„Kroczmy śladami ojców i nie kombinujmy…” Wokół Reguły św. Benedykta / część 1 /

  • 14 listopada 2019

„Kroczmy śladami ojców i nie kombinujmy…” Wokół Reguły św. Benedykta / część 1 /

Do klasztoru przywiodła nas Ewangelia, czyli nauczanie Chrystusa Pana, bez względu na to czy ktoś jest mnichem czy oblatem. Zapisaliśmy się do szkoły św. Benedykta i pragniemy żyć według jego reguły. Powrót do źródła, jakim jest Reguła, będzie motywował nas do odnowy życia. Pan Jezus, gdy spotykał się z ludźmi, szczególnie z tymi bardzo zagubionymi, o zatwardziałych sercach, zawsze odwoływał się do początku. My też jesteśmy dla Pana Boga takim przypadkiem trudnym, więc także chcemy się do tego początku odwołać, czyli do Ewangelii i Reguły św. Benedykta.

Zaczniemy więc czytać Regułę od pierwszych zdań Prologu, które pewnie znamy znakomicie, ale do których zawsze warto wracać:

Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń [ku nim] ucho swego serca. Napomnienia łaskawego ojca przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie, abyś przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedłeś przez gnuśność nieposłuszeństwa. Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa (RegBen Prol 1–3).

Zanim przejdziemy do komentarza, chciałbym was wszystkich zachęcić do takiego podstawowego ćwiczenia wytrwałości, wspólnego dla tych, którzy próbują żyć według Reguły św. Benedykta, a którym jest jej codzienna lektura.

Bardzo łatwo ulec pokusie, że skoro Regułę znamy, skoro czytaliśmy ją wielokrotnie i przyjeżdżamy do opactwa, to jest to niepotrzebne. Nic nie zastąpi regularnego, osobistego spotykania się z tekstem, osobistego, czyli również samotnego. Ta zasada, wypracowana przez wieki, towarzyszy wszystkim, którzy są w każdym klasztorze, gdziekolwiek by on nie był. To jest głęboka mądrość, która potwierdza, że kropla drąży skałę nie swoją siłą, ale częstotliwością padania. A efekty takiej pracy mogą być zaskakujące: może być tak, że całoroczne, codzienne czytanie Reguły nie przyniesie żadnych nadzwyczajnych wydarzeń, gdy nagle w kolejnym roku Reguła do nas przemówi. Warto więc ten wysiłek podjąć.

Zastanawiamy się czasem jak długo odmawiać np. Jutrznię, całą czy tylko kawałek, co w modlitwie skrócić a co wydłużyć. Są to neurotyczne albo skrupulanckie pytania. Przy lekturze Reguły pytajmy raczej, czy do niej zaglądam, czy przeczytałem z niej jakiś fragment, wystarczy kilka zdań, ale codziennie. Regułę warto mieć pod ręką codziennie.

Czasami, niezbyt często, odwiedzając w celach moich współbraci, porusza mnie widok leżącej u nich na stoliku nocnym Reguły. Widzę wtedy, że jest to dla nich książka pierwszego użytku, po którą sięgają rano, gdy się przebudzą czy wieczorem, gdy kładą się spać. Widzę książki zniszczone, z podkreśleniami, ich osobiste. Niech tak będzie i z naszymi Regułami, przeczytanymi i przemyślanymi. Zachęcam, by do tego tekstu mieć stosunek bardzo osobisty.

Rozpoczynamy analizę Reguły od początku Prologu, który jest bez dwu zdań wyjątkowy. Widać, że Prolog jest inny niż cała reszta tekstu. Tę resztę charakteryzuje to, że jest monotonna, można powiedzieć nudna, opisuje jednostajny ceremoniał i zasady życia w środowisku zamieszkałym przez pewną grupę osób.

Będąc w nowicjacie usłyszałem: „w Regule poza Prologiem nie ma emocji”. Prolog jest naszkicowany z radością: „obudźmy się bracia, powstańmy!” Wszystko tam jest bardzo osobiste, przeniknięte entuzjazmem, a następne rozdziały są już stonowane.

Nawiązując do sformułowanej wcześniej zasady ćwiczenia się w codziennym czytaniu Reguły, trzeba dodać i to: zawsze, kiedy tracimy zapał, jesteśmy sfrustrowani, zmęczeni i zagubieni czytajmy Prolog. Bo został on napisany dla ludzi, którzy tracą siłę. Jest pełen energii, bo ojciec Benedykt chce nią zarazić swoich synów i swoje córki.

Styl literacki Prologu: „zachęta” jest znany od dawna, od czasów Platona. Ten styl był charakterystyczny dla całego Antyku. Tutaj zachęca do wkroczenia na drogę życia monastycznego.

