Jesteśmy karłami, którzy siedzą na barkach olbrzymów i wracamy do początków…

  • 3 lutego 2020

Jesteśmy karłami, którzy siedzą na barkach olbrzymów i wracamy do początków…

Warto czytać Regułę św. Benedykta, warto wracać do jej Prologu. Prolog wychowuje nas i zachęca do budowania bardzo osobistej więzi z Bogiem, relacji ja i Bóg, bardzo osobistej i bardzo intymnej.

Przykładem może tu być dzisiejsze przypomnienie św. Anny, matki proroka Samuela, samotnej, walczącej kobiety, która w tym swoim totalnie zdewastowanym świecie potrafiła wzbudzić w sobie delikatną, intymną więź z Bogiem. Życie jej nie było usłane różami, ale podjęła trud rozpoznania w swoim sercu relacji z Panem Bogiem i ją właśnie możemy postrzegać jako osobę, która idzie za wskazaniami Prologu Reguły św. Benedykta, i o której można powiedzieć, że jest prototypem oblata.

Od września zajmujemy się Regułą. Zaczęliśmy ją czytać od pierwszych zdań Prologu, dzisiaj zajmiemy się dwoma końcowymi zdaniami, wierszami 49 i 50. Nim się tym zajmiemy, najpierw rodzaj przypisu.

Przekaz Grzegorza Wielkiego o św. Benedykcie, umieszczony w Drugiej Księdze, przy uważnej lekturze sprawia niedosyt, opis wydaje się jednostronny. Benedykt jest chropowaty, jakby kulawy w sytuacjach skrajnych i dopiero, gdy pojawia się jego siostra Scholastyka, w 34. rozdziale Drugiej Księgi, następuje dopełnienie kreślonego obrazu i wtedy Benedykt uzyskuje pełniejszy wyraz.

Św. Scholastyka pojawia się w spotkaniu z Bratem tuż przed śmiercią, po której ulatuje jako gołębica do nieba. Można powiedzieć, że jest to cud przyrody. Scholastyka z pochyloną twarzą zaczyna płakać i modlić się, wtedy wszystko wokół, cała przyroda się zmienia i zaczyna padać deszcz. Benedykt zmuszony jest do pozostania u niej, by kontynuować rozmowę. Po jego odejściu św. Scholastyka ulatuje w postaci gołębicy, co pokazuje jej związek z Osobą Ducha Świętego. Z tej świętej kobiety świętość wylewa się na zewnątrz i kształtuje otoczenie.

Potem mamy cud św. Benedykta, cud światła, kontemplację całego świata, z jednej strony mroczność, deszcz, chmury a z drugiej światło. W promieniu światła widzi cały świat, w który wchodzi i go porządkuje.

W przypadku Scholastyki dostrzegamy głównie miłość, a u Benedykta mądrość. Nasi ojcowie i matki doskonale tę dwoistość rozumieli i nie rozdzielali świętego rodzeństwa. My często je rozdzielamy, bo zapominamy o św. Scholastyce. Jedna i druga postać, miłość i mądrość, dają dopiero razem benedyktyńskiego ducha. Także ich imiona są znaczące. Św. Benedykt to błogosławiony, odniesiony do ośmiu błogosławieństw, a Scholastyka – uczennica, uczy się, bo kocha aż do śmierci, do odlotu gołębicy.

Jak przyzywamy orędownictwo św. Benedykta, pamiętajmy też o św. Scholastyce, by dała nam trochę słodyczy, miękkości i empatii wobec tego świata, jaki jest.

Zapowiedziane na wstępie dwa wiersze Prologu to swoiste streszczenie tego, o czym będziemy mówić w trzech następnych konferencjach:

Gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze, serce ci się rozszerzy i pobiegniesz drogą przykazań Bożych z niewysłowioną słodyczą miłości. Tak nie odstępując nigdy od nauki Pana, w Jego prawdzie wytrwajmy w klasztorze aż do śmierci, abyśmy przez cierpliwość stali się uczestnikami Męki Chrystusowej i zasłużyli na udział w Jego Królestwie (Reg Prolog 40–50).

