Gruzy Tyńca zadumane, prastare, a na stokroć starszych wzniesione popiołach…

  • 14 sierpnia 2019

Gruzy Tyńca zadumane, prastare, a na stokroć starszych wzniesione popiołach…

Dnia 2 maja 1831 r. uderzył piorun w południowo-zachodnie skrzydło klasztoru i spalił wszystko, co tylko spalić się dało, a pozostałe mury dogryza ząb czasu. Tak przed kilkudziesięciu laty pisał o Tyńcu miejscowy proboszcz, a więc świadek pogłębiające się ruiny. W Polsce nie było już benedyktynów, bo rządy zaborcze zamknęły ich klasztory. W takich warunkach nic nie sprzyjało nadziei na lepszą przyszłość. Trudno było przeczuć, że w dziejach Tyńca rozpoczął się nowy okres, że już wszczęto rozmowy i starania, które miał uwieńczyć powrót benedyktynów w r. 1939 i jednoczesne podjęcie odbudowy ruin dawnego opactwa.

Dziejów Tyńca nie można rozszyfrować poza kontekstem europejskim i ogólno-kościelnym. Benedyktyni w ciągu XIX przeżywali swe odrodzenie. We Francji działał o. Prosper Gueranger w Solesmes, ale jednocześnie w Niemczech odnowę prowadzili dwaj bracia Wolterowie. Opactwo w Beuron dało początek wielu innym: w Pradze, w Maredsous. Opactwa te z czasem utworzyły kongregację solesmeńską we Francji, beurońską w Niemczech i silnie promieniującą kongregację belgijską. Ich zasługą stało się porozumienie, które w Rzymie reprezentował opat-prymas. Niezależnie od tego działał we Francji o. Majolus Lamey, który dążył do odnowy opactwa w Cluny. Współzawodnictwo, które wytworzyło się w tych warunkach, i upadek idei Lamey’a należą do historii zakonu, ale echa tego wszystkiego brzmiały również w Tyńcu. Z wysiłkami miejscowych biskupów czy arcybiskupów współpracował lęk przed rewolucją, która francuskim benedyktynom groziła wydaleniem z granic ich ojczyzny, podczas gdy monarchia Franciszka Józefa dawała rękojmię pokoju i bezpieczeństwa.

W dziejach Tyńca grali rolę papieże, cesarze i rozmaici dostojnicy. W obecnym omówieniu wracać będą nazwiska kardynałów: Czackiego, Dunajewskiego, Puzyny, Dalbora, Hlonda, a przede wszystkim – Adama Stefana Sapiehy. On to bowiem w r. 1939 oddał Tyniec benedyktynom. Wewnętrzne nastawienie krakowskiego Metropolity względem powracających do Tyńca mnichów uwidacznia się w kolei wydarzeń. Podjęte wszakże dzieło restauracji opactwa było trudne i wymagało długotrwałych przygotowań.

Wyraźniejsze próby wskrzeszenia Tyńca rozpoczęły się około 1872 r. Zabiegi podjęli księża zmartwychwstańcy, chcąc pozyskać placówkę na polskiej ziemi. Starania nie dały rezultatu, ale już po kilku latach sprawa ta odnowiła się w inny sposób.

Pierwszy znak zainteresowania benedyktynów Tyńcem pochodził z Solesmes. Wspomniał o tym opat Alfons Guepin, który w 1880 r. – w obawie przed wydaleniem z Francji – przymawiał się o Tyniec u kard. Czackiego. Widocznie wiedział o tym kard. Puzyna, skoro po latach do tegoż opata skierował w tej sprawie pewne propozycje. Guepin odmówił, ale zachowane listy stanowią cenne źródło historyczne dla Tyńca w owym czasie. Zresztą miejscowe warunki udaremniały realizację projektu. W Tyńcu folwark, las i budynki pobenedyktyńskie stanowiły własność rządową, jako tzw. „Państwo Tyniec”. Władze kościelne natrafiały tu na trudności. Charakterystyczną jest notatka z r. 1890, kiedy wikariuszowi odmówiono mieszkania „na leśniczówce”, to znaczy w dawnym kapitularzu klasztornym. Miejscowa ludność utrzymywała się z przypadkowych zarobków, głodując na skąpych, dalekich i zalewanych przez Wisłę poletkach. Panowała tu niepodzielnie przysłowiowa w Galicji nędza.

