Homilia bpa Antoniego P. Dydycza z okazji jubileuszu 90-lecia urodzin ojca Leona Knabita

  • 23 marca 2020

Homilia bpa Antoniego P. Dydycza z okazji jubileuszu 90-lecia urodzin ojca Leona Knabita

Jubileusz Czcigodnego Ojca Leona Knabita, dziewięćdziesięciolecia urodzin i Chrztu Świętego, Bielsk Podlaski, 6.02.2020 r.


Wielce Czcigodny Ojcze Leonie, Dostojny Jubilacie, pozdrawiam Cię bardzo serdecznie z racji dziewięćdziesięciolecia urodzin, które miały miejsce 26 grudnia 1929 roku i dziewięćdziesięciolecia Chrztu św., który miał miejsce tutaj, w tej świątyni dnia dzisiejszego przed laty także dziewięćdziesięciu.

Proszę pozwolić, że teraz zwrócę się z pozdrowieniami do Czcigodnego Duchowieństwa z Księdzem Kanonikiem, Dziekanem tutejszym na czele. Pozdrawiam Siostry zakonne Dominikanki. Serdecznie pozdrawiam Gości zwłaszcza, przybyłych z różnych stron, a w sposób szczególny tutejszych Parafian i wszystkich Mieszkańców Bielska Podlaskiego.

Drogi ojcze Leonie, Zacny Jubilacie, razem wsłuchiwaliśmy się w dzisiejsze czytania, zaczerpnięte z Pisma Świętego. Otóż z Listu do Hebrajczyków dowiadujemy się, że nie musimy ulegać przerażeniu, jak tego doświadczył Mojżesz, ponieważ dzięki przyjściu na świat Syna Bożego, znajdujemy się w Kościele Powszechnym jako ci, „którzy są zapisani w niebiosach, do Pośrednika Nowego Testamentu – Jezusa” i dlatego za Psalmistą „Rozważamy, Boże, łaskawość Twoją we wnętrzu Twojej świątyni”, którą jest właśnie także ta bazylika, w niej dzisiaj modlimy się, a w której byłeś ochrzczony. Natomiast św. Marek w Ewangelii przypomina nam o powołaniu Dwunastu Apostołów, których to rozsyła Pan Jezus po dwóch, zalecając, aby nic nie brali ze sobą, a „gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie”. Gdyby nie chciano korzystać z tego daru posługiwania apostolskiego, powinni Apostołowie opuścić taki dom, co więcej – strząsnąć „proch z nóg (…) na świadectwo dla nich „, dla nieżyczliwych i niewrażliwych na dar Boży.

Drogi ojcze Leonie, mimo dystansu czasowego, proszę mi wybaczyć, ale ja widzę Ciebie wśród tamtej dwunastki. Najpierw wszakże pozwól, że przypomnę przynajmniej niektóre wydarzenia z Twojego duchowego, bogatego życiorysu. Sprzyja temu klimat tego wieczoru. Urodziłeś się tylko jeden dzień po narodzinach Pana Jezusa. W tym wypadku nie są istotne lata. Otrzymałeś imię Stefana w nawiązaniu do św. Szczepana Męczennika, podczas Chrztu Świętego w tej świątyni, a jedno i drugie wydarzenie dokonywało się przed dziewięćdziesięciu laty.

Przy narodzinach Dzieciątka Jezus świeciła tylko jedna gwiazda, Tobie zaś w drugi dzień Bożego Narodzenia dziesiątki światełek rozjaśniały Twoje przyjście na świat. Wypada też przypomnieć, że Dostojny Jubilat przyszedł na świat tutaj w Bielsku Podlaskim. Podówczas była to Diecezja Pińska, a Chrztu św. udzielał ówczesny Proboszcz miejscowy, obecnie błogosławiony – Antoni Beszta Borowski, Męczennik. Trudno przy tej okazji nie wspomnieć Jego bratanka, ks. inf. Eugeniusza, gorliwego kapłana, oddanego bez reszty pracy duszpasterskiej, chętnie głoszącego rekolekcje parafialne, profesora Drohiczyńskiego Seminarium Duchownego, wytrwałego pracownika Kurii Biskupiej. A to wszystko miało miejsce wtedy, gdy dawna nasza diecezja, po zagarnięciu przez Sowietów wschodnich terenów z Pińskiem włącznie, została okrojona i z trudem broniła się przed jej zniesieniem. Ks. Kard. Stefan Wyszyński, Prymas Polski podkreślał, że nie będzie likwidatorem jakiejkolwiek diecezji. Natomiast dzięki działalności św. Jana Pawła II przybrała ona obecną postać, wiernie starając się służyć Kościołowi.