Naszym rekolekcjom daliśmy tytuł „Królestwo serca”. O jakim sercu tu mówimy, nie trzeba przypominać. To wiemy. Nie chodzi tu o to serce z ciała. To przywoływane serce, to jedno z podstawowych pojęć duchowości chrześcijańskiej, wielokrotnie omawiane.

Celem tych rekolekcji jest przedstawienie sposobów, które pomogą nam o to nasze serce się zatroszczyć.

Z powodów zawodowych czytam literaturę tzw. duchową, której jest dużo. Są to teksty różne, często bardzo dobre, zawierające głębię i bogactwo; warto się nimi inspirować i dobrze, że one powstają, ale trafiają się też plewy albo kąkol wśród zboża, nie jest tego dużo, ale warto się na to uwrażliwić. Nie jest dobrze, gdy autor próbuje w swoich tekstach generować u czytelnika poczucie winy, że czegoś nie przeżywa albo nie przeżywa dostatecznie głęboko. Jak natkniecie się na taki tekst, to lepiej go nie analizować, szkoda czasu. Naszym zadaniem jest „postępowanie naprzód w życiu wspólnym i wierze” oraz szukanie narzędzi, by „serce się rozszerzało i byśmy biegli drogą przykazań Bożych”.

W wieku przedszkolnym jeździłem z ojcem i bratem do naszej rodziny na północy. To była duża rodzina, na 70 hektarach ziemi hodowali zboże, do dzisiaj z tego żyją, ale mnie to niewiele interesowało. Z tymi wyjazdami kojarzy mi się niesamowite doświadczenie. Ojciec zabrał nas do Malborka. Pobyt w zamku krzyżackim to było dla mnie miażdżące doświadczenie. Wcześniej widziałem Kraków z Wawelem, ale Malbork mnie zaczarował. Najciekawsza była zbrojownia z rycerskimi pawężami, łukami dwa razy większymi ode mnie i mieczami mojego wzrostu. Wszystko to było dla mnie jak zaczarowany ogród. Smuciło mnie tylko to, że tego nie można było dotknąć, bo wszystko było za szybą.

Jak wracam do tamtego doświadczenia, to przypomina mi się czwarty rozdział Reguły, w którym są opisane narzędzia do oczyszczania serca, rozszerzania go, sprawiania by biło ono rzeczywiście dla Boga, by Reguła została bardzo osobistym przyjacielem, taką powiernicą, by była czytanym tekstem zaraz obok Pisma Świętego, by z tym tekstem bez przerwy dialogować, zadawać pytania, ale i dopisywać swoje uwagi.

Dzisiaj mówiliśmy już, jak dobrze przeżyć nowicjat, to takie nasze „dopisanie” do Reguły. Kolejnym może być: jak przeżyć Adwent?

Analizowane dwa wiersze z Prologu chciałbym, by były takim impulsem do zastanowienia się w kolejnych konferencjach, w jaki sposób oblat powinien praktykować to, do czego zobowiązuje go Reguła, czyli posłuszeństwo, obyczaje monastyczne i stałość. I chciałbym, by te dwa wiersze były fundamentem do tych rozważań.

Cytowane pierwsze zdanie jest implikacją po przeczytaniu słów: „gdy będziesz postępował naprzód w życiu wspólnym i w wierze”, następuje bardzo pocieszający następnik: „serce ci się rozszerzy”.

A serce nasze na ogół jest malutkie, jakby w stanie przedzawałowym i z takim sercem zaczynamy bieg, czyli poważne traktowanie naszych relacji z Panem Bogiem. Ale to malutkie serce to nie jest zła diagnoza. Po to człowiek zostaje mnichem, po to zostaje oblatem, żeby iść naprzód w życiu wspólnym i wierze, by serce mu się rozszerzyło. Zostajemy mnichami, oblatami, bo mamy problemy, czasem nieuświadomione, ale przychodzimy do klasztoru po to, aby nasze serce rosło.

