Człowiek duchowy wszystko, co odnajduje w Pismach świętych, odnosi do siebie, a nie do innych

  • 9 lipca 2019

Człowiek duchowy wszystko, co odnajduje w Pismach świętych, odnosi do siebie, a nie do innych

Jak praktycznie realizować postawę słuchania w życiu religijnym? Przede wszystkim, jak zauważyliśmy, odnosi się ono do słowa Bożego. Zatem lectio divina – czytanie Pisma Świętego i Ojców Kościoła, które później omówimy nieco szerzej, powinna pozostawać stałą praktyką. Istotne jest przy tym przeświadczenie, że słuchane słowo odnosi się do mnie, a nie do innych, że nie ma być receptą na bolączki innych czy problemy jakichś grup, narodów, czy świata całego. Marek Eremita pięknie sformułował ową zasadę: „Człowiek duchowy wszystko, co odnajduje w Pismach świętych, odnosi do siebie, a nie do innych”. Kiedy odkrywam, że słowo Boże jest skierowane do mnie i przyjmuję je jako słowo do mnie skierowane, rozpoczyna się dopiero prawdziwe słuchanie, rozpoczyna się prawdziwie zrodzenie przez słowo.

Dalej, kiedy słuchamy czegokolwiek i kogokolwiek, powinniśmy zawsze mieć w sobie czujność skierowaną na owego wewnętrznego nauczyciela, którym jest Jezus Chrystus. On przemawia do nas na różne sposoby, także przez ludzi przypadkowych, a nawet niewierzących. Trzeba wyzbywać się schematów myślenia, utartych opinii, wiedzieć, że w każdym człowieku istnieje dobro i zło, i dlatego zawsze trzeba starać się odróżniać dobro od zła niezależnie od tego, kto za tym stoi. Utarte schematy i opinie przyjmowane z zewnątrz są łatwe w użyciu, bo nie wymagają od nas wysiłku, ale tym samym pozbawiamy się owej postawy słuchania Mistrza.

Bardzo wskazane, a w pewnych okresach życia wręcz konieczne, jest znalezienie sobie ojca duchowego, któremu trzeba być posłusznym w za­kresie duchowego prowadzenia. Trzeba pamiętać, że taki kierownik du­chowy jest nam dany przez Chrystusa na pewien czas, nie musi być do­zgonnym ojcem duchowym. Tak się paradoksalnie składa, inaczej niż w przypadku Pana Jezusa, że to uczeń wybiera mistrza, a nie mistrz ucznia, syn ojca, a nie ojciec syna. O wyborze powinien rozstrzygać ów wewnętrzny na­uczyciel. Istotne jest jednak to, by rady ojca „przyjmować chętnie i wypełniać skutecznie”, bo tylko wówczas można autentycznie czegoś do­świadczyć i postąpić naprzód.

Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa (Prol 3).

To zdanie bardzo precyzyjnie określa adresata całego prologu i reguły. Jest nim każdy, kto „wyrzeka się własnych chęci”, swoich upodobań, a pragnie służyć Chrystusowi jako swojemu Panu, podejmuje „potężną i świętą zbroję posłuszeństwa”, czyli decyduje się na postawę słuchania. Warto zwrócić uwagę na to, że św. Benedykt kieruje te słowa do „kogo­kolwiek”, nie mówi tutaj o mnichach, ani nie podaje innych kryteriów wy­różnienia. Jeżeli rzeczywiście swym życiem pragniemy służyć Panu, to dalsze słowa stają się apelem skierowanym do nas. Kluczem jest zde­cydowanie, czy prawdziwie chcemy podjąć praktykę słuchania, prawdzi­wie chcemy szukać słowa jedynego Mistrza, który do nas przemawia na różne sposoby, przede wszystkim jednak przez Słowo Boże i żywą tradycję Kościoła obecną w liturgii, nauczaniu i odczytywaniu znaków czasu oraz konkretnych ludzi, nosicieli charyzmatu Ducha Świętego.

Słuchanie koncentruje nas na Bogu. On staje się dla nas punktem odnie­sienia. W Regule, jak zresztą w całym chrześcijaństwie, otrzymuje to kon­kretny wymiar: nasze spotkanie z Bogiem odbywa się za pośrednictwem Chrystusa, który jest Emanuelem – Bogiem z nami.

Przede wszystkim, gdy coś dobrego zamierzasz uczynić, módl się najpierw gorąco, aby On sam to do końca doprowadził.