Przypominam minione czasy, gdyż ma to swoje odniesienie także do kolejnych wydarzeń w życiu Czcigodnego Jubilata. Druga wojna światowa wniosła w życie tutejszych mieszkańców, jak i całej Polski, a w pewnym sensie nawet całej Europy ogromne zamieszanie, straszliwe zniszczenia. Nie możemy też zapominać o milionach pomordowanych osób. Ludzie musieli się przemieszczać. I tak młody Stefan uprzedzając zagrożenia dotarł do Siedlec. W latach zaś pięćdziesiątych zostaje wyświęcony na kapłana. W owych czasach Diecezją Siedlecka, czyli Podlaską kierował sługa Boży ks. bp Ignacy Świrski, przed wojną profesor Uniwersytetu Wileńskiego, człowiek wielkiej kultury, wyjątkowo oddany sprawie nauczania młodzieży i z poświęceniem wspomagający wiernych. W latach okupacji niemieckiej przez jakiś czas zamieszkał u pewnego rolnika na Wileńszczyźnie, pracując jako parobek, ratując swoje życie.

I pod takim duchowym oraz pasterskim kierownictwem znalazł się kleryk siedlecki, obecny Jubilat. Nie wiem, czy postawa Biskupa Ignacego w jakiś sposób nie wpłynęła na decyzję o późniejszym wstąpieniu do benedyktyńskiej wspólnoty mniszej przez stosunkowo młodego kapłana. Przecież pracował gorliwie, a nawet bardzo gorliwie, ale widocznie Duch Święty miał jeszcze inne plany dla ks. Stefana Knabita. Mimo pewnych braków, ponieważ wielu kapłanów oddało swoje życie podczas wojny, obecny Sługa Boży, ówczesny Pasterz wyraził zgodę na opuszczenie diecezji i wstąpienie do Benedyktyńskiej Wspólnoty. Po latach dojdzie do ciekawej rozmowy pomiędzy Biskupem a nowym mnichem, kiedy to o. Leon, gdyż takie otrzymał nowe imię, wyznał, że pozostawił w Diecezji Siedleckiej prace duszpasterskie o charakterze parafialnym, aby oddać się całkowicie sprawom duchowym, a tymczasem przełożony tyniecki mianował go proboszczem parafii miejscowej. A na to, pocieszając, odpowiedział Mu Pasterz: „proszę księdza to nie to samo być proboszczem tutaj i w klasztorze. Bo w klasztorze nie ma gospodyni”. Mam nadzieję, że po takim wyjaśnieniu o. Leon już nie miał więcej kłopotów także z nową formą duszpasterstwa.

Mimo to, że w opowieści jesteśmy już w Tyńcu, to jednak powrócę do Siedlec, gdyż wydarzenie, o którym chcę przypomnieć odnosi się do czasów najazdu na Polskę przez Niemców i Sowietów we wrześniu 1939 roku. Kresy Wschodnie wraz z województwem obecnie podlaskim znalazły się pod Sowietami. A więc w tej samej sytuacji był klasztor kapucyński w Łomży. Z tego to klasztoru został zesłany na Sybir o. Ryszard Grabski. Po zawarciu umowy między gen. Sikorskim a Stalinem, Polacy znajdujący się w niewoli sowieckiej bywali zwalniani i przenosili się do Kazachstanu, aby tam wstępować do armii Andersa.

Tak też postąpił o. Ryszard Grabski, który jako kapelan wojskowy został następnie skierowany na północ, do Archangielska, aby w tamtych okolicach poszukiwać Polaków, do których może nie dotarła wiadomość o decyzji Stalina. Niestety, z racji na pewne napięcie pomiędzy Stalinem a Armią Polską doszło do opuszczenia przez nasze wojska Kazachstanu, a wówczas ci wszyscy, którzy nie zdołali się razem zabrać, ponownie dostali się do niewoli. I tak o. Ryszard na nowo znalazł się w syberyjskich kopalniach. Dopiero w 1956 roku zwolniono go po blisko piętnastu latach. Po przekroczeniu nowej granicy w Brześciu dotarł do Białej Podlaski i tam w pobliskim domu opieki społecznej zatrzymano go na kilka dni, aby nieco odpoczął i ucywilizował się. A potem pociągiem wyruszył do Warszawy. W pociągu spotkał się z poważną Panią, była to mama ks. Leona. Zaprosiła Ojca Ryszarda do siebie w Siedlcach, ugościła i w ten sposób podniosła na duchu. O. Ryszard do końca swego życia to właśnie spotkanie uważał za jedno z najwspanialszych, oczywiście poznał też o. Leona. Nie mogłem nie wspomnieć o tym jakże chrześcijańskim wydarzeniu i jakim ono stało się bogactwem duchowym dla o. Ryszarda.