Jutro wspominamy św. Jana od Krzyża. W jednym z podstawowych swoich tekstów „Pieśń duchowa” opisuje szczyty mistycznego życia z Bogiem. Ale jak się to zaczyna? Punktem wyjścia jest opis duszy, która stoi u progu potępienia, opis człowieka, który stoi u progu piekła. Jan mówi o tym, że zmarnował życie, że dużo zła uczynił, że trudno się zbawić, że czas płynie, że ciężka jest pokuta, że nic nie zrobił ze swoim życiem, które przelewa się między palcami… To jest właśnie punkt wyjścia człowieka z małym sercem, który woła do Boga: daj znak, gdzie się ukryłeś?

Analogicznie jest u Benedykta kierującego słowa Prologu do swojego ucznia. Na początku twoje serce jest malutkie, nie obsługuje tego wszystkiego, co powinno, ale dobre i to, od tego trzeba zacząć.

W tym momencie może pojawić się niebezpieczeństwo w postaci wybujałych wymagań, jakie sobie na początku drogi postawimy. To nie chodzi o to, by być minimalistą i nic od siebie nie wymagać, ale chodzi o to, by program życia duchowego, które przed sobą kreślimy, miał ręce i nogi, miał sens.

Wiemy przecież, trzymając się metafory serca, że jak człowiek idzie na leczenie kardiologiczne, to nikt nie będzie oczekiwał od zawałowca, by biegał w maratonie, bo to go zabije. Analogicznie, kiedy zaczynamy realizować program życia duchowego, musimy postępować w taki sposób, by to nam pomagało a nie zabijało. Wystrzegać się trzeba pokusy wybujałych wymagań. Każdy stan ma swoje pokusy. Pokusą mnicha może być chęć zeświecczenia, czyli rezygnacja z pewnych nawyków, obyczajów życia monastycznego. Podobnie dużą pokusą dla każdego oblata może być chęć zostania mnichem. Oblat to nie mnich, tak jak mnich nie jest oblatem, a do klasztoru przychodzą jedni i drudzy po to, by im serce się rozszerzyło. Bądź tym, kim jesteś – mężem, ojcem, matką, żoną. Klasztor nie może być konkurencją dla twojego życia rodzinnego. Jeśli bycie oblatem osłabia życie rodzinne, to jest to znak, że coś nie gra. Stawianie pytania kogo kocham bardziej: Boga czy żonę obraża Pana Boga.

Tak więc jak człowiek po zawale zaczyna bieg, to na początku jest to spacer, potem trucht, w końcu może i sprint. W każdym z tych przypadków serce zacznie się rozszerzać.

Jakie są dwie podstawowe praktyki by serce się rozszerzało? Odpowiedź Benedykta jest następująca: „postępuj naprzód w życiu wspólnym i wierze”. Dwie płaszczyzny życia nierozerwalnie ze sobą złączone – życie wspólne i wiara. Ja miałem tu z tym sformułowaniem problem: dlaczego najpierw życie wspólne, a potem wiara?

Człowiek trwa na tej ziemi od początku we wspólnocie, rodzinie, małżeństwie, parafii, społeczeństwie, narodzie. Jeśli ktoś jest aspołeczny, odizolowany, to on w żadnej wspólnocie się nie ostoi ani w klasztorze, ani w rodzinie. Oczywiście życie wspólne każdy przeżywa na swój sposób. Jednak zawsze oparte jest ono na szacunku i uznaniu inności drugiego człowieka. Jeśli czytamy uważnie Regułę, to widzimy, że jest ona prawie w całości opisem życia wspólnotowego.

Jeden z braci mówił, że w klasztorze musimy żyć z ludźmi, z którymi w życiu świeckim nie jeździlibyśmy nawet jednym tramwajem. Życie wspólne nie zakłada sielanki, beztroski, wręcz przeciwnie to świadomy wybór i akceptacja każdego, który się tu znalazł.

Może zastanówmy się w rachunku sumienia, czy życie oblackie pomaga nam w życiu wspólnym, małżeńskim, rodzinnym. Osądzając innych pamiętajmy też o konsekwencjach Wcielenia, wszystko co ludzkie, może mieć wymiar Boski.