Pod względem kościelnym Tyniec należał do diecezji tarnowskiej, gdzie rządy sprawował biskup Józef Alojzy Pukalski (1852 – 1855). Dopiero w r. 1880 tzw. Wikariat Krakowski został ponownie przekształcony w pełnoprawną diecezję. Zarazem przywrócono jej pewne tereny na prawym brzegu Wisły. Odtąd dekanat skawiński, do którego należał Tyniec ze swą parafią, przeszedł pod rządy biskupa krakowskiego. Był nim wówczas ks. Albin Dunajewski, w r. 1880 mianowany kardynałem.

Te okoliczności odwracały uwagę od Tyńca i solesmeńskich sugestii. Dopiero powrót miejscowego kościoła i parafii pod jurysdykcję biskupów krakowskich otwierał nowe możliwości dla ich wpływu na omawianą sprawę. Zaznaczyło się to rychło w korespondencji kard. Dunajewskiego z o. Majolusem Lamey’em. Ubiegał się on o Tyniec, a potrafił pozyskać sobie nawet Namiestnictwo, dwór cesarski, nie mówiąc już o miejscowej arystokracji. Zabrakło mu jednak poparcia Rzymu, gdzie zwalczali go przedstawiciele opactw Solesmes i Beuron. Zabiegi Lamey’a, chociaż bezskuteczne, obudziły ponownie sprawę tyniecką, a kard. Dunajewskiemu dały sposobność zaznaczyć swoje usposobienie i gotowość do przyjęcia benedyktynów w opuszczonym klasztorze.

Książę-biskup, a od r. 1901 kardynał Jan Puzyna okazał się natychmiast gorliwym protagonistą sprawy tynieckiej. Wprawdzie przerwał korespondencję z Lamey’em, ale odniósł się do potężnej kongregacji francuskiej i niemieckiej. Opat Guepin – jak wiadomo – odmówił. Większe widoki powodzenia miała próba mnichów z Beuron. W r. 1886 rozpoczął tam życie zakonne znany już w życiu politycznym i religijnym prałat, oczywisty i świadomy Polak, ks. Edmund Radziwiłł. Pełnił on przejściowo funkcje przełożeńskie w Cucujaes w Portugalii, ale niebawem zmarł na raka (1895). Wstępując do benedyktynów obudził pewne nadzieje. Wiązano go z Tyńcem, a może nawet on sam o tym myślał.

Książę-biskup Puzyna, nie zrażony przeciwnościami, nalegał w dalszym ciągu, pisząc do opata-prymasa benedyktynów Hildebranda de Hemptine. W kwietniu 1898 r. przyjechał do Krakowa o. Wacław Wittke, przeor z opactwa Emaus w Pradze, Razem z księciem-biskupem jeździli do Tyńca. Byli też w Staniątkach, a książę-biskup, będąc dobrej myśli, nakazał modlitwy o powrót benedyktynów. Ale nadzieja znowu zawiodła. Jedną z przyczyn był zapewne sytuacja prawna zabudowań pobenedyktyńskich, która nadal stanowiły własność kamery austriackiej. Należało więc uprzednio usunąć tę przeszkodę. Myśl o tym poczęła się w r. 1899 na Bielanach, podczas wakacji przyszłego kardynała.

Około r. 1900 książę-biskup podjął starania, aby rząd przekazał dawne posiadłości benedyktyńskie jako uposażenie biskupstwa. Zabiegi przyniosły owoc i w maju 1902 r. udało się przejąć Tyniec wraz z 10 folwarkami w okolicy. Skoro tylko książę-kardynał stał się tu panem, kazał podjąć robotę przy fasadzie kościoła i we wnętrzu tzw. opatówki, którą z dawna przeznaczył na dom wakacyjny dla kleryków swego seminarium. Ucichła wówczas sprawa benedyktynów, ale przejęcie Tyńca przez biskupstwo prostowało drogę do tego celu, który miał spełnić się już pod rządami następnego Ordynariusza.

