zjednoczeni niż ci, którzy dużo mówią. Bo jedność ludzi zakorzenia się ponad tym życiem. Jedność jest córką głębi, tam się rodzi i tam jedynie może się utrzymać. Mnisi i pustelnicy są reprezentantami tej głębinowej jedności wszystkich ludzi. Pustelnicy żyjący zupełnie samotnie poza wszelkimi ugrupowaniami eremitycznymi, ana choreci, odgrywali również rolę społeczną nieraz bardzo doniosłą. Na przykład Św. Mikołaj z Flue, który karmił się tylko Eucharystią, odgrywał rolę anioła pokoju i pojednania zapobiegając wojnom między kantonami szwajcarskimi, czym zasłużył sobie na zaszczytne imię „Ojca Ojczyzny” (zm. 1487). Ci ludzie byli przedstawicielami Królestwa Bożego. Przez swe wielkie, płynące z głębin miłosierdzie i pokój mieli leczący wpływ na społeczeństwo, któremu nieśli ducha pokoju, pojednania i jedności.

Widzimy więc, że jedność z Bogiem i jedność między ludźmi, która jest szczególnym owocem Eucharystii, znajduje w życiu mnichów swój wyraz zupełnie specjalny.

Nie mówiliśmy jeszcze o tej trzeciej formie jedności, którą jest jedność człowieka z samym sobą, jedność wewnętrzna tak bardzo nadwerężona przez grzech, że każdy człowiek nosi w sobie tragedię swego własnego rozbicia. W naszych czasach psychologia zwróciła szczególną uwagę na stan dezintegracji, w jakim znajduje się człowiek. Zadaniem higieny psychicznej jest przezwyciężenie tego stanu dezintegracji i doprowadzenie człowieka do wewnętrznego scalenia. Jest to próba sklejenia na powrót tego, co się rozsypało, próba, która może doprowadzić jedynie do bardzo nikłych rezultatów. Bo rozbicie człowieka jest rdzenne i sięga głębiej niż wszystkie narzędzia psychologicznego oddziaływania. Wewnętrzny ład ludzkiej natury ma swoje korzenie w Bogu. Człowiek jest tak bardzo Boży, że tylko w łączności z Bogiem może być naprawdę sobą. Dopóki trwał w życiodajnym kontakcie z Bogiem, w miłości, poznaniu, oddaniu i posłuszeństwie, czerr pał z Boga cały wewnętrzny ład swojej natury. Jego niższe władze, ciało, uczucia, popędy, podporządkowane były w sposób naturalny duchowi, który trwał w Bogu, a tym samym miał moc utrzymywania w jedności i ładzie wszystkich swych niższych władz. Skoro jednak przez swe nieposłuszeństwo człowiek odwrócił się od Boga, natychmiast, jako konsekwencja metafizycznie konieczna, rozpadł się cały jego wewnętrzny ład i rozbiła się jego jedność. To, co się rozbiło, nie da się już skleić. Ale lekarstwo jest prostsze: nawiązanie na nowo zerwanego kontaktu i powrót do Boga. Tylko w Bogu wewnętrzna jedność człowieka może się na nowo odrodzić.

I tu znowu życie mnisze ukazuje się nam jako szczególne lekarstwo. Wszystko w nim jest pomyślane ku jedności, aby człowiek przez dążenie do Boga samego i obcowania z Nim odnalazł swoją własną jedność, którą utraęił. Monachizm swoją prostą i radykalną postawą uczy ludzkość, że rozbitego człowieka można skutecznie leczyć tylko Bogiem. I znowu głos monachizmu współdźwięczy z wołaniem Eucharystii.