Na początku mojego pobytu w klasztorze jeden z braci odmawiał w chórze to wezwanie Prologu dość monotonnie, usłyszał wtedy od przeora: „W tym ma być życie! – a nie kołysanka, to ma nas wszystkich obudzić a nie uśpić”. W takiej formie napisany jest Prolog, daje zachętę, wskazuje kierunki, jest po to byśmy się obudzili. Na smutek, zniechęcenie, utratę kierunku na drodze życia warto zaaplikować sobie lekturę Prologu i skorzystać z radości, która tam jest.

Ikonograficznie Benedykta pokazuje się, szczególnie w Renesansie, jako mężczyznę brodatego, wychudłego, z palcem na ustach. To nie jest obraz człowieka, który zredagował Prolog, to nie jest ta postać. Benedykt, gdy go redagował, miał około sześćdziesiąt lat, na ówczesne czasy był starcem, mieszkał w trudnych warunkach, miał świadomość bliskości śmierci, a jest w nim tyle życia, że obdziela nim kolejne już pokolenia synów i córek. Warto św. Benedykta prosić o to, by nam tej radości i żywotności udzielił.

Zdania Prologu, do których się teraz odwołujemy, wskazują jeszcze na to, że św. Benedykt jest człowiekiem współpracy. Wynika to z prostego faktu, że potrafi być otwarty.

Proponuję, by od następnego spotkania każdy miał ze sobą tekst Reguły, gdy mamy przed oczami tekst inaczej się pracuje, zawsze się można do niego odwołać czy coś zanotować.

Reguła św. Benedykta zawiera w sobie sporo przeredagowanych elementów reguły, którą nazywa się „Regułą Mistrza”. To przeredagowanie jest istotne, można nawet powiedzieć genialne. Dla Mistrza człowiek świecki, to ten, który szeroką drogą kroczy na zatracenie, podąża do piekła. Jedyne co może zrobić, by ratować swoją duszę, to wstąpić do klasztoru. U św. Benedykta tego nie ma. Świeckich postrzega inaczej. Jeśli np. mnisi wybiorą opata niezbyt trafnie, można mu różne złe rzeczy wytknąć, to obowiązkiem świeckich jest wkroczenie do klasztoru i dokonanie zmiany.

Innym rysem Reguły św. Benedykta jest to, że splatają się w niej różne wątki tradycji. To także może być dla nas inspirujące.

Kiedy człowiek wchodzi na drogę życia wewnętrznego, wcześniej czy później może ogarnąć go pokusa, że swoją pracą, rozeznaniem, zapoczątkuje coś nowego w Kościele, we wspólnocie czy gdziekolwiek indziej. Odrzucajmy takie pokusy! Kroczmy śladami ojców i nie kombinujmy. To co było przez nich sprawdzone, jest najbardziej bezpieczne. A Pan Bóg sprawi, że nasze serce się ukształtuje dokładnie tak, jak On tego chce.

Dodajmy jeszcze, że analizowane trzy wiersze Prologu przypisywane są Bazylemu Wielkiemu. Czy słusznie, nie wiemy. Tekst Bazylego powstał w IV wieku, czyli jest niewiele starszy od Reguły i nie powstał w Europie. Benedykt określa Bazylego mianem „naszego ojca”. Może korzystał z tekstu „napomnień” autora, który podaje się za Bazylego.

Analizowany tekst jest esencją tego, co jest w Regule. Jest istotą powołania monastycznego. Dobrze więc byłoby nauczyć się go na pamięć.

Lektura tych trzech wierszy utwierdza nas w tym, że jest w nich ważne każde słowo (ta uwaga odnosi się nie tylko do Reguły, ale i do każdego tekstu starożytnego, także do Pisma Świętego). Wynika to z tego, że ówcześni starożytni autorzy rzadko byli grafomanami, ponadto było ich niewielu, bo rzadko kto potrafił pisać. Tak więc jak już ktoś pisał, to dlatego, że miał coś do powiedzenia, dzisiaj niemal wszyscy ludzie potrafią pisać, często piszą, ale rzadko mają coś do powiedzenia.

W rozważanym tekście istotne jest słowo „posłuszeństwo”.

Posłuszeństwo streszcza w Regule duchowość monastyczną. Posłuszeństwo rozumiane nie jako bierność. Tę duchowość określają też inne słowa:

Pax;
Aby we wszystkim był Bóg uwielbiony;
Ora et labora.

Słynne ora et labora sformułował w drugiej połowie XIX wieku o. Wolter, opat, autor obszernego komentarza do Reguły św. Benedykta. Wszystkie te frazy charakteryzują Regułę, jednakże najcelniej oddaje ją posłuszeństwo. Dzisiaj z pewnym wzruszeniem możemy czytać słowa o. Piotra Rostworowskiego, że dla św. Benedykta posłuszeństwo jest obiektem fascynacji, że jest on zakochany w posłuszeństwie.

Współczesny człowiek ma z tym problem. Staramy się unikać sytuacji wymuszających posłuszeństwo, nieposłuszeństwo zaś próbujemy usprawiedliwiać. Dla Benedykta jest ono sine qua non kwintesencją życia nie tylko monastycznego.