W parę dni później o. Ryszard przybył do Nowego Miasta, w którego okolicy mieszkał Jego Ojciec. Przywiózł go brat rodzony, który pracował w Warszawie. I o Jego wszystkich doświadczeniach słyszeliśmy z ust o. Ryszarda, o jego szesnastoletniej niewoli i o następczyni św. Weroniki, bo taką okazała się Mama Jubilata.

A teraz oddawszy hołd Matce, powracam do Tyńca. W tej uroczej miejscowości najpierw znalazłem się dzięki Sienkiewiczowskim Krzyżakom, a potem po raz drugi już po nowicjacie, ale jeszcze przebywając na stałe w Nowym Mieście nad Pilicą. Wybraliśmy się tam z pielgrzymką oddania pokłonu Matce Bożej Częstochowskiej. Po odwiedzinach Krakowa, ruszyliśmy do Tyńca, gdyż wieść o tym, że ten klasztor odradzający się po latach opuszczenia z powodu wrogości ze strony zaborców, był dla nas szczególnie ważny. Znaleźliśmy przepiękną świątynię i klasztor, ale w odbudowie. Był to lipiec 1956 roku. Klasztor był podniszczony, od strony zaś historycznej bardzo ważny, a odradzając się, po prostu stawał się sobą.

Na szerokim korytarzu, dostępnym dla wszystkich, spotkaliśmy matkę dwóch braci, będących benedyktynami. Matka siedziała przy oknie i reperowała bieliznę synów. Trudno o tym zapomnieć. Matka, powołanie zakonne i synowie, Po latach nadejdzie taki czas, że zostanę wezwany, aby służyć rekolekcjami zakonnymi wspólnocie benedyktyńskiej, która już powróciła do opackiej pełni. Zostałem zaproszony przez pierwszego opata odradzającego się klasztoru, ale na czas służenia rekolekcjami opactwo miało już drugiego zwierzchnika.

Jeszcze było wiele niedostatków, także w pomieszczeniach, jednakże nie mogę zapomnieć o tym, z jaką uwagą uczestniczyli Benedyktyni, chociaż wydaje mi się, że byli to zakonnicy, którzy wstąpili do klasztoru już po jakimś czasie pracy w ramach diecezji, czego potwierdzeniem jest dzisiejszy Jubilat. A jednak, ich udział w rekolekcjach był dla mnie głęboko poruszającym przykładem gorliwości.

Wydaje się wszelako, że wspomnieniom czas chyba dać odpocząć. Niech nas ubogacają książki pamiątkowe i niech jak najszerzej ukazują nam wszelkie wydarzenia, zagrożenia jak i zwycięstwa, których w życiu monastycznym jest wiele. I o tym nas przekonuje i utwierdza dzisiejszy jubileusz urodzin, ale i Chrztu Świętego. O czym to przypomina mieszkańcom miejsce urodzin dzień dzisiejszy.

Wspominając dzisiaj wiele osób, w jakiś sposób bliskich Ojcu Jubilatowi, oraz tym przestrzeniom, pragnę odwołać się do św. Benedykta, który w Regule polecił Mnichom, ucząc: „Przede wszystkim, gdy coś dobrego chcesz uczynić, módl się najpierw gorąco, aby Bóg sam to do końca doprowadził. Skoro raczył nas, już zaliczyć do grona swoich synów, oby nie musiał kiedyś smucić się naszymi złymi postępkami. Posługując się dobrem, jakie w nas włożył, powinniśmy zatem zawsze być Mu posłuszni. (…)”. A dalej dowiadujemy się o czymś jeszcze więcej.