Ale Eucharystia to nie tylko ofiara Chrystusa, nie tylko uobecnienie Jego śmierci, nie tylko tajemnica naszej jedności z Bogiem i z ludźmi. Eucharystia to uczta, która rozpoczyna już tu na ziemi ucztę życia wiecznego. Eucharystia jest więc znakiem skutecznym eschatologicznego szczęścia. Jest znakiem, ale jednocześnie początkiem i przedsmakiem w wierze, bo w niej spożywana jest ta sama Rzeczywistość, która ma się stać przedmiotem poznania i miłości, i szczęścia wszystkich zbawionych w niebie. Gaudium plenum obiektywnie już jest, ale jeszcze nie plene. Eucharystia jest więc z natury swej eschatologiczną, ona porywa w zaświaty. W niej jest ten tajemniczy fluminis impetus, który rozradowuje Miasto Boże rwąc ku górze, ku ostatecznemu wypełnieniu Misterium zbawienia. Ten przedsmak uczty niebieskiej, dany chrześcijanom na ziemi, znajduje swój moralny wymiar w wyciągniętym marszu ku prawdziwej „Ziemi Obiecanej”. Jak manna na pustyni była wiatykiem dla tych, którzy wyszli z Egiptu i z kijami pielgrzymimi w rękach, nie mając na pustkowiu miejsca, gdzie by mogli głowę skłonić, zdążali wyciągniętym marszem ku tej ziemi, którą Jahwe dla nich przygotował i przyrzekł im dać, tak i Eucharystia jest w istocie swojej wiatykiem i manną spływającą z nieba dla umocnienia nas w twardej pielgrzymce do Ojczyzny. Życie więc płynące z Eucharystii, współbrzmiące z nią i realizujące jej program musi być całe wyciągnięte ku temu, co ostateczne.

I znowu jest to prawda chrześcijańska ogólna i obowiązująca wszystkich wierzących. Wszyscy chrześcijanie są ludźmi nadziei i oczekiwania przyjścia Pana. Kościół im to przypomina w Konstytucji dogmatycznej O Kościele Soboru Watykańskiego II, gdy mówi: „Niech (…) wszyscy starają się należycie kierować swymi uczuciami, aby korzystanie z rzeczy ziemskich i przywiązanie do bogactw wbrew duchowi ewangelicznego ubóstwa nie przeszkodziło im w osiągnięciu doskonałej miłości, zgodnie z upomnieniem Apostoła: »Którzy używają świata tego, niech nie zatrzymują się w nim: przemija bowiem, postać tego świata«” (KK 42). Każde więc życie prawdziwie chrześcijańskie musi z natury swej być eschatologiczne, bo cały Kościół ma charakter eschatologiczny. Cały Kościół jest przygotowaniem Królestwa, cały Kościół wraz z całym stworzeniem oczekuje przyjścia Pana i objawienia się chwały synów Bożych: „Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych. (…) Wiemy przecież, że całe stworzenie aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia. Lecz nie tylko ono, ale i my sami, którzy już posiadamy pierwociny Ducha, i my również całą istotą swoją wzdychamy oczekując przybrania za synów — odkupienia naszego ciała” (Rz 8, 19. 22 n.). Wszyscy chrześcijanie muszą się rozpoznać w tych słowach ostatniego rozdziału Apokalipsy, który zamyka całe Objawienie Boże: „A Duch i Oblubienica mówią: Przyjdź! A kto słyszy, niech powie: Przyjdź! (…) Zaiste przyjdę niebawem. Amen. Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 17. 20).

Wśród świata, który nie chce dostrzegać swego przemijania, wśród świata pogrążonego w teraźniejszości, świata bez celu i bez nadziei, pielgrzymuje Lud Boży wyciągnięty nadzieją ku swoim ostatecznym przeznaczeniom w Królestwie Bożym. Ten Lud Boży realizuje swoje trudne powołanie w środowisku obcym mu duchem, które usiłuje go pochłonąć i zagubić w swej beznadziejności i bezsensie. Lud Boży potrzebuje takich ludzi, których życie byłoby energiczną i widzialną negacją tego świata i jego dążeń do instalowania się w doczesności. Tę właśnie rolę spełniają mnisi, których życie nie ma żadnego sensu w perspektywie wyłącznie doczesnej. Oni są podobni do tych szpiegów wysłanych przez Mojżesza, aby przed Ludem Bożym przeniknęli do Ziemi Obiecanej i coś z jej owoców braciom swoim przynieśli i dali im zakosztować ku umocnieniu nadziei (por. Lb 13). Ale skąd, jeżeli nie z Eucharystii jako przedsmaku dóbr wiecznych płynie ta nadziemska energia negacji tego potężnego widzialnego świata i to uparte dążenie do tego, czego jeszcze nie widać? „Życia wiecznego pragnąć ze wszystkich sił ducha” — mówi św. Benedykt do swojego ucznia (IV). Czyż i tu nie dostrzegamy wybitnie eucharystycznej natury monachizmu?