W latach 1911 – 1912 rządy w diecezji krakowskiej objął książę-biskup, a z czasem arcybiskup, metropolita i kardynał Adam Stefan Sapieha.

W tym samym czasie w Maredsous (Belgia) składał swe śluby zakonne młody Polak, syn bogatych arystokratów, o. Jozafat Ostrowski. Jego rodzice, hr. Juliusz i Maria z Tyszkiewiczów, w trosce o wychowanie synów wysłali ich w r. 1905 za granicę. Tam o. Jozafat poznał benedyktynów, w ich szkole zdał maturę (1909) i wstąpił do zakonu. Maredsous wówczas przeżywało swe apogeum, zwłaszcza, że rządy objął świątobliwy opat Kolumba Marmion (1909 – 1923). Rzeczywiście poziom życia wewnętrznego harmonizował tam z nauką. Rodzice o. Jozafata uplanowali hojną dotację na rzecz benedyktynów, jeśliby – w raz z ich synem – przybyli do Polski. Zarazem ożyła dawna myśl odbudowy Tyńca w oparciu – tym razem – o Maredsous i pieniądze Ostrowskich. Wszakże w owym czasie, pomimo swego kwitnącego stanu, opactwo to nie mogło nastarczyć zaproszeniom, Ostrowscy więc nalegali daremnie.

Epizod ten zasługuje przecież na uwagę, bo tutaj po raz pierwszy 19 maja 1913 w omawianej sprawie pojawił się udział księcia-biskupa Sapiehy. Z epizodem tym łączy się ciekawy szczegół. Ówczesny proboszcz z Tyńca ks. Jan Marszał wyraził chęć wstąpienia do Maredsous! Okoliczność ta znakomicie dopomogła rozwojowi wypadków. Niestety jednocześnie arcybiskup Józef Bilczewski proponował fundację przy kościele św. Elżbiety we Lwowie i tym samym odwrócił uwagę od Tyńca. W tych warunkach Maredsous porozumiało się z praskim opactwem „Emaus”, obiecując, że odda Jozafata Ostrowskiego wraz z jego pieniędzmi. Wybuch wojny w r. 1914 odsunął znowu sprawę Tyńca.

Mijały lata pełne klęsk i nadziei. W r. 1918 do Tyńca przyjechał Stefan Żeromski, który stan rzeczy opisał w następujących słowach: Gruzy Tyńca zadumane, prastare, a na stokroć starszych wzniesione popiołach, dla dzisiejszych ludzi niepojęte gruzy, co stały się tak niezłomnymi, iż czas, nędza i zapomnienie już ich bardziej zniweczyć nie mogą […]. Mimo to sprawa powrotu benedyktynów do Tyńca odezwała się znowu w r. 1919. O. Jozafat przeżył wojnę w Irlandii, zyskał już kapłaństwo i czekał gotowy na wyjazd do Polski.

Tutaj wojna trwała nadal. Ostrowscy proponowali teraz fundację w Tomaszowie Mazowieckim, ale istniała też alternatywa tyniecka, której sprzyjał Książę-Biskup. Życzliwość tę potwierdzał dodatkowo list o. Jozafata do przeora w Maredsous (3 IX 1919). Wróciła wzmianka o powołaniu benedyktyńskim ks. Marszała. Kapłan ten nie doczekał na miejscu powrotu benedyktynów. Z Tyńca ustąpił w r. 1920, a więc w momencie, gdy Maredsous, przestraszone rozwojem wypadków w Polsce, przestało ciekawić się Tyńcem. Natomiast Ostrowski – po kilkunastomiesięcznym udziale w wojnie w charakterze kapelana – związał się z czeskim opactwem „Emaus” i próbował odzyskać klasztor świętokrzyski zanim osiadł w Lubiniu. Sprawa Tyńca ucichła ponownie.

Po raz ostatni myśl o polskiej fundacji wróciła do Maredsous w latach 1925 – 1926, gdy kard. Dalbor, ze względu na trudności narodowościowe w „Emaus”, zażądał przyłączenia klasztoru lubińskiego do kongregacji belgijskiej.