Jedynie Bóg jest dobry (por. Mk 10,18). Każdy z nas zna tę ewange­liczną prawdę, ale dopiero wypływająca z niej konsekwentna praktyka może uczynić ją dla nas żywą i owocną. Jeżeli jedynie Bóg jest dobry i On jest źródłem wszelkiego dobra, to wszelkie nasze działanie należy do Niego odnosić. Jest to proste i logiczne. Autentyczna wiara polega na wyciągnię­ciu z takich prawd konkretnych, praktycznych wniosków. To właśnie robi św. Benedykt: jeżeli prawdziwie szukasz dobra, to módl się do Boga, aby On sam to doprowadził do pełni. Od samego początku podlegamy pokusie robienia dobra na swoją rękę, według swoich własnych wyobrażeń. Grzech rodzący się z tej pokusy ma dwa wymiary: indywidualny i społeczny. W raju szatan zasugerował Ewie, że sama musi zatroszczyć się o dobro, któ­rego Bóg jej nie chce dać i ona to robi, łamiąc Boży zakaz. Historia budowy wieży Babel to z kolei próba budowania własnymi siłami doskonałej spo­łeczności ludzkiej, jedności i braterstwa. Z XX wieku pamiętamy wielkie przedsięwzięcia społeczne budowania „społeczeństwa szczęśliwości”, które pozostawiły po sobie morze ludzkich tragedii i zranień, z których bardzo trudno się wyleczyć.

Podejmując jakieś dobro, trzeba je od początku do końca oddać Bogu. To wielka sztuka duchowa, ale dzięki temu przyznajemy Bogu miejsce w naszym sercu. Każde działanie nawet najbardziej zewnętrzne ma swoje za­korzenienie w naszym sercu i przez to posiada skutki wewnętrzne. Powie­rzając Bogu swoje działanie, sami siebie Jemu oddajemy. I to jest najważ­niejsze. „Gorąca modlitwa” jest tego wyrazem i świadectwem. I chociaż przeminą nasze dzieła, to przecież to, co się dokonało w sercu, pozostanie dla nas zawsze aktualne. W ten sposób konkretnie realizuje się nasze zako­rzenienie w Bogu, którego najgłębszym wyrazem jest „synostwo Boże”.

Wówczas, skoro raczył nas już zaliczyć do grona swoich synów, nie będzie musiał kiedyś się smucić naszymi złymi postępkami. Posługując się dobrem, jakie w nas złożył, powinniśmy zatem zawsze być Mu posłuszni, bo w przeciwnym razie mógłby nas nie tylko wydziedziczyć, jak rozgniewany Ojciec swoich synów, lecz także jak groźny Pan, obrażony naszą nikczemnością, wydać na wieczną karę sługi niegodne, gdyż nie chcieliśmy iść za Nim do chwały (Prol 5n).

Nasze synostwo wynika z chrztu, zanurzenia w Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. W starożytności chrzest przyjmowali zasadniczo dorośli, lu­dzie, którzy prawdziwie chcieli stać się uczniami Chrystusa i dziećmi Boga. W naszym przypadku jest to trudniejsze, bo w większości przyjmo­waliśmy chrzest jako niemowlęta, nie będąc całkowicie świadomi tego, co się dzieje. Nie było w nas świadomego wyboru. Dlatego jako dorośli mu­simy samodzielnie dochodzić do tego, że jesteśmy dziećmi Bo­żymi. Temu zwykle powinna służyć katecheza i zwykłe nauczanie w ko­ściele.

Na czym polega owo synostwo Boże? W Nowym Testamencie znajdu­jemy kilka wypowiedzi mówiących o synostwie Bożym. Sam Pan Jezus mówi o nim w kontekście miłości nieprzyjaciół:

Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6,35n).

Synostwo polega tutaj na podobieństwie do Ojca, który jest dobry. Oj­ciec stanowi punkt odniesienia w naszym działaniu, od Niego się wszyst­kiego uczymy. W innym miejscu, pisząc o nowym pokrewieństwie, Pan Je­zus mówi, że Jego braćmi są ci, którzy pełnią wolę Jego Ojca (zob. Mt 12,50). Święty Paweł z kolei, streszczając dłuższy wywód, pisze: wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi (Rz 8,14). A w innym miejscu pisze, że ten sam Duch pozwala nam wołać do Boga: Abba Ojcze (zob. Ga 4,6). W dziecięctwie Bożym istotne jest zakorzenienie w Bogu przez modlitwę i posłuszeństwo Jego woli. Przy czym to wypływa z pro­wadzenia przez Ducha Świętego. Inaczej mogło by się sprowadzić do ja­kiegoś rygoryzmu moralnego.

Zobaczmy, że relacja Ojciec – syn jest wzajemna. Bóg „zalicza nas do grona synów” i składa w nas dobro, którym powinniśmy się posługiwać w naszym wzrastaniu. W dalszym tekście widać, jak oblicze Ojca staje się tym bardziej surowe, im bardziej człowiek oddala się od Niego. Kiedy źle postępujemy, „smuci się naszym złymi postępkami”. Gdy jednak przesta­jemy Mu być posłuszni, buntujemy się, On może nas „wydziedziczyć jak roz­gniewany Ojciec swoich synów”, a nawet „jak groźny Pan, obrażony naszą nikczemnością, wydać na wieczną karę sługi niegodne”. Relacja Ojciec – syn zmienia się w relację Pan – niewolnik. Następuje utrata tej więzi, w którą wprowadza nas Chrystus przez chrzest. Przypomina się w tym mo­mencie przypowieść Pana Jezusa o minach, gdzie trzeci sługa zostaje po­traktowany według tego, jak sam ocenia swego pana (zob. Łk 19,20–26; por. Mt 25,24–30).