Mnisi nie są więc w Kościele żadną grupą ezoteryczną mającą swój odrębny ideał nie przeznaczony dla wszystkich, swą odrębną duchowość, różną od duchowości ogółu wiernych i Kościoła. Mnisi są całkowicie z Kościoła i w Kościele, z którego czerpią wszystko, co mają. Akcentują natomiast pewne istotne cechy Kościoła, które nie są ich własnością, ale należą do wszystkich uczestniczących w tym samym życiu w Chrystusie Jezusie. Akcentują, aby wzmocnić je i uwidocznić, aby się nie zagubiły we mgłach świata. W ten sposób stają się znakami na drodze Ludu Bożego. Kościół staje się w nich jakby bardziej intensywny i widzialny w tym, co stanowi jego istotę. Staje się bardziej widzialny jako wspólnota modlitwy, jako wspólnota miłości, jako Lud Boży w wyciągniętym marszu ku Ojczyźnie. Staje się również bardziej widzialny jako wspólnota wyrzeczenia się i krzyża. Oczywiście to niezmiernie ważne świadectwo dają mnisi, jeżeli wypełniają swoje mnisze zadanie w Kościele.

W naszych rozważaniach braliśmy pod uwagę wewnętrzny sens sakramentu Eucharystii, czyli to, co nazywamy res sacramenti i staraliśmy się zrozumieć szczególny związek tej res sacramenti z życiem mnicha. Rozważaliśmy więc kolejno Eucharystię jako ofiarę krzyżową Chrystusa, jako sakrament zjednoczenia człowieka z Bogiem i z ludzkością, jako przedsmak rzeczywistości eschatologicznej.

Pozostaje nam omówić rolę Najświętszego Sakramentu i jego kultu w życiu mnicha, bo Sakrament Eucharystii jest również Sakramentem obecności Chrystusa, tej obecności, którą czcimy w naszych nabożeństwach eucharystycznych, adoracjach, procesjach teoforycznych, błogosławieństwach i nawiedzeniach. Wszystkie te formy kultu rozwinęły się później w Kościele, ale Kościół odnajduje w nich swój autentyzm i cieszy się tym wzbogaceniem.

I tu znowu rzuca się w oczy szczególny związek życia mniszego z Eucharystią. Centrum rodziny monastycznej stanowi zawsze kościół (tak było nawet w koloniach pustelniczych Egiptu w IV wieku), w którym króluje obecny w tabernakulum Chrystus. Tam się gromadzi wspólnota na modlitwę liturgiczną, tam poszczególni członkowie oddają się modlitwie osobistej.

Niektóre zakony mnisze poświęcają się całkowicie adorującej miłości Chrystusa w Najświętszym Sakramencie, której oddają się nieprzerwanie i w dzień, i w nocy, łącząc myśl ekspiacyjną z miłością i uwielbieniem. Czynią one bardzo wiele dla umocnienia wciąż na nowo zagrożonej wiary w to niepojęte i trudne Misterium realnej i działającej obecności Chrystusa pod postaciami chleba i wina.

Z którejkolwiek przeto strony spojrzymy na przebogatą tajemnicę Eucharystii, zawsze znajdziemy w życiu monastycznym wyraźną i charakterystyczną odpowiedź na każdy z wielu jej aspektów.


Piotr Rostworowski OSB / EC – benedyktyn, pierwszy polski przeor odnowionego w 1939 roku klasztoru w Tyńcu. Więzień za czasów PRL-u. Kameduła – przeor eremów w Polsce, Włoszech i Kolumbii. W ostatnim okresie życia rekluz oddany całkowitej samotności przed Bogiem. Zmarł w 1999 roku i został pochowany w eremie kamedulskim we Frascati koło Rzymu. Był zawsze bliski mojemu sercu – napisał po Jego śmierci Ojciec Święty Jan Paweł II. Autor licznych publikacji z dziedziny duchowości i życia wewnętrznego.

Rekolekcje „Oddychać Imieniem”

Modlitwa Jezusowa jest starożytną praktyką modlitewną, która pomaga każdemu i w każdej chwili żyć w łączności z Panem Bogiem. Jej prostota i głębia sprawiają, że nie ma miejsca, sytuacji, stanu, zawodu, który uniemożliwiałby otrzymanie daru modlitwy nieustannej. Drogą do niej jest wierne i wytrwałe przyzywanie Imienia Jezus. „Niech pamięć o Jezusie złączy się z twym oddechem, a wówczas poznasz pożytek wyciszenia” — powiada św. Jan Klimak. Do praktyki tej modlitwy chcemy zaprosić zarówno tych, którzy ją znają, jak i tych, którzy jej nie doświadczyli / Brunon Koniecko OSB /

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position