W ostatnim okresie, który miał doprowadzić do powrotu benedyktynów tynieckich, zasadniczą rolę odegrało opactwo św. Andrzeja w Zevenkerken (Belgia). Powstało ono dla odnowy brazylijskich benedyktynów, lecz, pod wodzą opata Teodora Neve, rozszerzyło swe zainteresowania na misję, tworząc szereg fundacji w różnych częściach świata. W przeciwieństwie do innych opactw belgijskich – skupionego Maredsous, uczonego Kaisersgberg w Leuven – opactwo w Zevenkerken było „całe na zewnątrz”. Zauważył to podobno kard. Hlond podczas wizyty tamże i doszedł do wniosku, że ten dynamizm najlepiej odpowie polskim temperamentom.

Inicjatywę miał teraz przejąć o. Karol Van Oost, w przyszłości przeor tyniecki. Do Polski skierował go opat Neve w porozumieniu z opatem Vykoukalem. Bezpośredni impuls dał o. Jozafat Ostrowski, zapraszając Van Oosta, który 20 kwietnia 1928 przyjechał do Lubinia. Rychło rozszyfrowano tu rzeczywiste zamiary przybysza, zwłaszcza, że w następnym roku (1929) o. Klemens Dąbrowski zdezerterował z Lubinia do opactwa św. Andrzeja. Van Oost zyskał zupełną swobodę działania. W czasie Wielkiego Postu 1930 r. odwiedził on po raz pierwszy Tyniec. Miejsce wydało mu się idealnym dla przyszłej fundacji. Nazajutrz złożył wizytę u Księcia-Metropolity, który uznał, że projekt tynieckiej fundacji jest wykonalny. Sapieha zaaprobował pomysł Van Oosta, dodając w ten sposób odwagi cudzoziemcowi. Bo też trzeba było mieć dużo odwagi. W owych latach Van Oost działał zupełnie sam, a Tyniec przedstawiał się jako beznadziejna ruina. Brakowało ludzi, pierwsi kandydaci na przyszłą fundację przedstawili się mu dopiero pod koniec 1929 r. Brakowało też pieniędzy, więc sytuacja nie zapowiadała niczego dobrego.

Porażka przyszła w lecie 1929 r. Listem datowanym 17 lipca Książę-Metropolita zawiadomił Van Oosta, że oddał ss. felicjankom folwark tyniecki w zamian za parcelę potrzebną na budowę Domu Katolickiego w Krakowie. Książę zachęcał, aby w swych planach ponownie uwzględnił Lubiń. Oznaczało to skreślenie Tyńca z rozmów w ciągu następnych lat.

Na szczęście o. Karol Van Oost pozostał w Polsce, mając pełne ręce pracy. Istotnie, proponowano mu coraz to nowe możliwości. Do krakowskiej diecezji wróciła sprawa benedyktynów w związku z Rabką. Myśl podsunęła p. Krystyna Szczuka, jedna z założycielek miejscowego gimnazjum. Akuratnie w r. 1935 przenosiło się ono do nowego budynku, więc dawne pomieszczenie, „willa Jaworzyna” stała do dyspozycji Van Oosta. Książę-Metropolita w rozmowach z 10 i 11 kwietnia okazał się życzliwy temu projektowi. Zgodził się też na przyjęcie benedyktynów do swej diecezji. Zamierzenie udało się zrealizować. W Rabce powstał internat dla chłopców, przy którym formowała się kadra dla przyszłej fundacji w Tyńcu. Jednocześnie kilku młodych benedyktynów Polaków kształciło się w Rzymie i w Louvain.

Przeniesienie się z Rabki do Tyńca dokonało się szybko. Pod koniec grudnia 1938 r. o. Jan Wierusz-Kowalski złożył wizytę Księciu-Metropolicie, który okazał się skłonny do oddania Tyńca, pytając wszakże, czy benedyktyni podjęliby odbudowę ruin. To samo napisał osobiście do o. Van Oosta (27 XII 1938). Odtąd sprawy toczyły się na dwóch frontach.