Drugim ogniwem w tym nierozerwalnym łańcuchu, o którym mówi św. Benedykt „by serce się rozszerzało”, jest wiara. Często dzisiaj niestety jest on rozerwany. To rozerwanie może mieć np. taką postać. Ktoś stwierdza, że nie będzie chodził do kościoła, nie będzie przystępował do sakramentów, bo nie chce się kontaktować z księżmi, którzy kradną. Widomo, że byli, są i będą księża złodzieje, ale z tego nic nie wynika (poza refleksją nad kondycją człowieka). Człowiek, który tak mówi, przeżywa życie wspólnotowe bez wiary. Gdyby miał wiarę, dostrzegłby, że Kościół taki nie jest (nie składa się z księży złodziei, więcej nie składa się tylko z księży). Podobna logika jest w rozumowaniu: jeśli jedna kasjerka oszuka mnie na poczcie, to nie będę korzystał z poczty. Nikt nie powinien kraść, ale tak jest, że ludzie kradną, a nasza wiara pozwala wyciągnąć właściwe wnioski jak żyć. Dzięki wierze można np. wytrwać w klasztorze, gdy spotykamy się z głupotą czy małostkowością współbrata, bo ona mówi nam, że on się może nawrócić. Ile razy można pokonać kryzys małżeński tylko dlatego, że ma się wiarę w moc rozmowy, przebaczenia, dogadania.

Mimo wskazywania w Regule na tę nierozerwalność życia wspólnego i wiary mamy także tendencje, żeby uciekać tylko w jedno bądź tylko w drugie. Są pokusy ciała, ale są też pokusy ducha – jedno i drugie jest chore. Królewska droga wiedzie pośrodku, człowiek idzie drogą ducha i ciała, jesteśmy bytem cielesnoduchowym.

Do biegu potrzebne są dwie nogi: wiara i życie wspólnotowe. Św. Benedykt mówi, że taki bieg drogą przykazań Bożych cechuje słodycz miłości, bardzo specyficznej, bo biorącej się z dojrzałego świadomego wyboru dokonanego w świetle wiary.

To nie przypadek, że zaczęliśmy te rekolekcje w dzień Świętej od światła, św. Łucji.

A jutro mamy święto wspomnianego już doktora mroku, Jana od Krzyża, który mówił bardzo dużo o nocy, o mroku, mówił, że jedynym światłem na tym świecie jest wiara i pragnienie Boga. Jan i Benedykt to jak bliźnięta, oni zrozumieliby się od razu.

Św. Benedykt wskazuje na podstawowe środki, by w życiu wspólnotowym i wierze wytrwać. Mówiliśmy o tym we wrześniu rozpoczynając przygodę z Regułą – nie odstępować od nauki Pana, czytać Ewangelię, praktykować lectio divina, ale także czytać Prolog i całą jego Regułę.

Wiara ma charakter wspólnotowy. To nie jest tak, że siadamy i w samotności wymyślamy sobie, w co będziemy wierzyć. Nasza wiara oparta jest na Objawieniu i jego interpretacji, nad którą pracowały całe pokolenia. Ludzie mądrzy przez prawie dwa tysiące lat pisali teksty dogmatyczne, które były zatwierdzane na soborach. Tych myślicieli wyzywano od heretyków, narażali własne życie, przeciwstawiali się ludziom trzymającym władzę, często za bardzo wysoką cenę. Jednym z nich był św. Maksym Wyznawca, który bronił dogmatu o Wcieleniu. Został oślepiony, by nie mógł czytać, odcięto mu język, by nie mógł mówić, odcięto mu prawą dłoń, by już nic nigdy nie mógł napisać w obronie wiary. Zbliża się Boże Narodzenie. Wspomnijmy w tym okresie o tym Świętym.

Jesteśmy karłami, którzy siedzą na barkach olbrzymów i wracamy do początków. Ruszamy w drogę, jak ci ludzie po zawale, powolutku, by nasze serca zostały uleczone, ale we wspólnocie, pomagając sobie nawzajem. Na tę drogę dostajemy od św. Benedykta proste i skuteczne narzędzia: posłuszeństwo, obyczaje monastyczne i stałość.


Rekolekcje Królestwo serca wygłoszone w dniach 13-15 grudnia 2019 r. dla oblatów benedyktyńskich.


O. dr Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła Pomiędzy grzechem a myślą oraz o praktyce modlitwy nieustannej Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie.

Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position