„Powstańmy więc wreszcie, skoro Pismo Święte zachęca nas słowami: Teraz nadeszła dla nas godzina powstania ze snu. A otworzywszy oczy na przebóstwiające światło, słuchajmy uważnie głosu Bożego, który nas codziennie napomina, wołając: Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych, i znowu: Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. A co mówi? Pójdźcie, synowie, słuchajcie Mnie, nauczę Was bojaźni Pańskiej; biegnijcie, dopóki macie Swiatłość życia, aby ciemności śmierci was nie ogarnęły. (Prolog, 4 – 22, rozdz. 72, 1 – 12)

Ale to nie wszystko, co chciałby nam przekazać św. Benedykt, W hymnie na godzinę czytań pragnę przytoczyć trzecią i czwartą zwrotkę, gdyż zawierają one swego rodzaju apel, nawołujący nas, ludzi do coraz to większej wrażliwości na wezwania, ale i opieką płynącą ze strony Stwórcy. Oto one:

Dla wielu ludzi spragnionych pokoju
Przez własne życie przykładem się stałeś
Szukania Boga i Jego miłości
We wszystkich braciach.

I dzisiaj także przychodzi nieznane,
A świat jest pełen zamętu i kłamstwa;
Za twą przyczyną niech Pan nam ukaże
Właściwą ścieżkę.

Te wersety wprawdzie pochodzą od uczniów, ale odczuwamy w nich obecność ducha pierwszego opata Benedyktynów.

A więc cóż nam mówią te proste strofy? Najpierw przypominają o potrzebie pokoju, co jest przecież oczywiste. Ale, czy my o tym pamiętamy? Czy jesteśmy wrażliwi na pokój w rodzinie, w sąsiedztwie, w pracy, w nauce i ćwiczeniach różnorakich? I dlatego daje o sobie znać św. Benedykt, który „stał się przykładem” i co jest ważne – „własnym życiem”. A te wezwania odnoszą się do każdej i każdego z nas. I co więcej, podpowiadają nam rzecz nadzwyczajną. Rzadko o tym myślimy, aby szukać Pana Boga „we wszystkich braciach”. Zwróćmy uwagę, zatrzymajmy się, nie ogranicza tylko do uczciwych, względnie zwyczajnie dobrych. Rzecz dotyczy wszystkich, a więc wedle św. Benedykta w każdym człowieku można znaleźć coś dobrego! Czy to jest zawsze dla nas oczywiste? Dla Benedyktynów, tak!

Mowa jest także o tym, że w każdym „dzisiaj” możemy spotkać coś nieznanego. W świecie możemy spotkać wiele zamętu i kłamstwa, dlatego hymn apeluje do nas, abyśmy wstawiali się do Pana, iżby ukazał ludziom „właściwą ścieżkę”. A dobra ścieżka jest niezbędna w życiu ziemskim, gdyż każda i każdy z nas musi się przemieszczać, musi się poruszać. Ale w którą stronę? Nie jesteśmy pewni, więc prośmy Pana o ratunek,

A Pan Bóg zawsze podąża z pomocą. Czytamy o tym w Księdze Powtórzonego Prawa: „W owych dniach Bóg przemówił do Mojżesza następującymi słowami: Wejdź na tę górę Abarim, na górę Nebo, (…). Ponieważ nie byliście mi wierni wśród Izraelitów przy wodach Meriba (…), nie objawiliście mej świętości (…), dlatego tylko z daleka ujrzysz tę ziemię, lecz ty nie wejdziesz tam, (…). I umarł Mojżesz na pustyni. Tam go pochowano, ale grób został całkowicie zapomniany.

A co na to mówi św. Benedykt? Zwyczajnie nawołuje nas: „Pójdźcie synowie, słuchajcie Mnie, nauczę Was bojaźni Pańskiej; biegnijcie, dopóki macie światłość życia, aby ciemności śmierci was nie ogarnęły”. Wiernie przytacza słowa, które przypisywane są Duchowi, kierowane do Kościołów: „Pan pośród licznego tłumu, któremu mówi te słowa szuka sobie współpracowników”. Takimi współpracownikami wedle patrona Europy winni być mnisi, oczywiście gorliwi. „Ta właśnie gorliwość niechaj wyróżnia mnichów w ich życiu, w gorliwej miłości tak, aby w okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzali (…). Niech prześcigają się w posłuszeństwie (…). Niech darzą się wzajemną czystą miłości po bratersku. Niech Boga się boją dlatego, że Go miłują. Opata swego niech kochają miłością szczerą i pokorną. Niechaj nic nigdy dla nich nie będzie cenniejsza od Chrystusa, który oby razem raczył nas doprowadzić do życia wiecznego” (Reguła, jak wyżej).