Mówiliśmy już, że ważne jest częste czytanie Reguły, bo ona będzie kształtować nasze życie. Podobnie jest z tymi słowami – kluczami, które wymieniliśmy wcześniej. To nie jest tak, że jak już ustalimy, że takim najważniejszym słowem dla duchowości monastycznej jest posłuszeństwo, to sprawa jest rozwiązana. Miejmy z tym problem! Zmagajmy się z nim, analizujmy je. Jest taka ikona biblijna Jakuba, który zmaga się z aniołem. Bóg prowadził Jakuba za rękę, błogosławił mu, a Jakub się z Nim kłóci. Jeżeli nie rozumiemy do końca, dlaczego posłuszeństwo ma być takim ideałem, myślmy o tym często, a zrozumienie przyjdzie.

Pytanie czym jest posłuszeństwo prowadzi nas czasami do zredukowania go do słuchania. Istotnie pierwszym przejawem posłuszeństwa jest to, że człowiek chce słuchać. W języku łacińskim, greckim czy polskim w rdzeniu „posłuszeństwa” jest czasownik słuchać. W języku polskim objaśnia się, że posłusznym jest ten kto jest powolny poleceniom, rozkazom, robi to co mu każą.

Posłuszeństwo u Benedykta jest przede wszystkim otwarciem serca i pokazaniem kim jestem naprawdę. Otwarciem, gdy odpowiadamy na pytania: powiedz mi czego pragniesz, kim jesteś.

Posłuszeństwo w stosunku do Boga, gdy się modlimy: przemów do mnie, Boże, jak postąpić, powiedz mi Boże kim jestem.

Względem drugiego człowieka, żony lub męża, dzieci. Nie wiem, kim jest drugi człowiek, on mi to powinien powiedzieć, ale ja muszę słuchać.

Tu jest głęboka mądrość Benedykta.

Dokładniej o posłuszeństwie mówi św. Benedykt w V rozdziale Reguły. Tam jest spojrzenie na posłuszeństwo chrystologiczne. Człowiek słucha, jest posłuszny dlatego, bo taki jest Chrystus. A ja chcę naśladować mojego Pana i Zbawiciela. Chrystus był posłuszny aż do śmierci. Słucha Ojca, apostołów, uczniów. Rozumie posłuszeństwo tak jak to jest w Ewangelii św. Jana: oto idę pełnić wolę Twoją. Benedykt jest przesiąknięty Ewangelią Janową, warto tropić fragmenty o posłuszeństwie w Regule, bo mają one walor Janowy, tam jest wiele miłości.

Bardzo często Benedykt mówi „niech będzie posłuszny z miłości”, nie dlatego że się boi, ale dlatego że tak chce, z miłości do Boga i do ludzi. Skoro Jezus jest posłuszny z miłości, to ja też będę posłuszny z miłości.

Dla Benedykta otwarcie na posłuszeństwo to otwarcie na świat. Dlaczego ludzie odgradzają się murami, bo się nie słuchają, ponadto albo są zabiegani albo gnuśni. Posłuszeństwo w relacjach opat – bracia, bracia – bracia będziemy jeszcze śledzić analizując rozdział III, „O zwoływaniu braci na radę”. Zgodnie z zaleceniami tam zawartymi każdy może się wypowiedzieć, każdego trzeba wysłuchać, klimat zdawałoby się sielski. Jeśli nawet życie nie przystaje do tego obrazu, to staramy się by tak było, bo to jest konsekwencją naszych ślubów czy przyrzeczeń oblackich, ale to wymaga sporego trudu.

Zachęcam do wykonania pewnej pracy nad Regułą. Proponuję by, kierując się indeksem rzeczowym prześledzić wszystkie te fragmenty Reguły, w których jest mowa o posłuszeństwie, zaznaczyć te miejsca i do nich wracać, by zrozumieć o co w tym posłuszeństwie chodzi. Nie po to, by uzyskać wewnętrzny spokój, ale po to by Reguła kształtowała nasze życie.

Kiedy będziemy analizować rozdział o posłuszeństwie, przedstawię fragmenty tekstów monastycznych, na których zapewne św. Benedykt się opierał, i które znali jego mnisi. A więc teksty Kasjana, Doroteusza z Gazy, Łąki Duchowe itd..

Do posłuszeństwa będziemy wracać, bo ono najpełniej wyraża duchowość reguły monastycznej. Posłuszeństwo tak rozumiane jak to przedstawiliśmy jest przeciwieństwem spełniania własnych chęci. Benedykt zaleca przecież: „Ty który wyrzekasz się własnych chęci”, wiedz czego chcesz. Człowiek może być posłuszny albo niewiedzący czyli taki, który nie wie czego chce. Jak wiesz czego chcesz, to nie rozpraszasz się na 123 sprawy, które rozrywają cię jak dzikie psy, ale skupiasz się na jednym, tym czego chcesz.

Prośmy św. Benedykta o taką mądrość i rozeznanie, byśmy słuchali głosu Bożego i który byłby inspiracją w naszym życiu.


O. dr Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position