W połowie maja postanowiono zlikwidować internat w Rabce, a Książę przysłał dokument wystawiony 29 maja 1939 r., przekazując benedyktynom dawne tereny klasztorne w Tyńcu – kościół i ogród – pod warunkiem zgody ze strony Stolicy Apostolskiej.

Niebogaty dobytek przewieziono z Rabki do Tyńca w końcu czerwca, podczas gdy opat Neve zapowiedział przyjazd na 27 lipca. Mieli z nim przybyć dalsi trzej Polacy. Zarazem liczba „fundatorów” pod wodzą o. Karola Van Oosta, który otrzymał nominację na przeora w Tyńcu, wzrosła do dziesięciu.

Powrót benedyktynów odbył się 30 lipca 1939 r. wśród pomruków nadchodzącej wojny. Niemniej uroczystość tyniecka zachowała nastrój pełen optymizmu. Ludność miejscowa zgotowała powracającym serdeczne przyjęcie. Zjazd był okazały. Nieobecnego Księcia Metropolitę reprezentował ks. Józef Nieć z Zebrzydowic, dziekan skawiński. W imieniu swego Mocodawcy odczytał on właściwe dokumenty i przekazał przybyszom klucze klasztoru i kościoła. Odpowiedział na to opat Teodor Neve, dziękując Księciu-Metropolicie za życzliwość względem benedyktynów i za oddanie im Tyńca.

W trosce o przyszłość Tyńca Książę domagał się jego odbudowy, stawiając to zawsze jako warunek. Przed młodym zgromadzeniem wyrastały teraz zadania, które Opat ujął w czterech punktach:

(1) modlitwa chórowa,
(2) dom rekolekcyjny dla potrzeb duchowieństwa,
(3) wychowywanie i kształcenie młodzieży,
(4) praca duszpasterska.

Zadania te były niechybnie przedmiotem rozmów wstępnych z Księciem-Metropolitą, bo na to wskazuje ich związek z lokalną potrzebą. Już 1 sierpnia 1939 r. wystawiono i podpisano odpowiedni dokument fundacyjny, więc w tym dniu rozpoczął się nowy okres w historii Tyńca. W miesiąc później wybuch wojny zakończył pewien okres w dziejach świata.

Powrót benedyktynów do Tyńca był tylko epizodem w ciągu 40 lat rządów biskupich księcia kardynała Sapiehy. Epizod jednak miewa znaczenie, przydaje rysu charakterystycznego w obrazie, portretowi zwraca czasem rumieńce życia. Drobne wydarzenie wzięło więc udział w historii powszechnej. W opowiadaniu ujawniły się związki z dalekimi krajami. Zmiany, które dokonały się w Tyńcu w ciągu ostatniego stulecia, szły w parze z tym, co działo się w diecezji krakowskiej i poza nią. Właściwą koleją rzeczy wydarzenia wynikały jedne z drugich, a współdziałali w tym ludzie.

Powrót benedyktynów do Tyńca dokonał się w tym samym roku, kiedy wybuchła wojna. Wojny z pradawna towarzyszą dziejom człowieka, rujnując jego dorobek. Wydarzenie, o którym była mowa, przekonało, że działają też siły dobroczynne i że ludzie zwracają się niekiedy ku ruinom, aby je odbudować.


Paweł Sczaniecki OSB (1917–1998), benedyktyn z opactwa świętych Apostołów Piotra i Pawła w Tyńcu, proboszcz tyniecki, historyk liturgii, badacz dziejów tynieckiego opactwa. Wyniki jego badań w wielu dziedzinach do dzisiaj pozostają niezastąpione.

Słuchaj, synu, nauk mistrza…

Od jakiegoś czasu regularnie publikujemy materiały audio na profilach Apple Podcasts oraz Spotify. Jest to kolejne narzędzie, dzięki któremu docieramy do naszych słuchaczy i czytelników…

Posłuchaj

Newsletter

Zapisz się do naszej listy mailingowej.

Dziękujemy! Za parę minut otrzymasz e-maila z linkiem potwierdzającym subskrypcję...

Coś poszło nie tak...

Darmowy e-book
Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position