Dostojny Jubilacie, to wszystko, do czego dzisiaj w czasie tej Eucharystii odwołuję się tak w nawiązaniu do pewnych wydarzeń z życia, jak i do Pisma św. oraz Reguły św. Benedykta stanowi jedynie przypomnienie, że w ciągu dotychczasowych dziewięćdziesięciu lat życia, że to właśnie Ty przypomniałeś nam i wszystkim, z którymi się spotkałeś oraz będziesz spotykał, nawet z racji uczestnictwa w kolejnych Tygodniach Filozoficznych Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie, wciąż będziesz o tym pamiętał. Dla ciebie bowiem: „Rzeczywistość – Myśl – Działanie” nie istnieją w teorii, ale w codzienności Twojego życia, a więc i postępowania.

I z tego to względu nie ma potrzeby, aby odwoływać się do Tomasza Mertona, który był wspaniałym człowiekiem i chyba jest. Wszelako jego „Domysły współwinnego widza” są jedynie przypuszczeniem, więc po co wskrzeszać przeszłość niepewną? Ale domyślam się, że nie jest Ci za to obcą opinia Henryka Elzenberga, który pisał, iż „Sens walki powinien być mierzony nie jej szansami na zwycięstwo, lecz wartościami, w obronie których walka została podjęta”.

W tej sytuacji powinniśmy zwracać się przede wszystkim ku św. Janowi Pawłowi II, który przewidywał, że będzie taki jubileusz, jak dzisiaj, że będą różne wspomnienia i dlatego prowadzi nas do Ewangelii, której tchnienia są odczuwane w wyjątkowo dojrzałym życiorysie, w Twoim życiorysie, Kochany Ojcze Leonie. Papież ostrzega przecież, że „Ewangelia nie prowadzi do zubożenia czy zgaszenia tego, co każdy człowiek, lud, naród, każda kultura, w ciągu historii poznają i realizują jako dobro, prawdę i piękno. Zachęca raczej, by te wartości zostały zasymilowane i rozwijane; by wielkodusznie i z wielką radością były wprowadzone w życie i uzupełnione tajemniczym i wywyższającym światłem Objawienia”. Panu Bogu więc dziękuję, kochany Ojcze Leonie, często zwany „Owieczką Bożą” z racji na brata Leona, towarzysza św. Franciszka, którego Biedaczyna nazywał właśnie „Owieczką Bożą” z racji jego łagodności i cierpliwości, a także uprzejmości oraz ofiarności.

A te wszystkie godne zachowania w naszych czasach dają o sobie znać dzięki Tobie, kochany Benedyktynie, Bracie Leonie, ponieważ jak Twój poprzednik sprzed lat, we franciszkańskim habicie, tak i Ty teraz dajesz świadectwo zatroskania o to, abyśmy w naszym życiu zabezpieczali jak najwięcej miejsca dla wartości, wartości ducha i materii, co więcej dla wartości życia i poświęcenia, czyli – mówiąc najprościej – dla tych wartości, którymi Pan Bóg chętnie obdarza każdą osobę ludzką, żyjącą z Nim w przymierzu, a nawet w Miłości, czyli w takiej zażyłości, która daje o sobie znać od lat dziewięćdziesięciu właśnie w Twojej pokorze i oddaniu się Panu Bogu oraz ludzkim potrzebom.

Czcigodny Ojcze! Cóż Ci mogę powiedzieć na pożegnanie: bądź sobą i zostań jak dotąd z Miłosiernym Panem! Może będziesz zmęczony, ale bądź cierpliwy; słaby fizycznie, ale mocny mocą wiary i miłości. A więc: „ora et labora”, oczywiście zawsze: „ad multos annos”, czyli bez liczenia lat, ale z „Amen”.


+ Antoni P. Dydycz
Biskup Senior Diecezji Drohiczyńskiej


Fot. Monika Kanabrodzka / drohiczynska.pl /

Dołącz do nas…

Zapisz się do naszej listy mailingowej. Planujemy wysyłkę takiego newslettera parę razy w tygodniu. Nie będzie to tylko wiadomość z informacją o naszych produktach, ale chcemy również dzielić się fragmentami treści monastycznych (apoftegmaty, pisma ascetyczne itp.) oraz informować o nowych artykułach i konferencjach audio / Zapisz się /

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio i wideo na kanale YouTube. Dołącz do nas i subskrybuj…


Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position