Istotna jest jeszcze perspektywa eschatologiczna, w jakiej św. Benedykt widzi całość. Omawiany tekst może nas nieco przerażać, zwłaszcza dzisiaj, kiedy wszyscy starają się akcentować miłosierne oblicze Boga. Groźba kary wiecznej nie ma na celu przerażenia, ale chodzi w niej o pobudzenie nas do autentycznego wejścia w żywą więź z Bogiem. Dzisiaj, wydaje się, największy kryzys chrześcijan polega na tym, że istnieje rozbieżność pomiędzy deklarowaną wiarą a praktyką życia. Istnieje jakiś brak powagi w naszym traktowaniu Boga. Świętemu Benedyktowi chodzi o poważne, bardzo konkretne przyjęcie słów Ewangelii i życie nimi na co dzień.

Powstańmy więc wreszcie, skoro Pismo Święte zachęca nas słowami: Teraz nadeszła dla nas godzina powstania ze snu (Rz 13,11). Otwórzmy nasze oczy na przebóstwia­jące światło, a nasze uszy na głos Boży, który nas codziennie napomina wołając: Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: nie zatwardzajcie serc waszych (Ps 96,8). I znowu: Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów (Ap 2,7). A co mówi? Pójdźcie, synowie, słuchajcie mnie, nauczę was bojaźni Pańskiej. Biegnijcie, dopóki macie światłość życia, aby ciemności śmierci was nie ogarnęły (Ps 34[33],12; J 12,35) (Prol 8-13).

Kolejny wiersz Prologu ukazuje właśnie sens ostrzeżenia, jakie padło: chodzi o zdecydowanie się wreszcie na „powstanie ze snu”, na podjęcie słów Pisma Świętego. Trzeba sobie zdać sprawę z tego, że żyjąc naturalnie, nawet jeżeli staramy się czynić dobro i jakoś uczestniczyć w życiu religijnym, w istocie „śpimy”, żyjemy w jakimś letargu. Ujawnia się to najlepiej w chwilach kryzysu sensu życia, który najczęściej występuje w sytuacji utraty czegoś, doświadczenia negatywnego potraktowania lub nieszczęścia. Załamuje się wówczas naturalny sens funkcjonowania w zwykłych układach, w jakich żyjemy: bycie mężem lub żoną, rodzicem, pracownikiem, osobą zakonną lub kapłanem itd. Naturalny sens nie wystarczy wówczas do podjęcia trudnego doświadczenia, potrzeba czegoś o wiele głębszego. Odsłania się, że w zwykłym funkcjonowaniu w społeczności w istocie jesteśmy bardzo samotni. Inni, choćby byli najbliżej nas, są na zewnątrz i nie są w stanie nam pomóc w głębokim kryzysie. Okazuje się, że dotychczasowe życie nie dotykało tego, co najistotniejsze w nas. Dlatego ukazuje się jako sen, swoisty letarg. Jednocześnie pojawia się potrzeba „powstania ze snu”, wyjścia z dotychczasowej samotności. Prawdziwe życie ukazuje się jako współistnienie, życie „z” i „dla”. Czasem słyszymy od ludzi osamotnionych tragiczne stwierdzenie: „Nie mam dla kogo żyć, dlatego też nie mam po co żyć”. Niesie ono w sobie głęboką prawdę. Życie uzyskuje sens, gdy staje się żywym dialogiem z „kimś”, gdy otrzymujemy i nawzajem dajemy. Ostatecznie okazuje się, że tym „kimś” musi być Bóg, bo każde ludzkie „ty” nie jest w stanie zaspokoić naszego pragnienia zjednoczenia.


Fragment książki Komentarz do Reguły św. BenedyktaO autorze:Włodzimierz Zatorski OSB (ur. 1953) benedyktyn, fizyk, teolog, filozof. Ukończył studia z fizyki teoretycznej na Uniwersytecie Jagiellońskim (1980 r.) Od 1980 w Opactwie Benedyktynów w Tyńcu, (śluby wieczyste złożył w 1984 r.). Założycieli wieloletni dyrektor Wydawnictwa Benedyktynów „Tyniec”. Od 2005 do 2009 przeor w Tyńcu, 2010-2013 mistrz nowicjatu. Od 2015 szafarz (ekonom) klasztoru. Od 2002 roku prefekt (opiekun) oblatów świeckich przy Opactwie w Tyńcu. Autor ponad 40 tytułów książkowych w tym 3 tytuły z zakresu duchowości lidera: Podstawy duchowości lidera (2011), Duchowość lidera. Wybrane zagadnienia (2014), Duchowe dylematy lidera (2017). 

Skin Color
Layout Options
Layout patterns
Boxed layout images
header topbar
header color
header position